Przejdź do głównej zawartości

6/2015 z cyklu: Ja i mój rower. Śladem Trzynieckich ławeczek.

T O N I      N A P I S A Ł

Jak wiecie, jak tylko dopisuje pogoda to niewiele mnie może powstrzymać by znowu wsiąść na rower. Po udanym, aczkolwiek męczącym wczorajszym dniu, dziś wybrałem trasę lekką i nijak nie męczącą.
Jak zwykle wysłałem wam zaproszenie na wszystkich możliwych stronach.
Wybaczcie opóźnienie tego posta, ale mam tego ostatnio sporo na głowie i nie było po prostu czasu.
Post publikuję z datą wycieczki, aby wszystko grało.
Pomysł odszukania ławek z wyrytymi napisami zrodził się niedawno, kiedy podczas kręcenia się po Trzyńcu natknąłem się na kilka z nich.
Ławki zainteresowały mnie do tego stopnia, że postanowiłem dowiedzieć się więcej. To co się dowiedziałem opisałem w poście: Historia Trzynieckich ławeczek z wyrytym napisem i numerem.
Internet dobra rzecz, więc znalazłem też rozmieszczenie ich w mieście.
Być może gdybym przeszukał bardziej to znalazłbym konkretne współrzędne, ale zadowoliłem się mapą, z której nie dało się pobrać współrzędnych (klikając na mapę otworzysz ją w przeglądarce).


To dodało do mojej przygody większy smak.
Wczoraj wieczorem usiadłem przed BaseCamp i ręcznie naniosłem punkty w mapie mojego urządzenia. Zdecydowanie pomogła mi znajomość miasta i ulic.

Z tak przygotowaną mapą o 12-tej wyjechałem na poszukiwania.
Początkowo start wycieczki planowałem na godzinę 10-tą, ale licząc, że jednak ktoś zmieni zdanie przesuwałem start dwa razy o godzinę. Dodatkowym powodem była niepewna pogoda. Zachmurzenie było duże jakby deszcz wisiał w powietrzu.
Ślad zapisany jako przygoda Garmin (kliknij na zdjęcie mapy).


I tym razem nie musiałem jechać do Lesznej, ponieważ nikt jednak nie zgłosił chęci uczestnictwa.
Postanowiłem zacząć od ławek w dzielnicy Sosna. Dla ułatwienia rozpisałem sobie na kartce papieru, gdzie mam szukać ławki. Tym razem nie tworzyłem projektu trasy, który by mnie wiódł od jednego punktu do drugiego. Liczyłem na znajomość miasta i na swoją spostrzegawczość w przypadku, że punkt w urządzeniu nie byłby umieszczony prawidłowo.


Chociaż specjalnie tego nie planowałem, zacząłem od ławki nr 1.


Ta ławka jest usytuowana tuż obok bramy szpitala miejskiego, a czytamy na niej: Tu się urodziłem.
Tak zaczyna historia przeciętnego mieszkańca Trzyńca jak i mojej dzisiejszej przygody.
Nie zamieszczę tu wszystkich ławek, ale znajdą się w specjalnym poście.
...a więc jedziemy dalej.
Kolejna ławka, z nr 5 znajduje się niecały kilometr dalej, tuż obok przystanku autobusowego.
Na tej czytamy Tu próbowałem złapać wiatr.
Być może mam "lekkie pióro", jak stwierdziło kilku czytelników mojego bloga, ale bujnej fantazji nie mam. W związku z tym pomyślałem, że może ktoś z was zechce, na podstawie 20 napisów, wymyślić historię tego człowieka.
Wy napiszecie, ja opublikuję, czytelnicy ocenią, a (znowu) ja wymyślę dla najciekawszej opowieści nagrodę, aby was zachęcić jeszcze bardziej, powiem, że postaram się bardzo, by to nie była byle jaka nagroda.😉

Kolejna ławka była znowu niedaleko, tuż obok Domu Emeryta.
Gdybym chciał jechać po kolei zajęło by to o wiele więcej czasu, ale i tak możecie lekko poskładać fragmenty. Ten mówi o tym, że: tu czas ubiegł tak szybko, że się zestarzałem (nr 19).
Trzeba przyznać, że ławki umieszczono w takich miejscach, że daje to sens, ponieważ kolejna 13 stoi przed wejściem do Gimnazjum, z napisem: tutaj dojrzałem i nauczyłem się na błędach.

Od tego miejsca zaczęła się jazda miejska. Po drogach, dróżkach i chodnikach wędrowałem od jednej do drugiej, korygując ewentualne odchyłki w zaznaczonych punktach na mapie (3 i 2).
Przy ławce nr 6 poprosiłem siedzących na niej chłopców, by pozwolili mi zrobić zdjęcie. Okazało się, że doskonale wiedzą o istnieniu ławek, ponieważ zapytali mnie czy biorę udział w konkursie.

Po następnej 12-tce jechałem do 8-ki, która była jedną z tych, na które trafiłem podczas pierwszego tegorocznego wyjazdu, a stamtąd do lesoparku. Być może dało by się tak zaplanować trasę, by było krócej, ale w sumie po co?
Dobrze, że miałem swój plan na kartce, do którego czasami zaglądałem sprawdzając czy aby na pewno zajechałem do wszystkich.
A jednak zapomniałem w swojej organizacji o ławce nr 11, więc jadąc z parku przejechałem znowu koło 6-ki.

Zdając sobie sprawę, że niektóre z zaznaczonych punktów nie są dokładne, wytężałem wzrok. Na szczęście wygląd tych ponumerowanych zdecydowanie różni się od innych, zwykłych ławek w mieście. Co mnie pocieszyło, to fakt, że ludzie mają sporo miejsca, w zabieganym życiu, by na chwile odpocząć, ale czy korzystają z tego przywileju?

Kiedy jechałem od nr 7 w poszukiwaniu 16 zauważyłem przy piaskownicy między blokami kolejne dwie.


Okazało się, że te nie mają numerów!
Napisy na nich to czeskie przysłowie: Kdo si hraje, nezlobí.
Dosłowne tłumaczenie to: Kto się bawi, nie denerwuje, a sens tych słów mówi, że jak dasz dziecku zajęcie, to masz spokój. Zastanawiając się nad tym jestem przekonany, że nie dotyczy to tylko dzieci.🙂
Drugi napis bardzo mądrze uczy: Nie współczuj drugiemu, pomóż mu.

"Błądząc" po uliczkach i chodnikach docierałem do następnych, jak również do wspomnianej specjalnej "teenejdżrowskiej". Przetestowałem i zarazem przypomniałem sobie jak to było daaaawno daaaawno temu.😜



Pewnie nie bez powodu jest umieszczona tuż obok szkoły.
Tym sposobem pozostała mi już przedostatnia i specjalnie zostawiona ostatnia, czyli 20.
Kolejności się nie trzymałem, ale zacząłem jedynką i skończyłem dwudziestką.


Wszystkie te przystanki = moje życie. Można by parafrazować słowa i napisać, wszystkie te przystanki = moja przygoda. Nie tylko ta dzisiejsza, rowerowa, ale jak się zamyślimy nad swoim życiem, to tak naprawdę każde przebiega według jakiegoś schematu.

Wyżej napisałem, żebyście wymyślili historię tego człowieka na podstawie tych wyrytych napisów, ale coś mi się wydaje, że chyba wcale nie trzeba zmyślać.
Opowiedzcie mi swoją historię.
Jak znajdę czas to i ja poskładam swoją używając 20 dziś odkrytych fragmentów z życia.

Wycieczkę zakończyłem tak jak zaplanowałem, czyli zapowiedzianą pizzą w pizzerii zaledwie kilka metrów od ostatniej ławki.


Trochę się im przypaliła, ale podjadłem i pojechałem do domu, tworząc dziś 32 km trasę.
Jak sami widzieliście, ławek jest więcej niż tych ponumerowanych, więc jeśli kiedyś skorzystacie z tego posta i wybierzecie się na poszukiwania ławek, wytężajcie wzrok ponieważ być może znajdziecie ławkę, o której nie wiem.

Już wkrótce specjalny post z wszystkimi ławkami i ich napisami.
Obserwujcie strony informujące o aktualnym wpisie na FB i Google+.

Komentarze

  1. Świetne..:) dobry pomysł ..:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Elu, małoskromnie mówiąc: ja mam same dobre pomysły :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.