Beskidzka trasa grzbietowa: Z Visalaji przez Połom do Mostów koło Jablunkova


Części Beskidzkiej trasy grzbietowej szedłem już kilka razy, a niektóre szczyty kiedyś nawet przejechałem  na rowerze. Tym razem wyruszyłem pociągiem do Czeskiego Cieszyna, stamtąd kolejnym do Frydku‑Mistku, a na końcu autobusem pełnym turystów aż na sam start.

To, że ta trasa jest popularna, było jasne już po liczbie ludzi, których spotykaliśmy. Wśród nich było też czterech Górozbieraczy, którzy mieli ten sam plan: zaliczyć wyzwanie i zgarnąć dodatkowe 1500 punktów💪😀. My też byliśmy we czwórkę: ja i trzy kobiety. Nooo, ja to się mam dobrze😍. Dzisiaj będę szczytował kilka razy i to z trzema kobietami naraz🤭.👉 čti český 🇨🇿👈
👉 čti český 🇨🇿👈

Właściwie… jedna nie ma Górobrania, druga dzisiaj osiągnęła szczyt po raz pierwszy, ale tym razem to nie ja ją zaraziłem - to jej znajomi, i już od jakiegoś czasu myślała o tej apce. Niemniej jednak znowu się potwierdziło, że Górobranie jest bardzo zaraźliwe. Na przykład tydzień temu zaraziłem syna jednej koleżanki, i jeśli się nie mylę, to tego samego dnia, tylko gdzie indziej, szczytował… nie nie nie, sory🤭… w wieku czternastu lat po raz pierwszy zbierał szczyty😀.

Wspomnianych Górozbieraczy spotkaliśmy po raz pierwszy, kiedy zbliżaliśmy się do pierwszego szczytu⛰️Súľov (903 m).

Byłem tu w marcu zeszłego roku, ale jakoś nie pamiętam, żeby tu było tak stromo🥵.

Mimo wszystko jednak warto było: najpierw pomnik, a zaraz potem kamień szczytowy, który zawsze mnie cieszy😍.

Bylibyśmy na nim pierwsi, ale trochę się zasiedzieliśmy w "mini schronisku" o tej samej nazwie. Miała to być tylko chwilka, ale od początku panowała przyjemna i wesoła atmosfera, więc się po prostu zagadaliśmy🤭. Potem mieliśmy trochę się obawy, że tego czasu nam będzie brakować, ale kilka razy na trasie spotykaliśmy naszych dotąd nieznajomych góroznajomych😀, co nam poprawiało humor, bo w rezultacie nie było to wcale tak złe, jak się nam wydawało. Gorsze było to, że mimo całkiem solidnego tempa, ciągle spowalniała nas naprawdę ogromna ilość jagód😍. Po prostu nie mogliśmy się oprzeć. A do tego kilka razy próbował mnie zatrzymać jakiś zadziorny krzak… Ał😩!

To nie jest ani szczyt Súľov, ani Sulov😉, tylko skrzyżowanie kilku szlaków.

Za kapliczką św. Cyryla i Metodego na czeski⛰️Sulov (943 m) znowu odbiliśmy ze szlaku. Mniej wymagający szczyt, który leży dokładnie na granicy i według mapy.cz jest również słowacki🤔.

Powrót na szlak.

Do Nydku to w linii prostej tylko 23 kilometry😀. Piechotą trochę dalej, około 30.
Na szczęście nasz kolejny punkt na mapie był znacznie bliżej.

⛰️Polomka (984 m) na pierwszy rzut oka to tylko niepozorny szczyt tuż przy ścieżce, ale jednak odkrywa jedno piękne miejsce z widokiem.

Oprócz szczytowego słupka posiadał też nieskończoną ilość jagód😍.

Kiedy szedłem tędy ostatnio, wchodziłem prosto po granicy aż na Mały Polom. Dzisiaj jednak skręciliśmy tak, jak nas prowadził czerwony szlak, i dopiero kawałek dalej odbiliśmy do szczytu⛰️Nad Kršlí (1002 m).

Znów szczyt, który na pierwszy rzut oka nie jest zbyt interesujący, ale z poprzedniej wizyty pamiętałem, że gdzieś w gęstym zaroślu jest ukryty kawałek skały.

Może by mi to wystarczyło, ale wśród nas są tacy, którzy wchodzą na stronę i przeglądają zdjęcia poprzednich odwiedzających.

Do tego pięknego miejsca prowadzi mało widoczna ścieżka, i kiedy zrobiliśmy tam chyba milion zdjęć, nagle z krzaków - od strony tej wcześniej wspomnianej małej skały - pojawił się facet z rowerem😲.
Co?! Jak?!
Wcale się mu nie dziwię. Warto tu było zajrzeć😍.

Wejście na ⛰️Mały Polom (1061 m) nie należy do tych łatwych, ale kiedy człowiek idzie tędy po raz któryś, wie dokładnie, co go czeka. A kiedy pojawia się ta skała, wiadomo, że do szczytu został już tylko kawałek🥵.

Na szczycie jest pięknie, więc czas najwyższy na posiłek.

No i oczywiście… próba selfie🤦😀

Stąd jakiś czas w końcu łagodną trasą, ale jak to zwykle bywa - na szczyty jest przeważnie pod górkę😁, więc ⛰️Čuboňov (1014 m) też damy radę💪. Co nam innego pozostało, prawda😀.
Następny w kolejności jest ⛰️Uhorská (1029 m) i tu przychodzi mi do głowy pytanie:
Kto wymyślił to wyzwanie i zaproponował ten szczyt? Moim zdaniem nie jest niczym specjalnym. Nawet punkt szczytowy w apce nie odpowiada miejscu, gdzie leży kamień.

Nooo… niejeden by tu polemizował, bo kiedy dokładnie wiesz, czego szukasz, znajdziesz też skałę. Nie nie, to nie ja - to koleżanka, która się po prostu nie poddała. Ponadto jak już wiecie różnice w tym co pokazują aplikacje obok siebie stojących zbieraczy bywają nawet kilkunastometrowe.
⛰️Alfredziok (1021 m) to kolejny szczyt dokładnie na granicy. Właściwie to nie wiem, skąd ma swoją nazwę🤔. W mapy.cz i w Vrcholovce figuruje jako Burkův vrch Z.

Ten „właściwy” ⛰️Burkův vrch (1032 m) też mi daje nieźle w kość🥵, ale skała na szczycie to świetne miejsce na odpoczynek.

Kilometr dalej, w stronę kolejnego szczytu, zauważam kolejną skałę i stwierdzam:
- „Kiedy szedłem tędy ostatnio, to jej tu nie było!”😂

Czego tu na pewno nie było, to wyrzeźbionych z pni grzybów i tronu😍.
⛰️Muřinkový vrch (975 m) to zapowiedź pierwszej możliwej okazji na uzupełnienie płynów ze źródełka przy kapliczce.

Potem jeszcze wejść na ⛰️Velký Polom (1067 m) i już będzie z górki.
Tutaj niespodziewanie spotykamy naszych znajomych Górozbieraczy.
Pies na wspólne zdjęcie zgody nie wyraził😀.

⛰️Čerchlaný Beskyd (945  m) obok wieży Tetřev zapisaliśmy dopiero po obiedzie w Kamiennej Chacie😍. Oczywiście uzupełniliśmy też płyny, bo tego dnia słońce było cały czas z nami. Przy okazji dodam, że tetřev to nie głuszec, tylko cietrzew, aczkolwiek znam ludzi, którzy twierdzą co innego😉.

A te widoki 🤩.

⛰️Severka (962  m), na której przy każdej wizycie coś się zmienia (na lepsze), tym razem nas w ogóle nie zatrzymała, bo niektórzy z nas muszą zdążyć na konkretny pociąg.

Z tego powodu na szczyt ⛰️Skalka (932 m) idą już tylko ci, którzy muszą.
Podczas pierwszej wizyty kilka lat temu (czerwiec 2023) wystający z powalonego drzewa kikut gałęzi zostawił mi pamiątkę. Ilość połamanych drzew powodowała, że szczyt był trudno dostępny, ale kto miał lepsze oko, czasem znajdował ścieżkę😁.

Wyzwanie to wyzwanie, a ostatni szczyt jest co prawda najtrudniejszy, ale też damy radę💪😀. Nagle nie wierzyłem własnym oczom🧐. Leśnicy zaskoczyli nie tylko tym, że posprzątali wszystkie połamane drzewa, ale też zrobili drogę prosto na szczyt. Mało tego - na jej skraju zostawili kamień szczytowy. Na razie ta droga jest w kiepskim stanie, bo pracuje tu ciężki sprzęt.
Czasami czytam krytykę, że leśnicy robią w lesie tylko bałagan, ale jakoś przecież muszą się do tego lasu dostać. Kiedy odwiedzam niektóre miejsca ponownie, widzę, jak pięknie je po sobie porządkują. Owszem, trwa to jakiś czas, ale często jest tam ładniej niż przed ich wejściem. Co więcej, ze szczytu schodzi równie szeroka droga, która dochodzi do czerwonego szlaku. Dzięki temu byliśmy zaledwie kilka kroków za naszymi koleżankami, a nawet pojechaliśmy tym samym pociągiem.
Razem w sumie przeszliśmy 20 szczytów, bo między tymi w Górobraniu było jeszcze 6, które mają nazwę tylko w portalu Vrcholovka:
▲Sulov V (936 m), ▲Čuboňov S vrvhol (984 m), ▲Olešniansky vrch (1017 m), ▲Muřinkový vrch - kaple (978 m), ▲Čerchlaný Beskyd JZ vrchol (954 m), ▲Kostelky/Severka SV vrchol (926 m).


0 Komentarze