Przejdź do głównej zawartości

Mój pierwszy raz z IZS 112

T O N I      N A P I S A Ł

Nie po raz pierwszy z mojej siedzącej pozycji reaguję na to co widzę na drodze lub obok niej.
Pisząc "mojej pozycji" nie mam na myśli osoby wyżej postawionej, ale dokładnie tak jak napisałem, czyli wyżej posadzonej.🙂 To tak dla ścisłości, aby mnie nikt nie posądził o wywyższanie się.🙂
Chodzi o to, że siedząc wyżej - lepiej widzę.
Z drugiej strony zaś z pozycji swojego wykonywanego zawodu rzeczywiście zauważam, że ktoś zwraca się do mnie o pomoc, jakbym był bardziej kompetentny niż on sam.
Tak też było w dzisiejszej sytuacji.

Od razu na początku chce też zaznaczyć, że swym postem nie mam zamiaru nikogo się dotknąć ani urazić, tym bardziej, że dotychczas moje doświadczenia z kontaktowanymi osobami oceniam bardzo pozytywnie.
Jednak nie zawsze na swoim miejscu, i tu mam na myśli jakąkolwiek wykonywaną pracę, siedzi osoba, która by tam miała siedzieć.
Dziś po raz pierwszy w życiu miałem okazję wypróbować działanie IZS (Integrovaný Záchranný Systém), co chyba odpowiada polskiemu: "Zintegrowany System Ratowniczy", nie wiem nie mam doświadczenia.
Jak dotąd kontaktowałem policję, a dziś nie wiedziałem w zasadzie do kogo zadzwonić, a że integrowany system to połączenie wszystkich potrzebnych organów, więc wystukałem 112.

Tam przełączały się między sobą chyba trzy automaty. Technicznie dało się zauważyć przełączenie, poza tym zmieniały się głosy mówiących osób z muzycznym podkładem, z których jedna witała w IZS, druga coś tam, a trzecia prosiła o cierpliwość i niezawieszanie, ponieważ zaraz mnie połączą.
Nie byłem osobą silnie potrzebującą pomocy, ale i tak ta około, może niecała, minuta trwała wiecznie.
A co gdybym był zraniony, silnie krwawił, albo akurat dostałbym zawał i resztką sił dopełzał do telefonu? Czekając mógłbym się niedoczekać.

Odebrał pan, po czym przedstawiłem się imieniem i nazwiskiem dodając, że jestem kierowca autobusu.
Rozmowa mniej więcej przebiegała tak:

- Chciałem zgłosić, że w przystanku o nazwie XYZ leży pan, najprawdopodobniej pijany. Poinformował mnie o tym pan przechodzący obok autobusu i chciałem na to reagować. Jest nie za ciepło (10 stopni) więc pomyślałem, że szkoda by było aby się mu coś stało.
W odpowiedzi usłyszałem:
- Ale ja jestem strażakiem i co ja mam z tym zrobić? Z kim mam pana połączyć? Z pogotowiem czy policją?
- No ja nie wiem, dlatego dzwonię do IZS, myślałem, że to wszystkie organy razem wzięte.
- Tak są tu strażacy, policja i pogotowie i pytam z kim mam połączyć.

Chwila jakiegoś jąkania się z mojej strony i odpowiadam na pytanie czy ten leżący jest ranny.

- Tego nie wiem, informował mnie o tym przechodzień, ja tego pana nie kontrolowałem.
- Dobrze, to ja pana połączę z policją. Czy to pana numer 608xxxxxx?
- Tak
- Łączę pana , proszę się nie rozłączać

Chwileczka czekania z melodią w uchu i zgłasza się policjant, któremu jeszcze raz powiedziałem o co mi chodzi.
Ten okazał się szybciej reagujący i bez zbędnych pytań oraz zwlekania ustalaliśmy miejsce gdzie powiedział, że to sprawdzą.

Po zakończeniu tej rozmowy od razu przyszło mi do głowy pytanie:
- Dzwonię do IZS z prośbą o interwencję, a on się mnie pyta co ma z tym zrobić i z kim ma mnie połączyć?!

Przepraszam bardzo, ale albo szybko zmieni podejście, albo poszuka innej pracy.
Bardzo szanuję pracę strażaków, są dosłownie wszędzie. Od najgorszych wypadków, kataklizmów, powodzi, pożarów, wyciągania kogoś z rowu, ściągania kotów z dachu... ale za telefonem IZS powinna siedzieć osoba, która wie co ma robić.
Jakoś słysząc tego pana straciłem nadzieję w to, że gdybym siedział nad nieprzytomna osobą, z trudem by mi poradził co mam robić.
Przecież w takich chwilach idzie często o sekundy!

Jadąc pół godziny po telefonie koło tego przystanku, tego leżącego już nie było, więc albo nagle "ożył" albo była bardzo szybka reakcja organów, które tu u nas mają na boku napisane: Pomagać i Chronić.

Jak mówię, nie pierwszy raz reaguję np na leżącą osobę i mam podwójną nadzieję, że po pierwsze takich sytuacji nie będzie za dużo, a po drugie, że kolejne ewentualne kontaktowanie IZS nie spowoduje kolejnego rozgoryczenia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016. : ) Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi :D

Czas rzeczywiście miałem, chwilami kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.