Przejdź do głównej zawartości

Pracująca matka i wpływ na dziecko.

T O N I      N A P I S A Ł

Zupełnie niedawno był Dzień matki, ale nie dlatego piszę tego posta.
Nie piszę też go z tego powodu, że ostatnio jedna stała czytelniczka zapytała mnie kiedy napiszę jakiegoś życiowego posta. W odpowiedzi przeczytała, że przecież rower to moje życie.

Już drugi raz stało się, że po obejrzeniu serialu Kości, podczas pewnego dialogu Temprence z Seeley, w mojej głowie zaczęły krążyć myśli.
Powstał taki nie do rozwiązania dylemat.
Przykłady dwóch matek:
Jedna poświęca swoją "karierę" i swój czas na to by spędzić jak najwięcej czasu ze swoim dzieckiem.
Druga oddaje dziecko pod opiekę i wraca do pracy.

Ani w jednym ani w drugim przypadku nie ma opcji by negatywnie osądzić je za to co robią, bo zarówno w jednym jak i w drugim przypadku robią to dla dobra dziecka.
W żadnym wypadku nie twierdzę, że matka oddająca swoje malutkie dziecko pod opiekę innej osoby nie kocha swojego potomstwa.Ta pierwsza zalewa je swoją opiekuńczością, ta druga zabezpiecza konto na późniejsze lata.
Po latach jedno dziecko ma wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa, a drugie poszło na studia a później (jak się uda) dobrze płatną pracę.

Nie twierdzę, że w obu odmiennych przypadkach nie może się zdarzyć jedno i drugie, ale najczęściej tak właśnie jest.

Chociażby na własnym przykładzie.
Miałem wspaniałe dzieciństwo, ale nie bez wyrzeczeń. Wchodząc w progi szkoły zawodowej zaczęło się samodzielne zarabianie na swoje potrzeby. Od tego czasu wiele osiągnąłem, ale bogaczem nie zostałem.
Ale czy na pewno?
Co to jest bogactwo? Czy to nie przypadkiem talent w moich rękach, że (prawie) czegokolwiek się złapię, jestem w stanie z tym pracować?
Czy bogactwem nie jest miłość matki?
Teoretycznie mogłem za swoje zarobione pieniądze opłacić kolejną szkołę a później równocześnie z pracą studiować, ale nie zrobiłem tego z kilku powodów, o których nie będę pisał bo to zbyt osobiste.

Na całą kwestię mogę spojrzeć tylko ze swojego doświadczenia, ale może pomożecie mi w komentarzu spojrzeć z innej strony.
W każdym bądź razie każda (normalna) matka zawsze ma u mnie pełen podziw, że daje radę.
Swojej mamie mogę już od kilku lat podziękować tylko zaocznie, chociaż nie zawsze było idealnie.
Chyba lepiej tego nie mogłem ująć niż kiedyś w poście opisującym siebie i swojego bloga:
"Mama zrobiła to najlepiej jak potrafiła, a potrafiła…, bo wychowała!"


Komentarze

  1. Sądzę, że wartością nie jest samo spędzanie czasu = siedzenie w domu z dzieckiem, ale przekazywanie mu ważnych wartości. Tego z kolei nabywa się, obserwując rodzica poruszającego się w wielu życiowych sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pracująca mama wcale się nie równa zaniedbanym i mniej kochanym dzieciom. Mamy dziś realia jakie mamy, mało kogo stać, by nie pracować.... pozdrawiam szeh

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdzie nie napisałem, że dziecko pracującej matki jest zaniedbane. Pod wpływem impulsu zaciekawiło mnie wasze zdanie, z punktu widzenia matek i dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to trzeba było zaznaczyć, że : chcesz opinii na ten temat/ że to jest dyskusja :) Temat przedstawiłeś jako oczywistą oczywistość zmierzająca w jednym kierunku :) A wystarczy tylko na końcu posta zadać pytanie .

      Usuń
    2. Iwona zauważ fragment: "Na całą kwestię mogę spojrzeć tylko ze swojego doświadczenia, ale może pomożecie mi w komentarzu spojrzeć z innej strony." ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

Zaćmienie słońca, wierzenia, zabobony i praktyki.

T O N I      N A P I S A Ł
W związku z dzisiejszym zaćmieniem słońca, przypomniało mi się, że z tym wydarzeniem od dawna zawsze wiązały się różnego rodzaju zabobony, wierzenia.
Najprawdopodobniej tego typu przesądy czy wierzenia pochodzą i dotyczą miejsc na ziemi, gdzie bogiem jest (albo było) słońce.
Chciałbym powiedzieć, że chrześcijan i osób wierzących w prawdziwego Boga to nie dotyczy. Niestety nie było by to prawdą.