W zeszły weekend zero gór, ale w tę sobotę, mimo pewnych objawów grypopodobnych, postanowiłem dołączyć do wydarzenia Mii. Spotkanie o 9 w Návsí, ale żeby się tam dostać, musiałbym wyciągnąć horoPriusa z garażu, a jakoś w tej zimie nie chciałem go męczyć☺️.
Tak się składa, że po 8h z Nýdku nie jeździ żaden autobus i chyba to będę musiał zgłosić tam gdzie trzeba, bo ja rozumiem, że jechać do pracy jest już za późno, na zakupy jeszcze za wcześnie, ale trochę zapomnieli turystach😀, dla których start na jakąś trasę o 9 to dość częsty przypadek.👉 čti český 🇨🇿👈
Wpadłem na świetny pomysł, żeby zrobić sobie z Nýdku do Bystrzycy czasówkę, tym bardziej, że niedawno mi ktoś powiedział, że ten 5km odcinek szedł z rynku godzinę. Przecież to niemożliwe🤔.
Nie jestem maratończykiem, ale jeśli czasówka, to czasówka, więc dałem z siebie maksimum, a właściwie to trochę musiałem, bo z domu wyszedłem o 7:54, a pociąg do Návsí odjeżdża o 8:41😱.
Jak widać, nie było jakiegoś wielkiego zapasu czasu, ale bilet miałem kupiony przez apkę. Za to podczas długiej😀 pięciominutowej drogi zdążyłem się napić herbaty.
Z pociągu w Návsí nie wysiadł nikt, kto by mi jakoś wyglądał na członka dzisiejszej grupy, ale nie czekałem długo, gdy na parkingu pojawiły się samochody i sama organizatorka.
Właśnie teraz dotarło do mnie, że gdybym to wiedział wcześniej, może bym ich przekonywał, żebyśmy ruszyli na Filipkę z Nýdku, i nie musiałbym iść na pociąg😀. Nie no, w sumie dobrze, że tego nie wiedziałem i tym samym nie wpadło mi to do głowy, bo z Návsí na Filipkę jeszcze nigdy nie szedłem🤭.
Szliśmy żółtym szlakiem w tempie odpowiednim dla moich płuc i dodatkowo nie do końca czystych oskrzeli, bo jakiś kaszel od czasu do czasu dawał o sobie znać.
Na początku trasy mi się spodobał bardzo oryginalny znak zakazu.
Wietrzna, ale słoneczna dziś pogoda pozwoliła nam zachwycać się pięknymi widokami.
Jak wiecie z moich poprzednich opowieści, że choć mieszkam w sumie niedaleko, to niektóre miejsca, które np. widzę z ogrodu, odwiedziłem dopiero po 20 latach🤭.
Farma pod Filipką wprawdzie nie istnieje aż tak długo, ale już jakiś czas temu miałem okazję kilka razy spróbować ich wspaniałych serów😍, które serdecznie polecam, i to nie tylko dlatego, że można powiedzieć, że tych ludzi trochę znam osobiście☺️.
Filipka oprócz tego oferuje jeszcze jeden pyszny kucharski rarytas, kto zna, ten się pewnie domyśla, ale na razie nie dotarłem nawet na szczyt😀.
Na szczęście nie trwało długo, i zapisałem pierwszy dzisiejszy szczyt 🏔️Filipka (771 m), a stąd do celu już tylko niecałe 400 metrów.
Na drodze do chaty mogliśmy podziwiać całe pasmo gór otaczające Nýdek.
Chata na Filipce jest dość mała, ale przytulna, zaskoczyła mnie jednak informacja, że psy nie są tu mile widziane😢, a z nami były dwa. Miła pani z obsługi (to nie ironia) ma silną alergię na psią sierść i w tym małym pomieszczeniu, według jej słów, nie mogła by oddychać.
Jeszcze nie była nawet 11h, a chata pełna i mój szacunek, jak szybko to tutaj ogarniali🤩.
Nadszedł czas na ten prawdziwy szczyt mojej dzisiejszej trasy, ale jego osiągnięcie nie było tak szybkie jak inne zwykłe jedzenie, więc na początek delektowałem się gorącą czekoladą.
Potem przyniesiono mi ten sławny langosz z Filipki😍.
Nieee, wcale nie przesadzam, aczkolwiek wiem, że często to kwestia gustu i innych zmysłów, ale nie jest to tylko moja opinia i doświadczenie, i naprawdę nie jadłem lepszego langosza niż tutaj. Jest domowej roboty i lekko strawny. Jedyny langosz, po którym nie czuję się ciężko. Zdaję sobie sprawę, że gdzieś indziej znajdzie się „równie” wyśmienity, ale jeśli jeszcze na Filipce nie próbowaliście, to koniecznie spróbujcie, a potem dajcie znać. Ale uwaga! To dość limitowana oferta😀. Stało mi się bowiem, że kiedyś dostałem ostatni, i potem musiałem dać spróbować siedzącym obok towarzyszom, bo go przez całą drogę chwaliłem🤭😀.
Mimo to, że siedzi się tu dobrze, trzeba zrobić miejsce dla kolejnych głodomorów😀.
Dzisiejsza grupa wracała do Návsí przez osadę Zimný, a ja zgodnie z wcześniej wymyślonym logicznym planem poszedłem przez Łączkę i Połedną do domu.
Mia - organizatorka dzisiejszej wycieczki. Bardzo pozytywna osoba, tak samo jak wszyscy, z którymi miewam tę przyjemność chodzić. Dziękuję🤩.
Chyba 99% moich wędrówek tędy w ostatnich latach odbywały się podczas Nýdeckiej Siódemki, i chyba nigdy zimą🤔. Podczas N7 podejście na Łączkę bywa chyba najgorszym odcinkiem po około 20 kilometrach, ale dziś, pełen niewyczerpanej energii, poszło całkiem nieźle.
Szczyt 🏔️Loučka (835 m) zazwyczaj oferuje widoki szeroko daleko, ale dzisiejsza słoneczna pogoda już należała do przeszłości. Mimo wszystko zimę w górach uwielbiam nawet taką, więc zrobiłem kilka artystycznych zdjęć😀.
Na kolejny szczyt 🏔️Hrbel (727 m) droga również zaskakująco nie trwała długo, i choć jestem prawie pewny, że nie ma tutaj żadnego oznaczenia szczytu, to i tak za pomocą kompasu w apce postanowiłem podejść jak najbliżej.
Kilka dni temu u nas to wyglądało, że wiosna nadchodzi, ale 20 cm nowego śniegu dodało temu miejscu uroku.
Szczyt 🏔️Polední (672 m) jest historycznie ważnym miejscem, i sądzę, że w zeszłym roku (maksymalnie 2 lata temu) LesyČR postawiły tutaj duży daszek.
Co roku schodzą się tu uczestnicy Marszu Legionistów, ale daje to także okazję pseudo-turystom, którzy zamiast podziwiania przyrody, interesują się zawartością butelki.
Przepraszam za mój może mniej przyjazny ton, ale chociaż się chwilę powstrzymywałem i powiedziałem sobie „Nie! Nie będę reagować”, to jednak muszę.
Bardzo doceniam pracę wszystkich ludzi, a w tym przypadku Lesy.ČR, i rozumiem, że w przypadku tego miejsca ma to swój konkretny cel, ale ogólnie smuci mnie fakt, że czasami wybierają miejsca na daszki i inne schrony w tak łatwo dostępnych miejscach.
Siedziałem, popijałem herbatę i nie mogłem pojąć, czy naprawdę było konieczne, aby jakiś dumny legionista umieścił ten panel podłogowy bezpośrednio na mapie i to w miejscu z bardzo ważnymi informacjami?
Patrzyłem na to i miałem ogromną ochotę go zerwać, ale ostrzeżenie o fotopułapce trochę mnie powstrzymało.
Druga rzecz „Co przyniesiesz do lasu, to też odnieś” (patrz tablica na ścianie) - ja się pytam: Co te śmieci w tym worku?!
Jakoś nie wierzę, że to moje marudzenie coś zmieni w głowach tych bałaganiarzy, ale może chociaż ktoś następnym razem trochę pomyśli zanim zabierze się do kolejnej podobnej akcji. Kiedy odchodziłem, mimo wszystko postanowiłem panel zdjąć nawet na oczach bliżej niezlokalizowanej fotopułapki. Oczywiście zdecydowanie nie w celu zniszczenia, a ku mojemu zdziwieniu nie był przybity, jak się na pierwszy rzut oka wydawało, więc bezpiecznie przeniosłem go w mniej konfliktowe miejsce.
Na ostatni 2km odcinek trasy wyjąłem kijki a po kilkuset metrach założyłem raczki.
Od niedawna noszę je w kieszeni, bo kiedy były w plecaku, to nie chciało mi się go zdejmować aby je wyciągnąć, a potem to była często walka o przeżycie😀.
Owszem fakt, że są w kieszeni, wcale nie oznacza, że je od razu założę, prawda🤭😀? Przecież nie jest tak źle i dam radę💪😀. Wtedy mówię sobie „jaki z ciebie głupek...”, chyba każdy przyzna, że chodzenie z raczkami jest zupełnie inne niż bez nich.
Ostatnim przystankiem była jedna z kilku „nowych” ławek w Nýdku.
Jeśli się nie mylę, jest ich co najmniej pięć, nie licząc tych starszych. Nie jestem też pewny, czy to zasługa jednej osoby, czy kilku, ale i tak mają mój wielki szacun za wybór miejsc, z których odwiedzający mogą podziwiać Nýdek z różnych perspektyw.
Łącznie z drogą do pociągu dziś nachodziłem 16 km (4,2+11,9) i odwiedziłem 4 szczyty.
W krzyżówce (wyzwanie Tajenka) jednak pojawiła się jedna niewykorzystana litera, a nowych nie dodałem żadnych, ale za to i to bez wcześniejszego planowania, dodałem jeden szczyt do Palindromów.
Do Wycinanki to też zdecydowanie za mało, i jak tak patrzę, to dwudziestka do wyzwania Vytrvalec w tym miesiącu jest zagrożona, ale wyzwania to nie wszystko - najważniejsze jest, żeby mieć z tego satysfakcję😍.
Co również interesujące (przynajmniej jak dla mnie🤭), w tym roku odwiedziłem 45 szczytów i jak dotąd żaden się nie powtórzył.












































0 Komentarze
Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.