Wczoraj (w sobotę) po długim czasie musiałem do pracy, ale wcale mi to nie przeszkadzało, bo po pierwsze pogoda była paskudna, a po drugie góry tym razem zaplanowałem na niedzielę. Właściwie nie do końca ja, lecz nieznana mi wcześniej organizatorka Iveta, której propozycja na tyle mi się spodobała, że dziś do nich dołączyłem. Zupełnie nieoczekiwanie kilka dni temu napisał do mnie niedaleki sąsiad (mieszka zaledwie 500 m ode mnie), że też pojedzie. Nie uwierzycie, ale horoPrius został w garażu, no i  w Trojanovicach zebrało się nas łącznie 18(+4) oraz pies.


Tempo było naprawdę żwawe, dodatkowo podejście na grzbiet Radhošť dla moich płuc wcale nie było łaskawe, więc po drodze odpuściłem sobie szczyt🏔️Mjaší (902 m). Co prawda było to tylko 400 metrów, ponadto nie mam go jeszcze w swojej kolekcji, ale postanowiłem nie nadużywać życzliwości grupy, aby na mnie nie czekali dłużej, niż to było konieczne, bo byli tak mili, że kilkakrotnie chwilę gdzieś tam na mnie czekali, no... właściwie nie na mnie, tylko na te moje płuca, które nie nadążały😀. Podczas ostatniego postoju na grzbiecie powiedziałem sobie, że w końcu napiję się herbaty🤩.


Pewnie też to znacie, prawda? Ledwie dojdziecie do grupy:
„Oo, Tony już jest. Możemy iść.”
Kurde😰, nie zdążyłem się nawet porządnie napić😭.
Stąd już nie było wcale ciężko i zaskoczyłem ich, że przy posągu Radegasta byłem pierwszy😀.
Nooo… pierwszy🤭. Mój kolega mierzący 198 cm ma oczywiście odpowiednio dlugie nogi, a to oznacza dłuższy krok. Ledwo nadążałem za jego "spokojnym" tempem, ale jak już niektórzy wiecie, na płaskim, ewentualnie na łagodnym podejściu, już sobie radzę całkiem nieźle🤭.

Długość kroku stała się na chwilę tematem do dyskusji dla części grupy😀. Łukasz zajrzał do apki swojego zegarka i stwierdził, że jego średni krok to około 85 cm. Ja tego na trasie nie sprawdzałem, ale teraz w domu zrobiłem to z pomocą AI. Na podstawie ostatnich 4 aktywności, obliczono mi średnią długość kroku 73 cm. Przy bardzo szybkim marszu (rzadko spotykanym😀) w tempie 16’! wychodzi mi 82 cm. Zwykle miewam 18'–21', a czasami nawet 26'–28'. Dziś tempo 18’ = 74 cm.
Wybaczcie mi te liczby, ale ja to po prostu lubię🤭. Tylko mam nadzieję, że nikt mnie nie wyśmieje i nie powie: „chłopie, ale z ciebie ślimak😂”.
Oto dowód na tę różnicę długości kroków😀


No... trochę zboczyłem z trasy i przez chwilę nie bardzo wiedziałem, gdzie jestem😂. Ahaaa... Radegast🤦😀.
Jeszcze przed posągiem zatrzymaliśmy się na chwilę przy punkcie wysokościowym 1103 m (przy wyciągu), żeby podziwiać widoki🤭.


Pięknie, prawda?😍


Mroźne arcydzieło🤩


 Zima🥶


Przy posągu również krótka przerwa na kilka zdjęć, w tym grupowe, a potem najważniejsze abym nie zapomniał zapisać szczyt.



Szczyt 🏔️Radegast (1106 m), jak zapewne wiecie, znajduje się około 60 metrów dalej.


Tempo wcale nie zwalniało, ale teraz już mi to nie przeszkadzało, na Pustevny wręcz dotarłem wśród pierwszych. Mimo to, dla niektórych z grupy hasło „Tony już jest – możemy iść” stało się ulubione😀.
Tutaj jednak zrobiliśmy przerwę na posiłek, ale strategicznie wybraliśmy Kolibę Valaška, bo w okresie lodowych rzeźb założylśmy, że chata Libušín będzie pełna. Dziś po „długim czasie” zjadłem smażony ser z frytkami😐. No cóż, w niektórych miejscach o wegetarianach za bardzo się nie myśli, ale taki bywa ten mój los.

Libušín

Tempo w Kolibie było podobne jak na trasie i po niespełna 40 minutach znów byliśmy na szlaku, a po kilkuset metrach zapisałem drugi dziś szczyt 🏔️Stezka Valaška (1076 m).


Ostatnie podejście na 🏔️Tanečnice (1084 m), a potem już niemal sprintem w dół.





Zaskakująco zima się tu jeszcze nie skończyła😍. Raczki zakładaliśmy już podczas podejścia na grzbiet Radhošť, a teraz zdecydowanie jeszcze się przydały. Od przełęczy Tanečnice szliśmy ścieżką rowerową, a tu raczki powędrowały do kieszeni, bo śnieg był tak lepki, że pod butami robiły się kule.


Dzięki znajomości okolicy jednego członka ekipy ostatni odcinek trasy sobie skróciliśmy przez potok, a potem obok linowego parku. Drewniane schody w dół były trochę śliskie, ale miejsce przepiękne i jestem za ten skrót bardzo wdzięczny🤩.



Przez chwilę staliśmy jeszcze tak, jakby ktoś się zastanawiał, czy nie spróbować tej trasy na linach😃.


Górski linowy park Tarzania


Po chwili już odpalaliśmy samochody i za godzinkę już byliśmy w domu.
Niecałe 16km trasę dziś zrobiliśmy za niecałych 5h (4:44).


Dziś tylko 3 szczyty i chociaż mi trochę szkoda tego Mjaší, to i tak by nie starczyło do Wycinanki (musi być minimalnie 6 szczytów). Więc dziś ma co prawda +0 (5/15), ale Wyżynarz +3 (8/50), Tajenka +1 (21/24).
Wycinankę sobie dziś zrobiłem własną🤭, ciekawie wyszło, co nie?😀