Góry to narkotyk czy to inny pociąg wyciągnął mnie znów z domu?


O ile jesteście na bieżąco możecie się domyślać jaka jest odpowiedź na tytułowe pytanie🙂. Tak czy inaczej tym razem wyruszyłem na rowerze, chociaż niedawno dość często stwierdzałem, że za bardzo mnie męczy i wolę piesze wycieczki. Zdecydowałem się na rower ponieważ górki, które postanowiłem odwiedzić nie leżą ani blisko mego miejsca zamieszkania ani nie są blisko siebie, a większość tras jest po ulicach mniej lub bardziej ruchliwych.
Ktoś mógłby powiedzieć, że góry, które odwiedziłem to nie góry, ponieważ ich wysokość nie przekracza 400 metrów n.p.m. To moje miejsce zamieszkania jest wyżej😃: na Kopavě(377m), na Kopci(349m), Štěpnice(359m), Záplotí(386m). Ponadto jeden z nich rzeczywiście nie jest górą ale tylko "punktem wysokościowym", który na mapach jest oznaczony jako szczyt. Nie mniej jednak należą do terenu nazwanego Podbeskydská pahorkatina i chyba nie będę daleki od prawdy tłumacząc to na Podbeskidzkie pogórze. Gdyby nie aplikacja nigdy bym się może nie zetknął z tą nazwą. Ciekawych rzeczy się dowiaduję, ale nie będę tu tego komentował. Jak zauważam same plusy tej apki🙂. Jak sądzicie? To ona jest tym pociągiem wspomnianym w tytule?
No dobra, powiem wam. Nie, to nie ona😃.
Pomijając fakt, że same góry potrafią być uzależniające, bo przecież "po to" tu mieszkam😉 ale to ciągle nie to. Wciągnęło mnie na serio moje własne wyzwanie chociaż nikomu ani sobie nic nie obiecywałem. Może bym się poddał gdybym początkiem roku nie zaczął tyle chodzić. Wiosną i latem trochę zaniedbałem, ale okazało się , jak wiecie, że jeszcze nic straconego, no i szkoda by było żebym nie kontynuował tylko dlatego, że mam lekki poślizg. Apka Górobranie stała się narzędziem, które mi bardzo pomaga w osiągnięciu tego celu.
Wybrałem się więc, bo po popołódniówce najczęściej mam dzień wolnego. Wyspałem się, dokończyłem ostatniego posta i nie miałem nic lepszego do roboty😃. A nawet gdybym miał to góry mają ostatnio pierwszeństwo😍. W planie było 7 szczytów, ale jak zwykle plan można zmienić😉 w zależności od (nie)dostatku sił lub innych czynników mogących mieć na to wpływ.
Nie wiem jak wy, ale ja czytając swoje opowiadania lubię patrzeć na mapę, przypominając sobie trasę. Oto ona, zapisana jak zwykle w dwóch miejscach:

 

Przed odjazdem jak zwykle nie obyło się bez zapisania potrzebnych punktów do apki mapy.cz ale i tak nie obyło się bez błędów😊. Z Nydku do Wędryni najprostszą i najwygodniejszą znaną mi trasą, czyli w Bystrzycy cyklotrasą za torami gdzie w Wędryni skręciłem na główną drogę po to aby wjechać w wąską uliczkę na przeciwko dworca kolejowego. Gdzieś tędy dojadę do miejsca zwanego Rovná. Miejsce znam jeszcze z czasów, kiedy nie było obwodnicy. Po wybudowaniu przecięli żółty szlak, a dziś nie miałem zamiaru sprawdzać czy go jakimś sposobem z powrotem nie połączyli. Jechałem zielonym szlakiem asfaltową drogą przez Karpentską kempę zmierzając powoli do pierwszego szczytu przyglądając się otaczającym mnie widokom.


Od bardzo dawna wszyscy mieszkańcy w bliskiej i dalekiej okolicy byli od tej góry uzależnieni. Czasami zdarzało się, że nadajnik miał awarię no i utarło się powiedzenie: Javorovy nie vysyło!
Różnie to bywa z sygnałem, ale tym razem ewidentnie wysyłał sygnały, a wręcz przywoływał mnie: Chodź do mnie!😃 Musiałem mu obiecać, że jeszcze w tym roku wpadnę do niego z wizytą😉.
Asfalt się skończył i wjechałem do lasu. Bardzo przyjemna droga, trochę mokro i błotka, ale to przecie tygryski lubią najbardziej😁. Gdyby nie parę worków ze śmieciami to pewnie nie zauważyłbym daszku turystycznego schowanego poniżej drogi. Śmieci jak sądzę ktoś przygotował odpowiedzialnym służbom miejskim i muszę powiedzieć, że miejsce zwane Přístřešek Živá voda za bardzo żywej wody nie oferowało ponieważ ze źródełka kapało może 2x na minutę.


Kilka godzin później dowiedziałem się, że kiedyś jeżdżono tu z kanistrami na wodę, niestety wycinka lasów robi swoje🙁. Z lasu wyjechałem na główną drogę w Oldrzychowicach, ale nie na długo bo kilkadziesiąt metrów dalej skręciłem na skrzyżowaniu w stronę wyciągu na Javorovy.


Następnie skręciłem w prawo dzięki mapce, która mnie umiejętnie prowadziła najkrótszą trasą do obranego punktu na Kopavě(377m). Tu mnie aplikacja do zbierania gór trochę zawiodła, bo nie zadziałało powiadomienie o zbliżaniu się do szczytu. No cóż, opcja jest jeszcze w fazie testów. Na szczęście nie byłem daleko, zaledwie 60 metrów.


Nie zapędziłem się zbyt daleko dlatego, że wiedziałem, że tuż obok szczytu znajduje się inny mniejszy nadajnik.


Pewnie młodszy brat tego na Javorovym😃, bo ten go dzielnie pilnował dokładnie naprzeciwko😍.


Obowiązkowo podczas wycieczek w okolicach Trzyńca trzeba zrobić jakieś zdjęcie Werku😃.


Znacie to określenie? To taka tutejsza nazwa Trzynieckiej Huty. Jadąc jakby dalej w "jego" kierunku przecinam kolejną drogę w Oldrzychowicach, tym razem prowadzącą do dzielnicy Guty.


Znów tylko chwilkę, ponieważ staram się omijać asfalt albo co najmniej ruchliwsze drogi. Tym sposobem podjeżdżam obwodnicę no i niestety jestem zmuszony jechać wzdłuż głównej po asfaltowo-brukowanej ścieżce rowerowo-pieszej. Niestety albo stety ponieważ kolejny szczyt to nie szczyt ale wspomniany na początku punkt wysokościowy na Kopci(349m). Tu się powiadomienie o szczycie w apce znów zbuntowało więc jeździłem 50 metrów tam i z powrotem ponieważ problemy miał również wbudowany w apkę kompas. Pewnie, że mogłem zapisać wizytę nie będąc dokładnie w punkcie, ale chciałem😊. Nie znalazłem nawet takiego tego słupka oznaczającego najwyższy punkt więc musiałem wierzyć temu co widziałem na ekranie telefonu. Oto ten punkt, gdybyście kiedyś szukali😃



Miejsce znajduje się tuż za przystankiem autobusowym Třinec, Konská, Podlesí u lípy i skrzyżowaniem. Słowo daję, żadnej lipy też nie widziałem😃.


W pierwotnym planie stąd miałem się kierować do Stříteža, ale patrząc na mapę stwierdziłem, że odwrócę kierunek, bowiem do Ropicy na pole golfowe jest rzut beretem. Nie zawracając do głównej drogi ale jadąc dalej wąskimi uliczkami znów do niej dotarłem. Chociaż trasę do Ropicy trochę znam to dobrze, że często spoglądałem na mapę ponieważ przeoczyłbym zaoferowany skrót.


Pamiętacie jak już kiedyś odkryłem Amerykę?😁 Znów mi się udało, bowiem zaraz na początku tej wyprawy, kiedy to mapa chciała mnie wyprowadzić...nie, nie w pole😃, z powrotem na główną drogę w Trzyńcu, dotarło do mnie, że do planowania rowerowych tras nie powinno się używać proponowanej trasy ale przełączyć na pieszą trasę. Owszem pod warunkiem, że się ma odpowiedni do tego rower.
Dlaczego tak stwierdzam? A dlatego, że ustawiając "rower górski" okazuje się, że mapy.cz zdecydowanie przeceniają moją kondycję sądząc, że strome górskie podjazdy chociaż są krótsze to nie sprawią mi żadnego problemu😃. Dzięki temu odkryciu jechałem czasami fajnymi skrótami łatwymi do pokonania nawet na "zwykłym" rowerze.
Zafascynowany odkryciem stałem na środku mostu nad torami. Wierzcie nie wierzcie nadjechał mi bezszelestnie zza pleców pociąg aż się kurde wystraszyłem😲😁. Kawałek dalej dojechałem do asfaltowej drogi w kierunku pól golfowych.


Aby zapisać wizytę na szczycie Štěpnice(359m) musiałem zboczyć z trasy rowerowej w drogę, na początku której był (dawno chyba) otwarty szlaban i żaden zakaz wchodzenia czy wjazdu. Trochę z duszą na ramieniu ponieważ byłem świadom tego, że jakby nie było wchodzę na teren pól golfowych miałem przygotowane wytłumaczenie w razie draki, że na prawdę zakazu żadnego nie widziałem. Na prawdę, nie kłamię🙂. Kompas w apce informował, że do celu mam jakichś 350 metrów, ale szczyt znajduje się zdecydowanie w prawo od kierunku, w którym mnie prowadzi droga. No zobaczymy za zakrętem. Wchodząc pod stromą górkę równocześnie pchałem rower i spoglądałem na kompas, który pokazywał, że się trochę oddalam od celu zamiast się zbliżać. Dotarłem za zakręt i...
Hura! Jest... taaak, ale gdzie i który to?🤔


Na polu para starszych graczy, którym obiecałem, że nie będę wchodził w drogę. Oczywiście dla własnego bezpieczeństwa, no bo kto by chciał dostać w łeb golfową piłeczką😁. Na samą myśl: Ał!
Nadal nie wiedząc czy na mnie nikt nie nakrzyczy szedłem spokojnie prowadząc rower. Kurde jednak musiałem przeciąć trasę golfistów, ale poczekałem aż sobie przejadą tą akumulatorową furą😉. Szczyt nie był na żadnej z widzianych wcześniej górek, pewnie dlatego, że chociaż te górki są wyższe od mapowego punktu to są utworzone sztucznie i kto wie czy na stałe.


Widoki stąd też ładne, ale nie byłem pewien czy podobają mi się te chmury😲.


Dedukując, że skoro golfiści mogą tymi akumulatorami to czemu ja bym nie mógł wsiąść na rower?


Przez łąkę powolutku, żeby nie wzbudzać ewentualnego gniewu kolejnych graczy ale zjazd stromą drogą, którą przed kilkoma minutami męczyłem się wchodząc z rowerem sprawił mi spore zadowolenie😍. Dojechałem z powrotem do rowerowej trasy zmierzając przez obszar pól golfowych w kierunku kolejnego szczytu, który postanowiłem, że będzie ostatnim na dziś ponieważ złowieszcze chmury a czasami jakaś kropla zabłąkanego wiatrem deszczu straszyły zmoknięciem.
Zbliżając się do ostatniego punktu kombinowałem jakby tu sobie skrócić trasę, ale mapy nie kłamały i tam gdzie myślałem, że znajdę skrót musiałem zawrócić. Szczyt Záplotí(386m) był gdzieś na łące pomiędzy domami i nie prowadziła w tym kierunku żadna ścieżka. Wszedłem więc przez otwartą bramę do drzwi domu, do którego jak sądzę należy owa łąka z szczytem.
Ci, którzy mnie znają (to nie żadne przechwałki😉) wiedzą, że jestem zasadowym i szanującym innych człowiekiem dlatego zadzwoniłem aby upewnić się, czy nie będę niechcianym intruzem na prywatnym terenie. Wyszedł miły młody pan (mniej więcej lat tyle ile ja😎), któremu wyjaśniłem cel mojej wyprawy i zapytałem grzecznie czy pozwoli mi na wejście na łąkę. Nie wiem ilu tu było przede mną górozbieraczy, ale uśmiechnął się i zaprowadził na skróty przez ogród, wskazując dokładnie szczyt, który chciałem znaleźć.


Świetne widoki, których nawet opcją panorama nie da się wyrazić. Zdjęcie poniżej wykonane chyba w 180° obrocie.


Widzicie te chmury?! Ja też je widziałem dlatego wybrałem najkrótszą możliwą trasę, chociaż do Czeskiego Cieszyna był już kawałek a dawno tam nie byłem. Za to ucieszył mnie fakt, kiedy stwierdziłem, że po bardzo długim czasie wybrałem na prawdę świetną trasę i to we właściwym kierunku. Jadąc odwrotnie dość by mnie zmęczyła droga, którą teraz mknąłem z niespełna 50km/h prędkością dojeżdżając znów do głównej drogi w Ropicy. Prędkość odpowiednia aby umknąć przed deszczem aczkolwiek po drodze podjechałem jeszcze odebrać zamówiony dopołudnia nowy powerbank, bo stary jakoś niedomaga, a moja aktywność pozadomowa wzrosła. Kawałek dalej poświęciłem również chwilkę na ulubioną kofolę aby doładować siły na ostatnie 10 km.
Aby zapisać 4 szczyty i otrzymać tylko 1471 punktów musiałem napedałować niespełna 50 kilometrów💪🏻! Zwróciliście uwagę, że zupełnie przypadkowo był tu "tytułowy" pociąg?


Czy mi się uda dokończyć z powodzeniem to swoje wyzwanie nie wiem, ale robię co mogę i mam nadzieję, że trzymacie mi kciuki, jeśli tak to zostawcie po sobie jakiś ślad przewijając w dół🤩.
kategoria bloga: Toni napisał

0 Komentarze