Zastanawialiście się kiedyś nad tym kto to taki: prawdziwy przyjaciel?
Mieliście kiedyś kogoś tak bliskiego, ale nigdy nie byliście na tyle blisko by przestała was łączyć przyjaźń?
Wierzycie w przyjaźń pomiędzy mężczyzną i kobietą?
Taka prawdziwa przyjaźń podobno jest daleka od tego by była fizyczna, jest platoniczna.
Jest to w ogóle możliwe? Czy taka przyjaźń w końcu wyląduje w łóżku?
Mówi się, że najlepszym przyjacielem człowieka jest pies, albo dla głęboko wierzących chrześcijan najlepszym przyjacielem jest Jezus. Dziś nie o tym.
Nie bez przyczyny zacząłem temat przyjaźnią dwóch przeciwnych płci. Od zawsze lepiej mi się rozmawiało z kobietami niż z mężczyznami, ale też miałem (mam) wielu wspaniałych kolegów, z którymi nie dało by się robić tego co z kobietami (dziwnie zabrzmiało😉).
W dzisiejszych czasach i wielu możliwościach, które dają portale społecznościowe, mogłoby się wydawać, że przyjaciela mamy na wyciągnięcie ręki. Ale czy tak naprawdę mamy kogoś takiego, kto "przybiegnie" w każdej sytuacji?
Mam ponad 300 znajomych na fejsbuku. Większość z nich to starzy znajomi, z którymi przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil... ba, godzin, miesięcy, nawet lat. Jednak ubolewam nad faktem, że pomimo tego, że mam ich na wyciągnięcie ręki, tak naprawdę ich nie mam.
A może mam takich, o których nawet nie wiem, że chętnie "przybiegli by" gdybym tylko zawołał?
Często zastanawiam się nad tym, że "przyjaźnie" przemijają i rodzą się nowe, wbrew temu co kiedyś twierdziłem, że:
Jeśli ktoś przestaje być twoim przyjacielem, nigdy nim nie był.Skoro już jestem u powiedzeń... ile razy przekonaliście się o tym, że:
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.Na szczęście z dumą mogę stwierdzić, że wiele razy. I "dziś" mogę stwierdzić, że otacza mnie "kilka" znajomych, które w miarę swoich możliwości pomogliby mi w potrzebie.
Zachodzi jednak pytanie, czy ja byłbym tak samo chętny by "pobiec" na pomoc?
- Czy przypadkiem nie zamykam się tylko w gronie ludzi, którzy mi najbardziej "odpowiadają"?
- Na ilu osobach, w swoich profilach społecznościowych, tak naprawdę mi zależy?
- Na jakiej podstawie oceniam innych, że wcale się mną nie interesują?
Z drugiej strony skąd mamy wiedzieć, że ktoś chce być naszym przyjacielem lub chce byśmy byli jego, jeśli nam jednoznacznie o tym nie w powie?
Dość często mamy na oczach klapki jak koń, nie zauważając "oczywistych" rzeczy.
Jak często wy mówicie, piszecie swoim przyjaciołom, że wam na nich zależy?
Albo do ilu ze swoich "przyjaciół" to napisaliście?
Już dawno zauważyłem, że moje wszelkie aktywności w różnorodnych profilach to nic innego jak chęć poznawania nowych ludzi.
Forum, czatOnet, FB przyczyniły się kilkakrotnie, że poznałem kogoś wartościowego, z którym w jakiś sposób znaleźliśmy wspólny język poprzez wspólne zainteresowania czy przeżycia, doświadczenia. Tylko skąd się bierze to ciągłe pragnienie "poszukiwania"?
Miałem kiedyś przyjaciółkę. W zasadzie nie mamy dziś żadnego kontaktu, aczkolwiek mamy się w znajomych i w kontaktach w telefonie. Przeżyliśmy wiele wspaniałych "chwil", najczęściej u niej w domu, kiedy godzinami przesiadywałem do późna, potem wracałem do domu na kilka godzin by chociaż trochę wyspać się przed pracą.
Chodziliśmy do kina, na zakupy, wybieraliśmy razem meble do jej mieszkania wielokrotnie traktowani jak świeżo upieczona para małżeńska.
Może uwierzycie może nie, ale nie łączyło nas nic fizycznego (tak o seksie mówię). Wiedzieliśmy o sobie wszystko w najdrobniejszych szczegółach, a to tylko umacniało naszą więź.
Nie wiem co się stało, ale nasze drogi się rozeszły.
Zauważam jeden konkretny powód: "przeprowadzka" o 100 km do Czech.
Ale czy to na pewno ten powód? Czy nie zaprzepaściłem jakiegoś momentu?
Tęsknię za starymi czasami, kiedy otaczało mnie mnóstwo ludzi, w którym i tak często stwierdzałem:
W tłumie ludzi, ale sam.Oczywiście miałem (mam nadzieję, że mam nadal) wiele wspaniałych ludzi w pobliżu i tym, że dedykuję ten post szczególnie jednej osobie, nie chcę umniejszać honorów tym, którzy sprawiali, że wspominam na tamte czasy. Ona była moją pierwszą prawdziwą przyjaciółką, ma której podstawie budowałem swoje przekonanie, że istnieje coś takiego jak przyjaźń.
Zdjęcie zrobione w czasach, kiedy o cyfrówce nawet nie śniłem. Zrobione przy bliżej nie określonej sytuacji i zupełnie z inną osobą, o której wspomniałem.
W poście użyłem kilkakrotnie słowa w "cudzymsłowie", ponieważ danym zwrotem mogłem być zrozumiany inaczej niż miałem zamiar.
Tym samym dedykuję ten post wszystkim przyjaźniom, które były i nie przetrwały, mając cień nadziei, że znajdzie się jakaś dróżka, którą do siebie trafią z powrotem.
Przyjaźń jest ważna jak oddychanie, nie zapominajcie oddychać.