Przejdź do głównej zawartości

Proteina sojowa w sosie pomidorowym a'la gulasz

T O N I      G O T U J E

Pomysł na to danie powstał kiedy w TV widziałem jakąś reklamę, z tym, że zupełnie niejadalną dla mnie. Zdecydowanie nie będzie to przypominało tradycyjnego gulaszu, ale danie musiałem jakoś nazwać.
Czy będzie smakować? To się okaże, bo to eksperyment, aczkolwiek znając swój talent zaryzykuje stwierdzenie, że będzie.🙂
Ponieważ uwielbiam wszystko co związane z pomidorami, więc prawdopodobieństwo mlaskania przy jedzeniu jest duże.😀
Ze względu na proteinę sojową składniki i przygotowanie podzielę na dwa etapy.

Składniki - etap I:
  • 160g sojowych pasków - proteina sojowa
  • 2-3 laurowe liście
  • 6-8 kulek ang. ziela
  • 6-8 kulek pieprzu czarnego
  • 1 łyżka Vegety
Przygotowanie - etap I:
Całość zalewam 1,5 litrem gotowanej wody, przykrywam na minimalnie 1/2 godziny.


Niektórzy specjaliści twierdzą, że należy moczyć dłużej, ale ja nie będę przesadzał.
Po upływie czasu odcedzam i wygniatam wodę z soi, wodę wraz z przyprawami wylewam ponieważ (podobno) nie nadaje się do spożycia.


O ile kawałki proteiny sojowej wydają się wielkie kroję na mniejsze i wrzucam do mojego ulubionego garnka, w którym przygotowuję dania i z wielką przyjemnością jem nawet 3 dni.
W przypadku fasolki po bretońsku, którą ostatnio "ztuningowałem" pieczarkami, delektowałem się 4 dni i wcale mi się nie przejadła. Specjalnie dla was i z własnej ciekawości zmierzyłem pojemność tego jak się okazało gara! 8 litrów pysznego jedzenia.😀


Następuje Etap II, którego przygotowanie składników możemy zacząć zanim dokończymy etap I.

Składniki:
  • 3 szt. 400g puszki całych pomidorów
  • 1 łyżeczka TelloFix
  • 1 łyżeczka pasty chilli Pista
  • 600g ziemniaków 
  • 250g pietruszki
  • 200g selera (ziemniaki, pietruszka, seler - waga netto czyli obrane)
  • 4-5 ząbków czosnku
  • 6-8 kulek ziela ang.
  • 4-6 kulek czarnego pieprzu
  • 3 łyżki sojowego sosu
  • 2 cebule
  • olej
  • 1szt 140g koncentratu pomidorowego
Przygotowanie etapu II:
Podczas moich kulinarnych eksperymentów stwierdziłem, że całe pomidory w puszkach mają inny smak, ponadto lepiej widać czy są lepszej jakości niż te już pokrojone.


Pokrojone pomidory wraz z ich sosem dodaję do gara z pokrojoną soją.


Wybaczcie jakość zdjęć, ale bardziej byłem zajęty gotowaniem niż kontrolą jakości.😉
Do tego dodałem łyżeczkę pasty chilli Pista, którą przywiózł mi kolega prosto z Węgier.
Poza tym, że jest ostra jest też i dość słona, więc trzeba wziąć pod uwagę ilość dodawanego TelloFixu (lub w drodze wyjątku Vegety), którego dodałem również łyżeczkę.


Bez dodatku wody wstawiam na mały gaz na ok. 15-20 minut aby soja nabrała smaku pomidorów.
W tym czasie przygotowuję ziemniaki, krojąc je w kosteczki.


W drobniejsze kosteczki kroję też pietruszkę i seler wsypując to wszystko do soi z pomidorami.
Dolewam do pełna wody i kontynuuję gotowanie dodając liście laurowe, kulki pieprzu i angielskiego ziela, sojowy sos oraz pokrojone na 1/8 ząbki czosnku.


W innych przypadkach czosnek kroję tylko na ćwiartki, ponieważ bardzo lubię kiedy trafi widzialnie na łyżkę podczas jedzenia.
Całość gotuję aż do zmięknięcia warzyw. W tym czasie na odrobinie oleju duszę i smażę średnio drobno pokrojoną cebulę, którą następnie dodaję do ugotowanej zawartości gara.


Po dodaniu przecieru pomidorowego i uzupełnieniu wygotowanego płynu gotuję ok. 10 minut.
W razie konieczności można dosolić, ale ja nie musiałem ponieważ ilość dodawanych przypraw mam już wytrenowaną.
Ostrzegam jednak, że bardzo lubię pikantne dania! Jeśli lubicie trochę delikatniej zdecydowanie odradzam używanie chilli, a już na pewno tego prosto z Węgier.
Zarazem zaznaczam, że (dla mnie) danie bez chilli traci na smaku.
W przypadku tuningowanej fasolki przed tygodniem dodałem 1,5 łyżeczki tej pasty, dziś tylko 1, ponieważ podczas jedzenia zdarzały się głębsze oddechy😀 szczególnie w następne dni po gotowaniu. Nie mniej jednak smakowało.

Moja dzisiejsza potrawa się studzi, bym nie spalił mordki, ale już po skosztowaniu wiem, że się udała.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

Zaćmienie słońca, wierzenia, zabobony i praktyki.

T O N I      N A P I S A Ł
W związku z dzisiejszym zaćmieniem słońca, przypomniało mi się, że z tym wydarzeniem od dawna zawsze wiązały się różnego rodzaju zabobony, wierzenia.
Najprawdopodobniej tego typu przesądy czy wierzenia pochodzą i dotyczą miejsc na ziemi, gdzie bogiem jest (albo było) słońce.
Chciałbym powiedzieć, że chrześcijan i osób wierzących w prawdziwego Boga to nie dotyczy. Niestety nie było by to prawdą.