Wczoraj jeden z pierwszych upalnych dni za kierownicą.
Kiedy przyjechałem z 15 minutowym spóźnieniem na końcowy przystanek Střelma pod Sošovem, pozostało mi 20 minut postoju. Zdjąłem do suszenia spoconą koszulę i postanowiłem ochłodzić się wodą z górskiej rzeczki płynącej zaledwie kilka metrów obok. Nie muszę nikogo przekonywać, że wejście do tej wody było czymś wyjątkowo miłym za ostatnie kilka godzin.
Kiedy wyszedłem na ląd poczułem jakieś szczypanie na górnej części stopy (nie mam pojęcia jak się to nazywa). Patrzę i oczom nie wierzę! Przyczepiła się do mnie jakaś pijawka 2 milimetrowej wielkości. Co za potwór postanowił wyssać ze mnie krew?!
W sumie nie wiem czy coś pociągnęła i czy była to pijawka, bo jak wiecie moje oczy już nie te, a jakby nie było było to malutkich rozmiarów. Tak czy inaczej przez kilka godzin pozostało zaczerwienienie na nodze. Kurde jestem alergiczny nawet na ukąszenia tak małych żyjątek?!
Chociaż śladu, by uszła ze mnie jakaś kropla krwi, nie było, to i tak przyszło mi do głowy, że ktoś(coś) doszedł do wniosku, że mam za dużo krwi, a co gorsza w takich przypadkach mówi się o złej krwi.
Nie rzadko mówi się o mnie, że jestem zły, groźny... ot tak sądząc po moim spojrzeniu.
Wybuchowy owszem bywam, ale żeby aż tak?
Pragnę poinformować wszystkich, że wszystko w normie. Powstrzymałem odbiór krwi w porę😜.
Pozostałem niezmieniony😁. Czy to dobra czy zła wiadomość czy nie, to już pozostawiam waszej ocenie (w komentarzach)🙂.