Z Hrádku przez Skałkę i Wielką Kykulę na Ostry i kolejne szczyty

Przeważnie chodzę po czeskiej stronie Beskidów, ale w te polskie też czasami zaglądam, a dziś postanowiłem się podzielić szczegółami z jednej takiej zwyczajnej wycieczki, po tym jak po doświadczeniach z poprzedniej (tydzień wcześniej) soboty, weekend miał być odpoczynkowy, po prostu nigdzie nie pójdę😀. Nie minęło jednak dużo czasu (zaledwie dwa dni😂), gdy odwołałem to, co ogłosiłem ponieważ weekend bez wyjścia w góry byłby jaki?
No jaki? ZMAR-NO-WA-NY!😀
Z ta różnicą, że nie będę przesadzał i pójdę tam, gdzie to bardzo dobrze znam, czyli w Nýdku (tu paradoksalnie w tym roku jeszcze prawie wcale nie odwiedziłem żadnego szczytu🤭), a w tym przypadku to oznacza, że nie istnieje (prawie) żadne ryzyko, że znów przesadzę😁🤭.
Utworzyłem małe wydarzenie w czeskiej grupie Górozbieraczy i czekałem czy ktoś będzie chętny i chyba nikt nie przewidział, że w międzyczasie moją uwagę przyciągnie alternatywna oferta, wydarzenie Mii: Ostrý z Hradku.
Nadszedł ten dzień, ráno jeszcze dla pewności sprawdziłem web i fb i pojechałem na umówione miejsce.
Tę relację na fb zacząłem jakoś tak:
Od razu na wstępie muszę Wam powiedzieć, że to wszystko Wasza wina 😀. Co się stało? Otóż nikt się nie zgłosił na to moje wydarzenie i istniało ogromne ryzyko, że zamiast 4 szczytów i tylko 14 km będzie więcej, bo nikt nie powie „wystarczy” 🤭, więc kiedy pojawiła się alternatywna opcja powiedziałem sobie: Fajnie, bo jeśli mam wybierać między wędrówką w pojedynkę a z kimś, wybór jest oczywisty ☺️.
Co było dalej i gdzie mnie poniosło dowiecie się czytając dalej😀, aczkolwiek każdy, kto ma mnie w znajomych na fb czy obserwuje instagram, pewnie już wie☺️.
Start o 9:00 w Hrádku gdzie już na początku poinformowałem, że dwa razy będę odbijał na szczyty poza znakowanym szlakiem. Z grupy odezwało się: „Taak, Górobranie, to są ci…”
Dokończyłem zdanie sam: „Tak, ci szaleńcy, którzy po drodze nie zostawią ani jednego szczytu”😂.

Pierwsza na mojej trasie była 🏔️Skalka (649 m). Nie była daleko, niecałe 400 metrów od znakowanego szlaku, a że tempo niektórych uczestników nie było zbyt szybkie, dogoniłem ich jeszcze przed kolejnym szczytem, a dokładniej to w miejscu, gdzie znów odbijałem na następny szczyt😀.


Oczywiście mógłbym ich dogonić wcześniej, ale sami wiecie, że w wielu przypadkach na szczycie nie chodzi tylko o samo zapisanie, ale także o rozglądanie się wokół.


Pogoda co prawda nie pozwalała na dalekie widoki, ale sąsiedni Žďár był pięknie widoczny. Nie był dziś w planowanej trasie więc teraz chociaż mogłem na niego popatrzeć.


Mgła raczej dawała okazję do ćwiczenia wyobraźni😀, ale mimo wszystko coś tam w oddali można było zobaczyć🤩.


🏔️Skalka (649 m)


Kolejny szczyt 🏔️Velká Kykula (811 m) nie zaoferował już żadnych widoków, a samo wejście również nie było całkiem lekkie, a raczki, które dziś prawie od samego początku dzisiejszej trasy miałem na nogach, bardzo się przydały.


W naszej dzisiejszej grupie było jeszcze dwóch Górozbieraczy, a kolejnych dwóch spotkałem, gdy znów dogoniłem ostatnich na trasie. Było z ich strony bardzo miłe, że trochę przetarli ścieżkę na szczyt🥰. Teraz, gdy patrzę na listę odwiedzonych szczytów, widzę, że byli tam jeszcze kolejni dwaj, tylko szli w przeciwnym kierunku.


Część grupy dogoniłem kawałek nad przełęczą pod Ostrým.



Tych, którzy mieli znacznie szybsze tempo dogoniłem dopiero przy schronisku. Prawie zdecydowałem, że tylko napiję się herbaty z termosu i pójdę z nimi dalej na kolejny szczyt, ale niemal w tej samej chwili dowiedziałem się, że schronisko, które jakiś czas temu informowało o ograniczonym funkcjonowaniu z powodu braku wody (a więc kuchnia i toalety były nieczynne), jednak podają zupę😲😍. No sorry moi drodzy przyjaciele, ale tego nie mogę sobie odmówić🤭.


Co prawda pogoda nie była jakoś szczególnie mroźna, ale taka zupa zawsze pocieszy i to nie tylko żołądek, a poza tym myślę, że z takim wynikiem sobie na nią zasłużyłem☺️.


Kulajda😍.


Przy sąsiednim stole siedziało dwóch kolegów z naszej grupy, też jedli zupę. Właśnie się z nimi dogadałem, że po zjedzeniu zupy pójdę z nimi, ale nagle nieoczekiwanie pojawiła się jedna znajoma, z którą po prostu musiałem chwilę porozmawiać, więc nastąpiła szybka zmiana decyzji☺️. Poniższe zdjęcie zrobiła moja Motorola, ponieważ reaguje np. na uśmiech.


Takich zdjęć w trakcie przygotowania potrafi zrobić sporo i jak widać złapała mnie podczas poprawiania fryzury abym ładnie wyglądał na selfie z koleżanką. Nie mniej jednak jej twarzy publikować nie będę - zapomniałem zapytać o zgodę🤭😀.


To, że nie poszedłem z kolegami, nie oznacza jednak, że tam nie dotrę trochę później😀, dlatego też rozmowy nie przeciągałem, żeby zdążyć dojść do auta jeszcze przed zachodem słońca😁.

Podejście na 🏔️Ostrý (1044 m) od schroniska było zupełnie na luzie, ale zejście w kierunku niebieskiego szlaku to już była walka😰. Co prawda ścieżka była przetarta przez poprzedników, ale momentami nawet raczki nie dawały pewności, że nie zaliczę gleby.


🏔️Ostrý (1044 m) odwiedziłem po raz pierwszy dopiero dwa lata temu, mimo tego że z niektórych miejsc w Nýdku widuję go już od ponad 20 lat 🤭😀. W drugiej połowie zeszłego roku trochę to tu ponaprawiali.



Dzięki temu, że na kolejnym szczycie🏔️Kubíková hora (802 m) też już byłem trzy razy, więc sprawdzałem aplikację, żeby przypadkiem nie przejść obok niego bez przeoczenia. Tabliczka z nazwą tam co prawda jest aczkolwiek zdarza się, że narzucę porządne tempo i potem się okazuje, że na muszę zawrócić😀.
Nazwa Kubíková hora (802 m) jest nieoficjalna (tylko w Hory.app), ale punkt wysokościowy oczywiście znajduje się w oficjalnych mapach ČR.


Mgła gęstniała i miałem nadzieję, że znajdę drogę do domu😂 oraz że raczki okażą się wystarczająco skuteczne, żebym w ogóle do tego celu dotarł.


Bez raczków dziś szedł chyba tylko szaleniec😱.


Na 🏔️Velký Kozinec (752 m) cieszyłem się głównie z jednego powodu.


Gdy byłem tu ostatnio w październiku, skrzynki leśnego baru już nie było i wtedy miałem nadzieję, że to nie dzieło jakiegoś złośliwego człowieka, ale tych, którzy się tym miejscem opiekują. Całkiem niedawno widziałem na FB radosną informację, że leśny bar znów działa🤩.


Miałem jeszcze dostatek własnej herbaty, więc zapasy zostawiłem dla kolejnych odwiedzających.


🏔️Velký Kozinec (752 m) to bardzo piękne i oryginalne miejsce, m.in. z lunetą skierowaną na swoją siostrę Javorový.
Dlaczego siostrę? Dlatego, że miejscowi tu mówią: Javorový i Ostrý to dwie siostry🙂. Tym razem, aby zobaczyć sąsiednią górę, musiałem użyć wyobraźni🙂.


🏔️Velký Kozinec (752 m) był dziś piątym szczytem🤭.


Inicjały V+J to na pewno te dwa anioły, które się tym miejscem opiekują😍


Pewnie również wiecie, że tak naprawdę szczyt 🏔️Velký Kozinec (752 m) nie znajduje się przy leśnym barze, lecz kilka metrów obok, jeszcze parę metrów za kolejną ławeczką.


Właściwy punkt wysokościowy 🏔️Velký Kozinec (752 m).




Kolejnym punktem dzisiejszego wydarzenia miał być 🏔️Malý Kozinec, ale od chaty, dzięki memu opóźnieniu, szedłem już sam, aczkolwiek trochę liczyłem, że swoim tempem jeszcze kogoś dogonię, ale niestety nie udało się. Na rozdrożu pod Małym Kozińcem zdecydowałem, że go pominę i zamiast niego odwiedzę Žďár.


Haha, taa „zamiast niego”😂. Tak naprawdę byłem już po drodze dawno zdecydowany, że Žďár odwiedzę tak czy inaczej, bo założę się, że litera Ž pojawi się w jednym z wyzwań Górobrania i potem będę żałował, że byłem tak blisko i tam nie poszedłem. No dobra „blisko” to tak nie do końca… a ponadto znów w tym miejscu pomyliłem kierunek i zorientowałem się dopiero jakiś czas później przy jednej niepozornej ścieżce w dół. Dziwne jest, że tutaj mylę się za każdym razem🤔.


Mówi się, że nie ma tego złego, bo dotarłem na Psi Cmentarz z innej strony niż ostatnim razem.





🏔️Žďár (748 m) zdobyty już na naprawdę zmęczonych nogach, gdzie wchodząc liczyłem chociaż na jakiekolwiek widoki.


Zwykle są one stąd naprawdę piękne, ale ani dziś nie byłem całkiem ich zupełnie pozbawiony.


Jeśli się nie mylę, to te widziane góry to właśnie 🏔️Velký Kozinec.



Po zeszło sobotniej wycieczce dziś miało być lekko – no cóż, jestem po prostu typem człowieka, mało tego, że uzależnionym od aplikacji to jeszcze ogólnie od gór. Po prostu nie potrafię siedzieć w domu, gdy słyszę, jak mnie wołają😍. Wynik widzicie🤭.


Czwarta Wycinanka tym razem nie przedstawia jakiegoś ciekawego kształtu, aczkolwiek może wy tam w nim widzicie🤔.


Jeśli chodzi o inne wyzwania to dziś dopisałem kolejny szczyt do "Wyżynarza" (5/50), oraz nieoczekiwanie mam już dwa szczyty w Czeskiej Wykreślanki.


Dzięki dzisiejszemu dniowi mnie strasznie bolą nogi😐, ale nie żałuję, a co więcej nie mam tego nikomu za złe (początek tego posta🤭). Dziękuję że jesteście, dzięki wam Górobranie to nie tylko łowienie szczytów🥰. Ponadto jestem wdzięczny i za te osoby, które nie mają apki, ale tolerują mi te odskoki i że mogę z nimi iść.
Niech wam nogi służą i górom cześć. Może jie do zobaczenia na szlaku☺️.



0 Komentarze