... nieee no, żartuję😂, ale fakt jest taki, że należy to do tych najprzyjemniejszych przeżyć w moim górskim życiu😍.
Jakieś 65 km i godzinka jazdy, z czym horoPrius radzi sobie bez problemu, a ja oczywiście też 🤭. Chwilę przed 10h dotarłem na parking przy kościele. W porównaniu z pełnym parkingiem przy skiarealu - świetny wybór, bo narciarze chyba o nim nie wiedzą i było tu prawie pusto🤩. Stąd zielonym szlakiem rozpocząłem ponad 4km asfaltowy odcinek dzisiejszej trasy gdzie na pierwszych kilometrach towarzyszyły mi same „lepsze” zapachy.
Jak wiecie, zawsze robię zdjęcie szlakowskazów i różnych tablic na szlaku🤩.
W tym przypadku nazwa najprawdopodobniej od potoku Čurabka spływającego z góry.
Nie wiem, gdzie ten potok ma swój początek, ale założę się, że nazwę Smradlawa otrzymał dopiero wtedy, gdy właśnie tutaj zaczęło do niego wpływać to źródło🤣.
Oto jest pytanie. Co nie?😂
Druga próba zrobienia lepszego zdjęcia przez to słońce☺️, ale teraz, gdy na nie patrzę, podobają mi się oba.
Początek wejścia jak dotąd znośny, choć w około 15–20cm śniegu, ale nie było to jakieś trudne do przebycia, gdzie towarzyszyło mi parę zwierzęcych śladów (ludzkich żadnych), a miejscami było tu trochę ślisko. Im bliżej do szczytu (tylko jakichś 400 metrów) już żadnych śladów i stopniowo już widziałem, w co się pakuję, ale cóż by to była za wyprawa bez odrobiny przygody, prawda?🤭.
Zaczęło się strome podejście, ale dzięki głębokiemu śniegowi, który nie był zbyt mokry, mogłem sobie wydeptać punkty podparcia.
Po około 100 metrach przyszedł pierwszy kryzys😰😐, patrzę w apkę: jeszcze 250 metrów! Dam radę, uspokoję tętno i dam radę💪. Owszem, kilka razy puls powiedział mi: Gupolu, chcesz, żeby to był twój ostatni szczyt?!
Dobrzeee nooo, poczekam. Odpocznę dłużej.
Tych odpoczynków i przekonywania go, żeby się uspokoił, było wiele, ale nie liczyłem😀, a gdy zostało już tylko 100 metrów do wierzchołka, zebrałem resztki sił i dotarłem aż na sam szczyt. Mogłem go zapisać z 50 metrów, ale umowa brzmiała, że na samej górze zrobię sobie naprawdę dłuższą chwilę na uspokojenie klatki piersiowej.
Cóż, wielki minus samotnych wycieczek jest ten, że nikt nie powie: Daj spokój, odpuśćmy.
Niestety mam naprawdę mało rozumu, a zbyt wielką determinację🤭, ale mimo wszystko myślę, że to przeżyję, a najważniejsze jest, że szczyt🏔️Hukvaldek (691 m) zdobyty💪🤩.
Zaczęło się strome podejście, ale dzięki głębokiemu śniegowi, który nie był zbyt mokry, mogłem sobie wydeptać punkty podparcia.
Po około 100 metrach przyszedł pierwszy kryzys😰😐, patrzę w apkę: jeszcze 250 metrów! Dam radę, uspokoję tętno i dam radę💪. Owszem, kilka razy puls powiedział mi: Gupolu, chcesz, żeby to był twój ostatni szczyt?!
Dobrzeee nooo, poczekam. Odpocznę dłużej.
Tych odpoczynków i przekonywania go, żeby się uspokoił, było wiele, ale nie liczyłem😀, a gdy zostało już tylko 100 metrów do wierzchołka, zebrałem resztki sił i dotarłem aż na sam szczyt. Mogłem go zapisać z 50 metrów, ale umowa brzmiała, że na samej górze zrobię sobie naprawdę dłuższą chwilę na uspokojenie klatki piersiowej.
Cóż, wielki minus samotnych wycieczek jest ten, że nikt nie powie: Daj spokój, odpuśćmy.
Niestety mam naprawdę mało rozumu, a zbyt wielką determinację🤭, ale mimo wszystko myślę, że to przeżyję, a najważniejsze jest, że szczyt🏔️Hukvaldek (691 m) zdobyty💪🤩.
Bibi zawsze idzie ze mną, żebym nie chodził sam😍. Śniegu było tu naprawdę sporo.
Jednak znalazła się jakaś zaleta😀: Kiedy idziesz w śniegu, nie musisz patrzeć w mapę, żeby znaleźć drogę powrotną🤩. Z górki dla tętna nie było to już jakoś szczególnie wymagające, aczkolwiek teraz w tym głębokim śniegu musiałem naprawdę uważać, żeby nie znaleźć się na dole szybciej, niż bym chciał. Szczęśliwie wróciłem na drogę z głębokimi koleinami po traktorze, gdzie wcześniej dostrzegłem jakiegoś biegacza, a jeśli on dostrzegł mnie, to pewnie się w myślach pukał w czoło, mówiąc: Skąd on idzie?!😂.
Następna na trasie by miała być Ježula (760 m) i przez cały czas, gdy stopniowo się do niej zbliżałem, walczyłem z myślami, ale mimo to szedłem dalej. Na rozdrożu chyba zbyt mocno zaufałem swojej pamięci i po około 200 metrach, przy znaku zakazu wstępu z powodu wyrębu, zorientowałem się, że idę źle. Nie żebym bał się złamać zakaz, zwłaszcza że w taką pogodę jest mało prawdopodobne abym tam spotkał jakichś robotników, tylko że wciąż byłem zdecydowany, że idę na Jeżulę💪, a tędy nie dojdę.
Zwrot w myśleniu przyszedł na rozdrożu, gdzie pomyliłem ten kierunek, tu zdecydowałem, że wracam, skąd przyszedłem. To nie tak daleko, a mimo wszystko uświadomiłem sobie, że jeśli droga na szczyt okaże się nie do przejścia, powrót będzie znacznie dłuższy.
Jednak czasami w tej mojej głowie znajdzie się odrobina zdrowego rozsądku☺️.
Wróciłem do Doliny Wielkiej Smradlawy, na niebieski szlak (tam, gdzie spotyka się z zielonym), który bez problemu powinien mnie doprowadzić do kolejnego szczytu, a kawałek dalej przy turystycznym daszku Kavalčanky po raz drugi dziś spotkałem tę samą nieznaną kobietę, którą wcześniej minąłem, idąc w stronę szczytu Hukvaldek.
Następna na trasie by miała być Ježula (760 m) i przez cały czas, gdy stopniowo się do niej zbliżałem, walczyłem z myślami, ale mimo to szedłem dalej. Na rozdrożu chyba zbyt mocno zaufałem swojej pamięci i po około 200 metrach, przy znaku zakazu wstępu z powodu wyrębu, zorientowałem się, że idę źle. Nie żebym bał się złamać zakaz, zwłaszcza że w taką pogodę jest mało prawdopodobne abym tam spotkał jakichś robotników, tylko że wciąż byłem zdecydowany, że idę na Jeżulę💪, a tędy nie dojdę.
Zwrot w myśleniu przyszedł na rozdrożu, gdzie pomyliłem ten kierunek, tu zdecydowałem, że wracam, skąd przyszedłem. To nie tak daleko, a mimo wszystko uświadomiłem sobie, że jeśli droga na szczyt okaże się nie do przejścia, powrót będzie znacznie dłuższy.
Jednak czasami w tej mojej głowie znajdzie się odrobina zdrowego rozsądku☺️.
Wróciłem do Doliny Wielkiej Smradlawy, na niebieski szlak (tam, gdzie spotyka się z zielonym), który bez problemu powinien mnie doprowadzić do kolejnego szczytu, a kawałek dalej przy turystycznym daszku Kavalčanky po raz drugi dziś spotkałem tę samą nieznaną kobietę, którą wcześniej minąłem, idąc w stronę szczytu Hukvaldek.
Teraz, przy tym daszku i zamarzniętym stawie, zauważyła Bibi i jej naszywkę Górobranie i zapytała, czy mi się udało😀. Nooo, okazało się, że też jest Górozbieraczką i przy tym wejściu do lasu była wcześniej niż ja, ale gdy zobaczyła, że zdobycie szczytu nie będzie takie łatwe, zawróciła. To mi tego nie mogła powiedzieć, kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz?!😀
Ja mam czasu pod dostatkiem, droga nie jest szczególnie wymagająca, więc idę dalej, a około pół kilometra dalej zauważyłem wydeptaną ścieżkę.
Ewentualnie, gdy dojdę na graniczne rozdroże Hluchanka, zrekompensuję to sobie niedalekim szczytem Polianky (881 m), ale! pod warunkiem, że nie będzie to więcej niż 500 metrów… nooo dobra, 600😂.
Jak myślicie, ile było?
To co prawda niewiele ponad 700 metrów, ale właściwie też bez żadnej pewności, że prowadzi tam wydeptana ścieżka, ponieważ szczyt leży poza znakowanym szlakiem. Ja wiem, że miewam czasem trochę nieodpowiedzialne pomysły, ale z drugiej strony jak już coś powiem, to słowa dotrzymuję🤭.
Na dole spotkałem się przy kawie z wspomnianą na początku nieznajomą-znajomą, chwilę miło porozmawialiśmy i tym mogę zakończyć mój wspaniały dzień, z pięknym wynikiem: 4 szczyty, z czego 2 dopisały się do długoterminowego wyzwania Hraničář 2021 co daje mi obecnie 41/50🥰. Żeby tego zadowolenia było jeszcze więcej to 3 szczyty z 4 dopisały się do Tajenki.
Droga do domu już nie była tak szybka jak rano. Gęsta mgła na autostradzie od Frydku-Mistku pozwalała mi maksymalnie na 110 km/h. Na nagraniu może tego dobrze nie widać, ale można zauważyć, jak szybko w tej mgle znikają światła.
Bliżej Trzyńca było jeszcze gorzej. Maksymalnie 90, miejscami poniżej 70 km/h. Te warunki były nawet jak dla mnie dość wyczerpujące więc zdecydowałem, że zjadę z obwodnicy i pojadę raczej przez miasto. Co prawda o niczym się później nie dowiedziałem, ale tak jakoś czułem w kościach jakieś tarapaty.
Wczoraj ogłosiłem, że w przyszły weekend nigdzie nie idę, ale noc była spokojna, przeżyłem🤭, więc szybko zmieniłem zdanie i kto wie, co znowu wpadnie mi do głowy za tydzień i może gdzieś się spotkamy. Jeśli też lubicie spotkania z innymi Górozbieraczami, zaglądajcie na stronie Hory.app do zakładki „Wydarzenia”, to może kiedyś się uda.
Dzięki, że przeczytaliście do końca. Jak zwykle będzie mi bardzo miło za każdą reakcję czy komentarz🤩. Życzę wszystkim, żeby Wam się dobrze chodziło, ale pamiętajcie: z rozsądkiem 😀… ja wiem, że z Górobraniem z tym rozsądkiem bywa różnie😂.
Dzięki, że przeczytaliście do końca. Jak zwykle będzie mi bardzo miło za każdą reakcję czy komentarz🤩. Życzę wszystkim, żeby Wam się dobrze chodziło, ale pamiętajcie: z rozsądkiem 😀… ja wiem, że z Górobraniem z tym rozsądkiem bywa różnie😂.












































0 Komentarze
Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.