Przejdź do głównej zawartości

Moje placki ziemniaczane

T O N I      G O T U J E

Pomyślicie: Toni zwariował, publikuje przepis najłatwiejszej potrawy pod słońcem.😀
Uspokoję was więc, że to nie jest tak do końca przepis, ale pytanie do was:
Jak wy robicie placki?
Owszem pochwalę się swoim sposobem, bo przecież ja chwalipięta jestem.😀
Robicie tradycyjne czy może podobnie jak Toni eksperymentator kombinujecie z innymi składnikami?
Moje podobno są najlepsze (mówi żona).😉
Mógłbym podejrzewać jakiś podstęp motywujący do ich zrobienia, ale całkiem prawdopodobnym jest powód, że po czesku placki to te na sucho, na blasze, a te smażone na oleju to stryki.
W Czechach (przynajmniej w regionie gdzie mieszkam) bardziej popularne są te z blachy jedzone ze szpyrką albo śmietaną.
Chociaż podam proporcje jakich dziś użyłem, nie oznacza to, że trzymam się tego dosłownie.

Składniki:
1 kg ziemniaków
2 cebule
5 ząbków czosnku
5 dkg kawałek selera
1 marchewka (również 5 dkg)
4 łyżki mąki ziemniaczanej
1 jajko
1 łyżka kopiata soli
1 łyżeczka płaska pieprzu
1 łyżka sosu sojowego
olej do smażenia

Jak sądzicie? Od czego zacząłem?😉
Pewnie powiecie: "Od obierania ziemniaków"😀
Zaskoczę was: Wcale nie!
Teraz już zupełnie pomyślicie, że zwariowałem lub, że jestem odważnym eksperymentatorem, skoro do placków nie obieram ziemniaków.😀
No, dobra... zaskoczę po raz 2:
Zacząłem od zmywania naczyń, bo wczoraj nie było czasu.

Oczywiście, że ziemniaki obieram.


Nieodłącznymi składnikami moich placków są zawsze: cebula i czosnek


Oczywiście ze też obieram😉 podobnie jak dziś dorzuconą marchewkę i seler, które dają trochę innego smaku.


Następnie trzeba to zetrzeć, ale szkoda mi pokaleczyć paluszki, więc od lat mam pomocnika.


Do doskonałości brakuje mu części, która dałaby sobie radę ze wszystkim naraz.
Pierwszą operację robię tarczą


która zetrze wszystko na niteczki, tylko że posiada wadę: Ma na odwrotnej stronie nóż do szatkowania, przez który przelatują niestarte kawałki.


Nie szkodzi. Poradzi sobie z tym operacja druga


W tym celu opróżniam zbiornik z zawartości, która wędruje tam jeszcze raz, a pod koniec dodaję 3 łyżki mąki, jajko, sól, pieprz i sos sojowy.


Dość często (prawie zawsze) używam mielonego chilli, ale tym razem zostałem "poproszony" o niedodawanie.🙂
Całość "wlewam" do miski, a wszystkie elementy robota po użyciu od razu myję. Chyba przyznacie mi rację, że jak nie zaschnie jest z tym o wiele mniej pracy. Właściwie starczy tylko opłukać pod bieżącą wodą.


Rozgrzewam na patelni olej ale i tak pierwsze placki troszkę się nie trzymają podczas obracania, więc dodaję jeszcze łyżkę mąki i trochę soli, bo i tej okazuje się za mało.
Druga seria już wychodzi doskonale


Zawsze na bieżąco dzielę się z małżonką, a to pozwala mi zjeść jeden placek zanim kolejne dwa się usmażą.


Teraz czekam na wasze sposoby i składniki robienia. Może nauczę się czegoś nowego.
Przy okazji przypominam, że prosiłem was o radę w poprzednim poście.🙂

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.