Opowiem wam bajkę, której raczej nie znajdziecie w żadnej książce ani w żadnej znanej dobranocce. Nie jest o smokach ani o księżniczkach, lecz o jednej kaczej mamie, sześciu małych kaczątkach…🦆 i o tym, jak przez nie o mało się nie wykąpałem😀.Była niedziela, 18:30, a termometr wciąż pokazywał szalone 37°C🥵. Poszedłem nad przelew wodny (w Czechach nazywany splav) już drugi raz tego dnia, żeby się trochę ochłodzić i później w tym upale łatwiej zasnąć. Ale zamiast kąpieli czekało mnie nieplanowane wydarzenie, które postanowiłem opisać jak bajkę na dobranoc.
👉 čti český 🇨🇿👈
Na wodzie w potoku zobaczyłem kaczą mamę z sześcioma małymi kaczątkami🦆. Miała dla nich bardzo ważne zadanie – nauczyć je, jak dostać się z wody na próg. Dla niej to był jeden lekki skok. Dla maluchów życiowe wyzwanie. Pokazywała im, którędy i jak. Pływały od jednego brzegu do drugiego, próbowały z lewej, z prawej, skakały raz za razem… ale każde kaczątko zsuwało się z powrotem do wody. Próbowały znowu i znowu. Minęły długie minuty, zanim pierwszemu udało się wskoczyć na górę. Mama odpłynęła z nim kawałek od progu, a wyglądało to tak, jakby mu powiedziała:
„Tutaj poczekaj. Zaraz wrócę.”
Potem wróciła po resztę, ale te miały własne pomysły i sposoby. Zamiast skakać, kilka razy próbowały obejść cały brzeg. Wspinały się kawałek pod górę, ale ledwo dochodziły do połowy, rozlegało się stanowcze kacze wołanie:
„Nie, nie… wracać do wody. Tamtędy nie.”
Próbowały znowu i znowu i po chwili udało się drugiemu. Mama odprowadziła go do pierwszego i pewnie powiedziała im to samo:
„Czekajcie tutaj. Idę po resztę🦆.”
Minuty mijały, a ja wciąż czekałem. Do wody wejść nie mogłem. Gdybym tam wszedł, pewnie bym je jeszcze bardziej przestraszył. Przeszło mi przez myśl, żeby im trochę pomóc, ale potem pomyślałem, że życie nie zawsze jest łatwe i niektóre przeszkody trzeba nauczyć się pokonywać samemu.
Po chwili zacząłem się zastanawiać, czy ta historia w ogóle się skończy i czy ja dziś w ogóle popływam😂. Więc czekałem i kibicowałem im. Małe kaczątka dalej próbowały skakać, próbowały obejść brzeg, ale mama za każdym razem zawracała je swoim wołaniem z powrotem do wody.
Aż w końcu nadeszła kolejna próba wejścia na brzeg. Czy tym razem nie słyszały mamy, czy może pozwoliła im iść własną drogą - tego nie wiem. Na brzegu stał jeszcze jeden pan i razem z nim trochę im przeszkodziliśmy, żeby znowu zawróciły do wody.
I wreszcie… wszystkie były przy mamie. Cała rodzinka znowu razem. Zmęczona, ale zwycięska.
A teraz wreszcie mogłem wejść do wody ja😁.
Przyszedłem tylko trochę popływać, a dostałem w dodatku piękną bajkę na dobranoc, której może nie wymyśliliby nawet autorzy „Kaczych opowieści”. A kto wie… może wujek Sknerus miał rację i nie każdy skarb da się przeliczyć na pieniądze.
Mówi się, że bajka na dobranoc pomaga lepiej zasnąć😊. Po tej uwierzyłem w to bardziej niż kiedykolwiek.
Dobranoc, miłe kaczątka🦆. A że życie często to nie bajka, więc niech wasze kolejne życiowe przeszkody będą choć odrobinę niższe🦆. I na koniec właściwie ta moja bajka wcale nie jest bajką, bo na wideo możecie zobaczyć, że wydarzyła się naprawdę.

0 Komentarze
Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.