Przejdź do głównej zawartości

Przykład idzie z góry

T O N I      N A P I S A Ł

Jak już gdzieś napisałem, moje posty mają charakter mobilizujący do działania, przynajmniej mam taką nadzieję.
Dziś znalazłem "chwilę" czasu i popisałem trochę na czacie. Poza wieloma tematami nietematami chwilę pisaliśmy o śmieciach.
Zaczęło się w sumie od uniwersalnego tematu, czyli od pogody.
Zaczęliśmy pisać o wiośnie, że u niektórych już widać przebiśniegi i, że jak dobrze pójdzie to rzeczywiście wiosna nadejdzie.
Też wyciągnąłem z garażu grabie i poszedłem wyczyścić strumyczek, który wpływa i wypływa przez moją działkę, by nie zapchała się krata na wlocie rury.
Następnie pisaliśmy o drzewkach i np o tym, że na osiedlach bardziej "panuje moda", że ogołaca się korony i pozostawia same kikuty.
Ludzie często użalają się na wspólnoty, że nic nie robią by było ładnie koło ich bloku a oszczędzają (lub nie) pieniądze tylko na najważniejsze remonty.

I tu właściwie zaczyna się mój temat.
Ludzie zamiast sami coś zrobić patrzą na innych krytykując ich za to, że nie robią nic.
Co by się stało, gdyby zrzucili się z kilkoma najbliższymi mieszkańcami, powiedzmy z jednaj klatki schodowej, i sami zakupili kilka drzewek czy krzaczków?
Wiem, wiem, w wielu miejscach tak to działa i ci mają moją wielką pochwałę, ale podobnie jak z upiększaniem miejsca pracy jest i z miejscami zamieszkania.

Na przykład u nas na warsztacie zaczęło się od tego, że kolega kupił odświeżacz powietrza do toalety, w którym tylko wymienia się naboje.
Jakiś czas później zdobyliśmy lodówkę, którą załadowaliśmy do mojego kombika i przywiozłem na warsztat.
Kolejnymi "drobnostkami" było lustro nad umywalką, wieszaki na ręczniki.

Nie musimy tego robić, a już na pewno nie musimy tego wszystkiego kupować, bo przecież to nie nasza firma.
Ale jednak spędzamy tam średnio 8h/20 dni w miesiącu, to czemu sobie tego nie umilić chociażby takim kątem, gdzie robimy sobie kawę?
Wielokrotnie spotkałem się z podejściem, że ktoś powie:
"Nie będę tego robił za kogoś!"

Ale czemu? Pęknie mi żyłka w... tylnej części ciała?
Leży coś na ziemi ale prędzej to odkopnę na bok niż bym się schylił i wrzucił do jakiegoś pojemnika, często stojącego zaledwie kilka metrów.

Podobnie toczyła się też dziś dyskusja na czacie, kiedy to ktoś zauważył, że mają na osiedlu 4 pojemniki i ludzie sumiennie segregują odpadki, ale przyjeżdża samochód, który zabiera zawartość tych pojemników wsypując do jednego samochodu.
Podobno koszty segregacji na wysypisku są mniejsze od wysłania 4 samochodów.
Reakcją obserwującego było podsumowanie, że: "dobrze, że już dawno przestałem segregować".

Ja wiem, że żyjemy w takim kraju a nie innym, jak to mówi mój znajomy, gdzie rząd zajmuje się bardziej pakowaniem pączków i zakrzywieniem bananów niż tym co ma naprawdę sens, ale to nie oznacza, że musimy przechodzić obok tego obojętnie.
W czasach, kiedy każdy (prawie) posiada telefon z aparatem, zrobiłbym zdjęcie czy nakręcił video i posłał gdzieś dalej, chociażby na FB czy na YT, a najlepiej na jakąś stronę, która choć trochę pisze o okolicy i nagłośniłbym temat.
Ludzie z założenia twierdzą, że nasza reakcja niczego nie zmieni.
Mój rozmówca na czacie napisał:
   "Z życiem nie należy się kopać, samo się ułoży, tylko nie przeszkadzać."
Gdyby to dotyczyło bezpośrednio życia to może, ale to nie ma z nim nic wspólnego tylko z ludzkim podejściem.
Co z tego, że (podobno) w Stanach nie sprawdza się samochodów przed dopuszczeniem do ruchu, bo to bez sensu?
Ja wiem, że w całokształcie świata nie da się zmienić, ale są drobne rzeczy, które zrobić możemy.

Reagując na porzucony worek ze śmieciami tak, że go ominiemy z nadzieją, że ten kto go zostawił, następnym razem potknie się o niego i skręci nogę, to nie wyjście.
Statystyki dowodzą, że potknie się o niego ktoś zupełnie niewinny lub zupełnie przypadkowy, ale my mogliśmy się schylić i podejść 3 może pięć kroków dalej i wrzucić gdzie trzeba.
Nie chodzi o to by robić coś za kogoś, ale zwrócić mu uwagę.
Ja wiem, że w większości przypadków zostaniemy wyśmiani przez jakieś małolaty, ale szansa, że 1 ze 100 się nad tym zastanowi zawsze jest.
Podałem przykład do powyższego:
"Przewróciła się babka na ulicy, ale ja idę dalej i nie pomogę jej bo JAKOŚ da sobie radę."

Skrajny przykład, ale wcale nie tak daleki od worka ze śmieciami.
Wszystko zależy od ludzkiego podejścia, by nie odwracać głowy w druga stronę by nie widzieć problemu.
Jestem daleki od wywrzaskiwania na rządzących naszym krajem:
   "Gdybym ja tam był to bym zrobił z nimi porządek!"

To niestety jest ponad moim zasięgiem, aczkolwiek na pewno znajdą się osoby, które twierdzą inaczej.
Mimo wszystko z doświadczenia wiem, że jak jeden zacznie krzyczeć wskazując na problem to ktoś obok niego dostaje odwagi by go wesprzeć. Są sytuacje, rzeczy, na które możemy mieć wpływ.
Kolejny przykład?

Czasami jeżdżę do Cieszyna na lodowisko.
Pomiędzy godzinami wejść wjeżdża na lodowisko rolba i wyrównuje lód. Trwa jakiś czas zanim woda na nim zamarznie, ale i tak znajdą się tacy, przeważnie jacyś smarkacze, że wykorzystują świeżą gładkość lodu by popisywać się swoimi umiejętnościami jeszcze zanim dostaną na to pozwolenie.
Za bandą stoi sporo ludzi, nie licząc dzieci i młodzieży dość sporo dorosłych, ale każdy tylko się przygląda w milczeniu.
Ci, którzy mnie znają wiedzą, że ja nie zawsze wytrzymam w milczeniu i "ściągam" smarkaczy na ziemię.

Nie bądźmy obojętni na to co nas otacza, jeśli nie mamy na to siły i możliwości by podnieść za kogoś porzucony śmieć to chociaż zwróćmy mu uwagę.
A przede wszystkim sami nie rzucajmy niczego pod nogi.
Zasadźmy drzewko przed blokiem.
Bądźmy dla innych przykładem.
Pamiętajcie: Przykład idzie z góry.

Komentarze

  1. Tak, to prawda, że przykład idzie z góry- dlatego my patrzymy na naszych rządzących i....wiemy, co to za przykład. Skoro oni o nas nie >dbają< to znaczy, ze my musimy troszczyć się sami o siebie; tylko JA i moi najbliżsi (teściowej nie włączając) - sarkastycznie to może zabrzmiało, ale w dużej mierze przypadków tak jest. Zbliża się Dzień Sprzatania Ziemi i....mam ochotę napisać coś na ten temat!! Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak trochę się wtrącę, bo nie do końca jest tak jak piszesz. Zabolałby mnie te drzewa, o których wspomniałeś. Jestem chyba największą fanką drzew. Kocham w nich wszystko i najchętniej zamieszkałabym w miejscu gdzie w sąsiedztwie jest więcej drzew niż ludzi, ale z tymi osiedlami chociażby to nie jest tak, że oni pościnali je ponieważ im przeszkadzały lub po prostu im się nie podobały. Zazwyczaj w takich sytuacjach 'zarządzenie wychodzi odgórnie". Najczęściej chodzi o bezpieczeństwo. Nie tylko o fakt, że gałąź mogłaby spaść i zrobić komuś krzywdę, ale często są to linie elektryczne, czasami telekomunikacyjne. czasami chodzi o dzieci, które mogłyby włazić na te drzewa i mogłoby dojść do jakiejś tragedii. Ubolewam nad tym, bo tak jak powiedziałam uwielbiam drzewa. Gdy dowiedziałam się, że w mieścinie w której mieszkam postanowiono poucinać gałęzie, które znajdują się nad drogą.. 40-50 letnich dębów chodziłam wściekła przez tydzień, tym bardziej, nie nie były to 3-4 drzewka, tylko ok. 50 drzew wzdłuż danego odcinka drogi. Cholera jasna, gałęzie stanowiły niebezpieczeństwo dla pojazdów. A te sąsiedzkie inwestycje, o których wspomniałeś. To również nie jest takie łatwe. Bieganie do spółdzielni i pytanie o pozwolenie. Czekanie na pozwolenie (bo przecież muszą zastanowić się czy nie lepiej wynająć tego miejsca na reklamę zakładu pogrzebowego). A gdy wszystko pójdzie pomyślnie pieski, które systematycznie podlewają to drzewko. A. no i jeszcze pozwolenia mieszkańców. To nic, że 80 osób, będzie za posadzeniem drzewa. Zawsze znajdzie się ta jedna, której drzewo będzie zabierało światło w domu zasłaniając okna. To nic, że mieszka na czwartym piętrze. :) Matko, to chyba najdłuższy komentarz w mojej historii. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Destiny Vogel dziękuję za obszerny komentarz i jak najbardziej się z tobą zgadzam. Pomimo tego, że w kwestii sąsiedzkiego wysadzania drzewek to nie takie proste, chodzi mi o to by przede wszystkim spróbować :)

    Iwonko, słusznie. Parzymy na rządzących, którzy nam dają przykład, dlatego właśnie apeluję o to by pozytywni ludzie dawali przykład :)
    Czekam na post o sprzątaniu ziemi.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.