Przejdź do głównej zawartości

Pokaż mi co czytasz, powiem ci kim jesteś

T O N I      N A P I S A Ł

Znowu o czytaniu ale trochę inaczej.
Do napisania tego posta zainspirowała mnie pewna rozmowa. Koleżanka kupiła sobie czwartą część Greya.
Zaczepnie zapytałem: - Słyszałem, że w Greyu podobno sado maso, czyżbyś lubiła?😉
W odpowiedzi usłyszałem:
 - Że czytam to nie oznacza to, że lubię to co jest w książce. To tak jak z książką kucharską, przeglądasz ale większości i tak nie ugotujesz, bo nie lubisz.
To mądre zarazem ciekawe zdanie zastanowiło mnie do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać czy można kogoś określić na podstawie tego co czyta.
Być może są specjaliści, którzy na podstawie podobnych informacji zrobią psychologiczny profil.
Ja ku temu nie mam żadnych kwalifikacji więc nawet nie będę próbował tego robić.

Co chcę zrobić to zastanowić się czy czytanie ma sens. Co daje człowiekowi czytanie?
Czy treść czytanych książek może mieć wpływ na jego życie?
A co z książkami elektronicznymi?
Może pomożecie mi w odpowiedzi na te pytania? Czytacie w ogóle?
Ściągając żonie jakieś książki do telefonu, przy okazji i sobie ściągnąłem kilka, ale nie dobrnąłem jeszcze do końca pierwszej. Nie mam czasu.
Zauważam, że mnie bardziej pociągają blogi, szczególnie jeśli są osobiste. Może podobnie jak podejście do tradycyjnej książki, że ludzie je bardziej wolą od tych elektronicznych bo chcą mieć z nią kontakt, czuć ją. Kiedy czytam posty opisujące jakiś moment z życia też mam kontakt z autorem, jeśli dobrze opisane można nawet czuć się jakby się tam było, a co najfajniejsze mogę komunikować z autorem za pośrednictwem komentarzy,

Kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze miałem dużo czasu, czytałem namiętnie książki przygodowe, czasami wojenne. Nie zapomnę bardzo grubej książki o tytule "Jeździec bez głowy", która pochłonęła mnie do tego stopnia, że wykorzystywałem nawet odrobinę czasu by czytać co będzie dalej. To nie było tak jak napisałem przed chwilą: "kiedy miałem jeszcze dużo czasu" bo uważam nie tylko w przypadku czytania książek, że czasu mamy tyle ile go sobie wygospodarujemy. Być może zaczną na mnie krzyczeć matki, że one to serio czasu nie mają, bo dzieci i wszystko z nimi związane... Tu oczywiście nijak nie mam zamiaru się ich dotknąć tym, że źle organizują sobie czas. Wręcz przeciwnie podziwiam je, że w ogóle dają radę.

Kiedy czytałem wspomnianą książkę była to chyba 1 klasa zawodówki. Pomijając to, że czytałem nawet przy obiedzie, być może i w toalecie, ale kiedy byłem na warsztacie i nie było akurat instruktora, odbiegałem do szatni chociaż na chwilę by przeczytać kilka stron. Czytałem oczywiście w pociągu a nawet w drodze z dworca kiedy szedłem pieszo. Już nie pamiętam ile trwało zanim przeczytałem, ale pochłonęła mnie chyba najbardziej z wszystkich przeczytanych książek.
Co ciekawe jeśli chodzi o lektury w szkole, to nie wiem jak przebrnąłem przez szkołę nie czytając ich. Wierzcie lub nie, ale Pana Tadeusza nie przeczytałem.😜
Pewnie nie jestem osamotniony w tym, że kiedy mnie do czegoś zmuszano robiłem na przekór i tego nie robiłem, ale książki kochałem.

Wracając do zastanawiania się nad tym czy na podstawie tego co czytamy można określić naszą osobowość, dochodzę do wniosku, że to może być podobnie jak z testami typu: choleryk, melancholik i te inne. Żaden z tych testów nigdy nie określił mnie na 100% do danej grupy.
Ktoś lubi kryminały, ktoś inny romanse czy wojenne, ale czy to może wpłynąć na nasze zachowanie?

Jak już pisałem, istnieje teoria, że to to robimy przed snem ma wpływ na to co się nam śni. Oglądanie horroru przynosi koszmary dość często, tylko dlaczego oglądanie erotyka nie ma wpływu na sen?
Nie będę się nad tym zastanawiał, bo i tak się nie dowiem, ale dochodzę do wniosku, że z tymi różnymi profilami osobowości jest jak z horoskopami, ktoś zrobił pewien schemat i dość często się sprawdza, ale uogólnić się nie da.

Jedno jest pewne. Tak samo jak mówi się o muzyce, że łagodzi obyczaje, to i książka jest balsamem dla duszy. W moim przypadku takim balsamem jest bardziej pisanie, kiedy mogę przelać myśli na litery. Tak czy inaczej jeśli czytanie sprawia wam przyjemność to nie widzę przeciwwskazań.
Wiem, że nie da się nikogo zmusić by pisał komentarze, bo nie wszyscy mają tak jak ja, ale jeśli chcecie spróbować odpowiedzieć na zadane tu pytania, albo opisać swoją przygodę z książką, to będzie mi bardzo miło.
Mam nadzieję, że podobnie do ulubionych książek, miło wam się czyta moje posty.
Miłego dnia.🙂

Komentarze

  1. Wyznaję. Czytam bardzo dużo i to różnorodnych książek. Nieważny gatunek literacki. Mam taką przywarę, że zanim się wypowiem na temat omawianej książki, muszę znać jej treść. Tę wymienioną, także przeczytałam. Mam za sobą pierwszą część i... na tym koniec, więcej ciekawa nie jestem. Co prawda czyta się lekko, specjalnie nie angażując komórek mózgowych. Ot takie bawidełko. Kto co lubi, mnie ból nie rajcuje ani techniczne sposoby erotycznych eksperymentów. Mam o wiele ciekawsze lektury do przeczytania. Pamiętam, jak skrytykowałam ów wątpliwej jakości hit, po czym ze zdumieniem odkryłam, że większość moich rozmówców, natychmiast pobiegła zakupić, w celu wiadomym. Co do treści zawartej w czytadle, a wpływającej na nasze życie... Z tym bywa różnie. Wróćmy do omawianej lektury, gdzieś przeczytałam, że jeden z wielbicieli Greya, zapakował swój instrument do pompy ssącej, nie obyło się bez pomocy strażaków... Osobiście jednak, zalecam rozwagę ))) Ale chyba jest coś na rzeczy, albowiem "nasiąkłam" ideologią, że dobro zawsze zwycięża zło, sprawiedliwości stanie się zadość... Zupełnie nie na obecne czasy. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądra ta twoja koleżanka �� każdy czyta to co lubi...inni lubią coś lekkiego inni zaś czytają encyklopedie jak Pani wyżej chyba �� więc skąd ta cała krytyka ludzi którzy czytają Greya? a pytanie czy to świadczy o osobowości wątpię...czy jak czytam np horrory to czy to świadczy o mnie że mam skłonności psychopatyczne?? A jak czytam Toniego namiętnie to ciekawe kim wtedy jestem ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem uzależniona od słowa "drukowanego", więc trudno mi się wypowiadać w temacie...Uwielbiam czytać...(Bazgrać też)...Takie zboczenie ;o)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.