Zaczęło to tak, że w zeszłym roku udało mi się realizować wieloletnie pomysły. Między innymi i przede wszystkim udało mi się trzydniowe przejście Beskidów, a teraz w Sylwestra wyruszyłem na Stożek, żeby tam przywitać Nowy Rok.
W pracy byłem do 16, potem szybki obiad, chwila na odpoczynek, po którym o wpół do szóstej musiałem się trochę zmusić, żeby wstać z wersalki i zacząć się pakować. Na szczęście na wszystkie okazje mam swoje specjalne listy😀, więc poszło szybko i sprawnie a większość rzeczy, w tym naładowane baterie do czołówki były raz dwa przygotowane.
Przed 19h autobusem przyjechał kolega, z którym znamy się z górskich wycieczek szkolnych w Nydku, a po drodze przez Głuchową dołączył kolejny znajomy, o którym w ogóle nie wiedziałem, że lubi chodzić po górach😀, zdecydował się w ostatniej chwili, kiedy zobaczył mój wpis na FB.
👉 čti český 🇨🇿👈
Szło nam się dobrze, trochę padał śnieg i wiało, a tempo mieliśmy takie w sam raz.
🏔️Stożek Wielki (978 m) był ostatnim szczytem, który zapisałem w tym roku (22:25) i tym samym skompletowałem 20tkę do Wyzwania Wytrwałości💪😀.
Plan spełniony: 12 miesięcy – minimum 20 szczytów🤩.
Schronisko PTTK Stożek
Spodziewałem się, że w schronisku będzie więcej ludzi, ale nie spodziewałem się, że to będzie dyskoteka😱.
Wideo fragment z dyskoteki.
Na szczęście nie była to żadna zamknięta impreza i mogliśmy ugasić pragnienie.Dzisiaj rano wyskoczył mi post w jakiejś grupie o tym, że niektóre schroniska miały nawet zamknięte imprezy i turyści po prostu mieli pecha😐. Tutaj na Stożku kuchnia oczywiście już nic nie oferowała (nie z powodu zorganizowanej imprezy), ale wszystko, co mieli na barze, w tym kawę czy herbatę, turysta mógł sobie zamówić. Świadomy takich warunków wziąłem ze sobą prowiant.
O północy wyszliśmy na zewnątrz i szampanem uczciliśmy nadejście Nowego Roku.
Na szczycie nie było fajerwerków, co najwyżej kilka osób miało zimne ognie. Na widoki ze szczytu niestety nie pozwoliła nam silna mgła albo raczej chmury, ponieważ świetną atmosferę jeszcze poprawiał padający śnieg.
Do siego roku🤩.
Miła atmosfera nas jakoś turystycznie nie wciągnęła, aczkolwiek kilku turystów dotarło, nie mniej jednak ruszyliśmy ok wpół do pierwszej w kierunku Soszowa. Oczywiście najpierw zapisać pierwszy tegoroczny szczyt (00:42), czyli ten sam Stożek Wielki (978 m), a potem po drodze kolejne trzy. Kompani nie są Górozbieraczami, ale ze względu na pogodę i nocne godziny zatrzymywałem się tylko na niezbędny czas🙂, więc "nawet nie zauważyli"😀.
Noworoczne wyzwanie spełnione💪😀, a jeśli zbieracie błękitki to tu już nie chodźcie🤣. (Błękitek to moje zastępcze słowo dla czeskiego "modrásek", oznaczającego szczyt w apce z niebieską ikonką).
Po drodze kilkakrotnie kontrolowałem aplikację abym szczyt nie przeszedł (stało mi się to parę razy kiedyś😀), ponieważ wiedziałem, że w tym miejscu punkty na mapach i tabliczką oznaczony szczyt to dwa różne miejsca, a ponadto również dlatego, że apka też czasami szwankuje, ale to ze względu na błędy GPS w telefonie. Stąd do szczytu Mały Stożek (837 m) ok. 150 metrów.
01:09 🏔️Mały Stożek (837 m)
Jeśli nie wiecie jaka jest pogoda - spójrzcie na kamień😁.
01:34 🏔️Cieślar (921 m)
🏔️Cieślar (921 m)
około 100 metrów do szczytu 🏔️Soszów Wielki (886 m)
01:57 🏔️Soszów Wielki (886 m)
Do schroniska na Soszowie dotarliśmy około wpół do trzeciej. Tłumów ludzi już tam nie było, ale jednak kilka osób było na zewnątrz przy ognisku i zewnętrznym bufetem. Dla nas oczywistym wyborem było usiąść w środku, gdzie siedziało jeszcze kilka osób, niektórzy rozmawiali, inni grali w gry planszowe, które to schronisko wypożycza swoim gościom. Zajęliśmy wolne miejsca i ponownie ugasiliśmy pragnienie aczkolwiek zgodnie z planem spożywaliśmy alkohol w minimalnych ilościach, a czas spędzaliśmy raczej na rozmowach z innymi turystami. którzy przyszli chwilę później.
Zaczęło się oczywiście od polsko-czeskich różnic językowych😂, ale potem rozmawialiśmy o wszystkim możliwym. Rozmawiało się tak dobrze, że zostaliśmy aż do świtu🤭. W międzyczasie jeden kolega zdążył się nawet trochę zdrzemnąć, a drugi nawet na chwilę też wyprostował plecy. Twierdził, że nas słucha, ale w słuchaniu na chwilę przeszkodziło mu chrapanie (jego), co nam oczywiście nie wierzył i zdecydowanie zaprzeczał😂.
Ja, choć zmęczenie było już całkiem spore, powiedziałem sobie, że to już wytrzymam, bo potem się nie pozbieram. Do Nydku zostało zaledwie 5 km, z czego potem 4 km to asfaltowa droga. Zejście w dół zaplanowaliśmy tak, żeby kolega zdążył na autobus do Trzyńca, na szczęście z zapasem czasowym, bo zaśnieżona droga czasem zaskakiwała ukrytymi pod śniegiem ślizgawkami. Na szczęście, nieotumanieni nadmiernym spożyciem alkoholu, bezpiecznie dotarliśmy do domu, ale czasami niewiele brakowało. Do domu dotarłem przed 9 rano, zrobiłem śniadanie i spałem aż do następnego rana🥱.
Łącznie nachodzone 22 km💪🤩. Przeglądając nowe wyzwania widzę, że 3 szczyty z 4 już trafiłem do wyzwania Tajenka😂 (wyzwanie znaczeniem podobne do koła fortuny, zgadywanie hasła), właściwie to wszystkie 4 szczyty, z tym że mam 2×V😀.
Jak to mówią: jaki Nowy Rok, taki cały rok. Życzę wam wszystkim zdrowia i żeby wam się to dobrze chodziło😍.
A wy? Jak spędziliście sylwestra?


















0 Komentarze
Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.