Przejdź do głównej zawartości

Ryż z fasolą zapieczony z sosem pomidorowym

T O N I      G O T U J E

Zainspirowało mnie zjedzone przed kilkoma dniami buritos, a konkretnie składniki takie jak połączenie fasoli z ryżem.
Przepis ten to zupełny eksperyment, nigdzie nieodgapiany w necie, ale z doświadczenia (małoskromnie) wiem, że wyjdzie smakowicie.😉

Składniki:
  • 800g czerwonej fasoli (2 puszki)
  • 2 kostki bulionu warzywnego
  • 1,5 l wody
  • olej
  • 2 duże cebule
  • 1 łyżeczka TelloFixu
  • 4 ząbki czosnku
  • 300g ryżu
  • 800g pomidorów (2 puszki)
  • chilli
  • 1 łyżka bazylii
  • 10-15 dkg żółtego sera (30%)
  • 1 łyżka oregano
  • liście selera


Pod przykryciem zagotowałem fasolę z czosnkiem, następnie dodałem ryż.
Spodobał mi się (i zasmakował) sposób gotowania ryżu, wiec i tym razem podobnie jak w poprzednich przepisach.
Gotowałem razem ok. 20 min. jak zwykle aż ryż zmiękł ale się nie rozgotował. Kilkakrotnie dolewając (po pół szklanki) przygotowanym wywarem z kostek bulionu.

Przed ostatnim podlaniem dodałem poduszoną i podsmażoną na odrobinie oleju, cebulę z dodatkiem TelloFixu do smaku. Jeszcze chwilę razem gotując ale nie do momentu wchłonięcia płynu przez ryż, po to by potrawa nie wyszła zbyt sucha.

Przekładam do misy do zapiekania a rondel wykorzystuję do pomidorów.


Pomidory z konserw pokroiłem (bo tym razem trafiły mi się te całe) i gotowałem z dodatkiem łyżeczki sosu chilli aż do momentu zagęszczenia sosu (wyparowania płynu).
Ponieważ nieodłącznie do fasoli dodaje się coś by zapobiec wzdęciom, pod koniec gotowania dodałem łyżkę bazylii.

Warstwa nie zupełnie gęstego sosu pomidorowego wędruje do misy na ryż z fasolą.


Całość posypuję startym żółtym serem i oregano.


Na samą górę coś zielonego, ja użyłem posiekanego selera (bo akurat miałem).

Po 20-30 min. zapiekania w piekarniku w 220 stopniach, gotowe do jedzenia, ale uwaga na pyszczki, bo gorące.😉


Smacznego.😀

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.