Toni wrócił?



Toni wrócił? No… mam nadzieję.
Tych powrotów było już kilka, więc niczego nie obiecuję☺️. Nie żebym całkiem zniknął ze świata pisania,  jeśli śledzicie portale społecznościowe, to widzicie, że cały czas coś i gdzieś piszę, a są to oczywiście opowieści moich górskich wędrówek. Mam jednak świadomość, że sporo osób tych portali nie ma, i tak jakoś ciągle było mi ich szkoda, że są zaniedbywani.
Największym problemem był oczywiście brak czasu, którego potrzeba, żeby napisać jakiś wpis. Samo pisanie przychodzi mi dość lekko☺️, ale żeby to jakoś wyglądało, poprawiałem fonty, zdjęcia, dodawałem linki i mnóstwo innych „drobiazgów”, a to potrafiło pożreć naprawdę dużo czasu. Czasem problemem było też to, że wystarczyła malutki błędzik w kodzie html, który często poprawiam ręcznie, i cała edycja trwała jeszcze dłużej. Gdyby nie fakt, że taki błąd w kodzie wpisu prawie zawsze wpływał na wygląd całego bloga, może bym na to nie zwrócił uwagi. No cóż w niektórych kwestiach jestem aż przesadnie pedantyczny☺️.

Jakiś czas temu stwierdziłem, że albo będę pisał, albo chodził, a że chodzenie „niestety” ma u mnie wyższy priorytet, blog zamilkł.
Teraz nagle przyszła mi do głowy myśl: skoro dzielę się historią na FB, to dlaczego nie na blogu? Postanowiłem więc, że wpisy będą wyglądać „tak samo” jak na FB – bez zabawy z fontami i bez linków do konkretnych miejsc, ale co gorsza, być może nie będę miał czasu na uzupełnianie spisów treści i mam nadzieję, że jakoś się w tym połapiecie.
Kolejną rzeczą, którą jakiś czas rozważałem, były wpisy dwujęzyczne. Zapytałem was, które bardziej wam odpowiadają i w ankiecie odpowiedziało 6 czytelników, co sobie bardzo cenię🤩. Chociaż wynik był 4:2 na korzyść wersji dwujęzycznej, to jednak zdecydowałem, że wpisy będą osobno, a to z prostego powodu, tego samego, o którym wspomniałem wyżej: czasu. Podział strony na dwie części ma dość skomplikowany kod i wystarczyło, że gdzieś zniknął jakiś znak albo pojawił się jeden za dużo i problem było trzeba zlikwidować. Na szczęście zawsze sobie robiłem kopie zapasowe, żeby nie przerabiać wszystkiego od nowa.
Doszedłem jednak do wniosku, że ważniejsza od wyglądu wpisu jest sama treść. Ponadto chyba zbytnio nie pocieszę swoich rodaków, ale czeska wersja będzie zawsze pierwsza, ale mam jednak nadzieję, że czekanie nie będzie zbyt długie☺️. Powód jest prosty: po pierwsze większość moich wycieczek jest w Czechach, a po drugie mieszkam tu od ponad 20 lat i czeski jest językiem, którego używam zdecydowanie częściej.
Trzymajcie kciuki, żeby ten kolejny powrót trochę potrwał, a ja jak zwykle będę ogromnie wdzięczny za każdą choćby najmniejszą reakcję.

0 Komentarze