Kilka szczytów, literek i ruin w okolicy Radkowa i Vitkowa



Może nie uwierzycie, ale czasami zdarza mi się iść niewymagającą trasę🤭. Trasa była co prawda zaplanowana już jakiś tydzień wcześniej, ale spontanicznie utworzone zaproszenie poleciało na Hory.app i na FB dopiero w piątek. Niespodziewanie nikt się nie zgłosił😂, ale to nie szkodzi, bo sam nie poszedłem. Kompankę Dankę zabrałem przy 🏔️Dančina kóta (238 m)😀 gdzie tym prostym sposobem dopisałem sobie kolejną literkę do Tajenki (jedno z wielu wyzwań w Horyapp).

Następnie na start naszej trasy podjechaliśmy jakieś 50 km dalej. Wietrzna i mroźna pogoda wcale nas nie zniechęciła, bo przecież nie ma złej pogody – są tylko źle ubrani turyści😀. To oczywiście nie był nasz przypadek, więc przystanki na podziwianie tego mroźnego dzieła były jak najbardziej oczywiste.



Pierwsze punkty na dzisiejszej trasie zainkasowaliśmy na szczycie 🏔️Zámecký kopec (491 m). Noo… szczycie🤭, właściwie punkcie wysokościowym, który nie był nijak niedostępny, ale też nie oferował ani słupka, ani kamienia. Chyba że gdzieś schował się pod śniegiem🤔.




Zaczynają mi się już trochę mylić te wszystkie szczyty, ale jestem prawie pewien, że planując tę trasę widziałem na mapie info o fotopułapce, tym samym ostrzeżenie aby zachować ostrożność. Fotopułapka tam faktycznie była, ale teraz tej informacji w apce już nie widzę😀. Nieważne, ostrożności nigdy za wiele, tym bardziej, że w bezpośrednim sąsiedztwie stała myśliwska ambona, a w miejscu, gdzie mapa pokazywała szczyt przygotowana była karma dla dzikiej zwierzyny.


Szyliśmy dalej a kolejnym punktem na trasie nie był szczyt, ale Strusia farma, która dodała wycieczce na świetności.


Początkowo myślałem, że są tylko dwa, podobnie jak u mojego znajomego w Nýdku, nawet zacząłem już snuć teorie😀, że pewnie lubią żyć w parach, ale idąc dalej doszliśmy do kolejnego wybiegu… a tam było ich chyba z 30😱.


Ten płot był chyba ciekawszy niż strusie,  przynajmniej tak stwierdził obiektyw aparatu ustawiając ostrość właśnie na ten detal.


Ten po prawej był najbardziej ciekawski😀


Drugi z kolei pięknie pozował😀


Ciekawsko naciągały swoje długie szyje, więc jednym okiem patrzyłem na ekran telefonu, a drugim na nie, żebym nie został niemile zaskoczony zbyt bliskim kontaktem😀.
Nie było to proste zadanie, ale kilka fotek się udało.

W drodze do głównego punktu dzisiejszej trasy na chwilę zatrzymaliśmy się przy ruinach starej kapliczki.


Lubię takie miejsca i chociaż na miejscu żadnych informacji nie szukałem, to teraz jednak postanowiłem znaleźć co nieco, czym potwierdza się fakt, że opisując swoje wycieczki i przygody przeżywam je jeszcze raz😍.
Informacji nie znalazłem za wiele, a co więcej tylko w języku czeskim co własnoręcznie zredagowałem i przetłumaczyłem:

Pozostałość kapliczki znajduje się w miejscu dawnej osady Javoří (Polomec), niedaleko zamku Vikštejn. Pierwsze wzmianki o tej osadzie pojawiają się już w XVI wieku, a na początku XX wieku miejsce całkowicie opustoszało. Kiedyś stały tu 3 domy i żyło zaledwie 12 osób. Dziś pozostały tu jedynie ruiny tej niewielkiej kapliczki, wzniesionej w 1876 roku z inicjatywy księdza Vavřinca Gintara.


Niedaleko potem przyszła kolej na kolejny szczyt 🏔️Eliščin buk (461 m), który mnie bardzo rozczarował. Nie wiem dlaczego, ale oczekiwałem od tego miejsca czegoś więcej, a nie zobaczyłem tu ani jednego buka😀, tylko skrzyżowanie trzech leśnych dróg.


🏔️Eliščin buk (461 m) był głównym punktem dlatego, że dotąd wszystkie literki do Tajenki wpisywały się bez planowania tras na szczyty na konkretną literę. Ponieważ E nie jest za częstą literą w nazwie szczytu, więc wybierając ten szczyt zrobiłem tym razem wyjątek.


Za to na rozdrożu Nad Melčským údolím rozbawiła nas bardzo oryginalna tabliczka😂, której pochodzenie podobnie jak pochodzenie Eliščinego buka nie zostanie mi najprawdopodobniej wyjaśnione.


Rozdroże Nad Melčským údolím i Filcka Plešatá😀. Filcka kojarzy mi się tylko z jednym🤭.


Dotąd szliśmy nieoznaczonymi ścieżkami/drogami, ale teraz szliśmy czerwonym szlakiem turystycznym, na którym mogliśmy podziwiać ciekawe skalne formacje.




Naprzeciwko patrzyliśmy rzekę Moravicę.


Kolejna formacja, o ile się nie mylę, była na mapie oznaczona jest jako dawny kamieniołom.


Na trasie był kamieniołom a w kolejnym punkcie nastąpił przełom😱. Stanęliśmy przed decyzją: Iść czy nie iść (o to jest pytanie🤣) tym stromym podejściem?🤔
Nie wyglądało to jakoś tragicznie, ale nie za bardzo wyglądało to na ścieżkę i nie byłem do końca pewien, czy to nie jest tylko rezultat prac ze względu na linię energetyczną. Idąc naokoło oznaczałoby nie 2 km, ale co najmniej dwa razy tyle. Jak mówi polskie przysłowie: „do odważnych świat należy”, więc zaryzykowaliśmy💪😀, a mniej więcej w połowie podejścia tablica informacyjna poinformowała nas, że to oficjalny skrót.


Stąd przyszliśmy😱, ale co ciekawe, im wyżej byliśmy, tym mniej przypominało to tor przeszkód🤩.


Szczęśliwie dotarliśmy na kolejny szczyt 🏔️U Hradu (477 m), który może nie był jakiś „wow”, ale przynajmniej zaoferował kamień szczytowy😍.


W zasadzie niezupełnie😀. Było tam coś, co niby nie miało wiele wspólnego z samym szczytem (choć kto wie🤔🤭😂). Na drzewie zauważyłem coś, co solidnie pobudziło moją bujną wyobraźnię.


A wy co tam widzicie?


Przed nami pozostaje ostatni punkt programu: ruiny Vikštějn, które wypatrywałem czy się gdzieś spoza drzew nie wyłonią, ale nic nie było widać. Jest tam coś w ogóle?... Tak! Przecież na zakręcie, którym przyjeżdżaliśmy, widziałem jakąś wieżę, tylko oby się nie sprawdziła informacja kogoś ze znajomych: „nie spodziewaj się po tym miejscu zbyt wiele”.


Co?! Nie spodziewaj się zbyt wiele?! Żarty sobie chyba robił?!


Uwielbiam ruiny i chyba nie ominąłem ani jednego zakamarka, do którego chociaż trochę dało się zajrzeć🤩.










Noo, powiem wam, że tak bardzo zachwycałem się okolicą, że prawie zapomniałem zapisać 🏔️Vikštejn (469 m)😂.
Jest gdzieś tam😀.


Zanim tam dotarłem to zatrzymywałem się jeszcze kilka razy🤭.




Ta wieża, zgodnie z moimi przypuszczeniami, zapisała się do innego wyzwania Rozhledny ČR.




Mogłem to zrobić wcześniej, ale dopiero tu i teraz zapisałem wizytę na 🏔️Vikštejn (469 m).



No i gotowe😰. Koniec wędrówki i tym samym koniec opowiadania. 15km trasę zakończyliśmy (nie inaczej) w miejscu startu, przy Roderichové kapliczce.



Do wyzwania Tajenka dopisałem kolejne 3 literki.


Piąta z kolei Wycinanka (również wyzwanie Horyapp) wyczarowała taki oto kształt.


Jak zwykle trasa zapisana zegarkiem Garmin.


Dla ewentualnych zainteresowanych, przerzucona do mapy.com/s/huhubucoga


Liczę na wasze reakcje tutaj lub na FB czy Instagram☺️.

0 Komentarze