Przejdź do głównej zawartości

Ale ten rok zleciał.

T O N I      N A P I S A Ł

Minął rok, odkąd zacząłem jeździć autobusem.
Często znajomi zadają pytanie: Ciągle to lubisz?
Patrząc na mój wyraz twarzy podczas odpowiedzi, nie mają wątpliwości.
Dokładnie wczoraj, chociaż nie tylko, spotkało mnie coś miłego.
Siedzieliśmy z kilkoma znajomymi po pracy no i jak to czasami bywa pozna się też kogoś nowego.
Ponieważ jeżdżę najczęściej w swojej miejscowości, więc nic trudnego spotkać potem kogoś znajomego. Pewna osoba powiedziała mi wczoraj, że jak widzi, że w nadjeżdżającym autobusie siedzę za kierownicą własnie ja, to od razu pojawia się radość. Co więcej... powiedziałem jej, że ona jest jedną z niewielu (i niemała) osób, które wchodząc do autobusu rozjaśniają mój dzień pracy.

Ponieważ czasami ludzie pochwalą kogoś ot tak po prostu by zrobić przyjemność, ale ja postanowiłem drążyć, skąd u niej radość kiedy mnie widzi?
Odpowiedziała dosłownie: Nikt nie sprzedaje mi biletu z taką miłością jak ty!

Nie wyciągajcie pochopnych wniosków😉...chodzi o to, że po pierwsze uśmiecham się na nią od wejścia, a ponieważ znam cel podróży automatycznie wybieram odpowiedni przystanek i mówię: Proszę.

Nie muszę chyba dodawać, że nie dotyczy to tylko jednej osoby. Żeby zaskoczyć ewentualnych insynuatorów dodam, że wśród uśmiechających się na mój widok pasażerów są i mężczyźni.😜

Co z tego, że te słowa brzmią jak samochwała.😜
Zawsze podchodziłem do pracy ze 100% zaangażowaniem, a że "przypadkowo" moją obecną pracą jest ta wymarzona, satysfakcja jest podwójna.

Nie mam dokładnych informacji, ale przez ten rok najeździłem jakichś ponad 30 000 km.
Niestety nie mogę się pochwalić, że bezkolizyjnych.
Na samym początku mojej kariery, 21 stycznia w wyniku nieznanej trasy, dużej ilości śniegu i swojej nieuwagi uszczupliłem swoje konto płacąc za szkodę.
Nic groźnego, żadnych ofiar, nawet zestresowanych, bo autobus pusty. Tylko wybite boczne okno, po tym jak oparłem się bokiem autobusu o drzewo. Nawet blachy nie pogięło!

Na szczęście od tego czasu stałem się uważniejszy.

Czy jestem zadowolony z pracy?
Odpowiadam często, że zawsze znajdzie się jakiś minus i coś co dało by się wylepszyć, ale niestety nie leży to w mojej kompetencji i np fakt, że średnio w miesiącu jestem w pracy 250h za te same pieniądze, które miałem w poprzedniej pracy, jest do nieprzeskoczenia.
No cóż... trzeba coś poświęcić.
Szkoda tylko, że zabiera to czas na rower, na bloga...
Dobrze, że chociaż mam czas na odpoczynek i jakieś spotkania ze znajomymi.
Pech w tym, że zawsze jak trafiało mi wolne, to albo padał deszcz albo było coś pilniejszego do zrobienia niż np wsiąść na rower, ale chociaż rekompensatą jest to, że wsiądzie do autobusu osoba, która lubi ze mną jeździć, a jej uśmiech dodaje mi motywacji do kolejnych "proszę, dziękuję".

Słyszałem kiedyś powiedzenie, że "Uśmiech to jedyna rzecz, którą można rozmnożyć poprzez rozdawanie". Podobnie mówi się o szczęściu.
Jedną z przyjemniejszych chwil był dzień, w którym na parapecie okna autobusu znalazłem różyczkę utworzoną z biletu.


To nic, że pasażer najprawdopodobniej nie uświadomił sobie, że w razie kontroli biletów nie posiadał ważnego biletu😉 Różyczka do dziś jeździ ze mną przypięta do żaluzji przeciwsłonecznej.
Oczywiście poza miłymi sytuacjami w pracy pojawią się i te stresujące. Niektóre z nich i te inne pojawiają się na moim kanale YT, ponieważ jeździ ze mną kamera i zabezpiecza moje "alibi" w przypadku kolizji, która na pierwszy rzut oka mogła by zrzucić winę na mnie. Na szczęście! nie musiałem nigdy tym sposobem się bronić, ale przy okazji wyłapuję momenty tzw: Okiem kierowcy autobusu. (klik na zdjęcie)


Kolejny rok (mam nadzieję) przede mną, a tak się składa, że zarazem nowy, kalendarzowy.
Przy tej okazji składa się życzenia.
Najczęściej życzy się kierowcom "szerokości" i tym podobnych.
Życzę sobie i Wam przyjemnych kontaktów z ludźmi, takich, którzy się uśmiechają.🙂

Komentarze

  1. Ha! Zdarza mi się uśmiechać się do obcych osób, które często odwzajemniają wyszczerz))) Jeżdżę autobusami czasem, z moich obserwacji wynika, że jesteśmy smutni, zgaszeni, zamknięci w swoim świecie. Każdy albo klika, albo słucha muzyki przez (najczęściej) komórkę. Najwyraźniej Toni, stałeś się swego rodzaju "talizmanem" na szczęście. Czyli, Toni za kierownicą - szczęśliwy dzień...

    OdpowiedzUsuń
  2. Toni Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia! Bli
    Odpowiedź dlaczego niektórzy się nie uśmiechają kryj się w piosence B. Smolenia "Smutasy i Mazgaje". Często śpiewam o 6 rano w tramwaju...

    Coś się z narodem dzieje niedobrego,
    Nie ma za grosz poczucia humoru ludowego,

    Ja was widziałem o świcie w tramwaju,
    Bo powracałem luźno sobie z balu,

    Zawsze myślałem, że rano w tych tramwajach,
    Jest wesoluśko, że radość was upaja,
    A tu Garbary, szare mary Tuchobole Zdrój,
    Dlaczego? Ludu ty Mój?

    To wycie syren i ranne bicie dzwonów,
    To najpiękniejsze odgłosy tego domu,
    Przez 8 godzin wylegania w tych pierzynach już dość,
    Więc skąd ta poranna złość? Tym bardziej, że...

    Refren.
    Za oknami świta,
    Widać, że rozkwita,
    Rosną domy z prawej,
    Z lewej beton też...

    Przecie to jest nasza,
    Duma pospolita,
    A wy jacyś tacy...
    Toż to przecie grzech.

    2.
    Przez chwilę myślałem: "Może coś się stało?",
    Ale to by nasze polskie radio dawno już podało,

    Pisałaby by prasa we wszystkich gazetach na pierwszych stronicach,
    No bo jakaż z tego byłaby... tajemnica?

    I tak podniecony, już nie wytrzymałem.
    Razem z motorniczym, kumplem z partyzantki, tramwaj zatrzymałem.
    I jak ten natchniony poeta Horacy zawołałem...
    LUDZIE!!! KOCHANI... COŚCIE TACY SMUTNI???
    PRZECIE JEDZIECIE DO PRACY!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.