Przejdź do głównej zawartości

3/2017 z cyklu: Ja i mój rower. Odchudzanie czas zacząć

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower

Zaskoczył was tytuł?
Być może zaskoczę was też tym co o sobie zdradzę.😉
Otóż przekroczyłem dozwoloną granicę swojej wagi!

Do niedawna chwaliłem się tym, że odkąd zmieniłem pracę utrzymuję stałą wagę - wbrew wszystkich przypuszczeniom, że siedząca praca kierowcy to i brzuch urośnie.
No ale wykrakali!
Nie wiem jak się to stało😉😀 ale przestałem się mieścić w kolejnych spodniach.
O zgrozo! To już 3cie ulubione!
Nie mam wyboru, balansuję na krawędzi 92 kilogramów, a przy moim wzroście 174 cm, to już dawno zdecydowanie za dużo.
Postanowiłem, że codziennie wsiądę na rower by pokonać minimalnie ten dystans, który zarejestrowała aplikacja w telefonie.

Mapy do wglądu:
Endomodo
Tym razem bez Przygody Garmin

Problem w tym, że od zawsze miałem kłopot z dotrzymaniem obietnicy.
Sami widzicie jak jest chociażby z moim pisaniem, brak mi systematyczności i tak jest ze wszystkim, no... prawie wszystkim, ale nie będę się usprawiedliwiał tym, że w niektórych dziedzinach życia jak coś postanowię to dociągnę do końca.
Tak czy inaczej spróbujcie chociaż trzymać kciuki, abym tym razem troszkę bardziej się postarał.
Tych, którzy obserwują moje Endomodo proszę by krzyczeli na mnie, że nie widzą codziennej aktywności.
Jedyną wymówką będzie dzień kiedy mam 15h zmianę od 4 do 19 ale i tu teoretycznie mógłbym.
Postanowiłem nawet przed 2 zmianą (początek 12:30) ponieważ 6 km odcinek wcale nie tak ciężki do pokonania. Co więcej mam zamiar stawić czoła nawet deszczowej pogodzie.

Dzień pierwszy swojego przedsięwzięcia zacząłem wczoraj, a zaraz po tym jak dopiszę tego posta wyciągam rower.
Wybrałem podjazd pod górkę, gdzie zaczynałem 2 wyjazd w tym roku, czyli w kierunku Praszywej.
Pierwszy odcinek niespełna 1 km stromego podjazdu.
Sapałem prawie jak lokomotywa i nie zrobiłem przerwy za skrętem do lasu, ale aż za jeszcze ostrzejszym wzniesieniem w lesie.
Tu uzupełniłem płyny i pozwoliłem na obniżenie tętna, bo bez kontroli się nie ruszam.


Kiedyś lekarz kardiolog w odpowiedzi na moje pytanie, jakie tętno sobie mogę pozwolić powiedział, że 140.
Z uśmiechem powiedziałem, przecież to niemożliwe do spełnienia, ponieważ wyjadę na prostą drogę i raptem po 200 metrach mam już 140. Nie pamiętam już dokładnie co uzgodniliśmy ale skądś wziąłem max 170. Kiedy się pojawia zsiadam z roweru i odpoczywam, chyba że teren pozwoli na to bym jechał z prędkością 1km/h.😉
Niestety wysiłek po pokonaniu kilometra nie pozwalał na kontynuację, ale po chwili wiedząc, że teraz to już z górki jechałem dalej.
Kolejny kilometr jazdy i w zasadzie bez pedałowania.
Nie jestem pewien czy to odpowiednia trasa dla mojego przedsięwzięcia, ale od czegoś trzeba zacząć.
Zaraz potem kolejny podjazd ale tylko 200m więc powolutku dałem radę.
W sumie nieźle to sobie wymyśliłem, ponieważ kolejne 1,5 km znowu z górki no i dojazd do drogi Bystrzyca - Nydek. Stąd już asfaltem pozostało jakichś 2,5km znanej drogi, która chociaż wydaje się prosta, to cały czas trzeba pedałować.


1 dzień mam. Wg aplikacji w 37 minut (w tym kilka minut na spotkanego sąsiada). Wierzę, że stopniowo poprawię czas, a to by znaczyło i prędkość wspinania się pod górę, a kto wie, może za kilka dni postanowię odwrócić trasę, ponieważ jak powiedział kolega: dłużej pod górkę.
Noo... zobaczymy jak mi się uda to odchudzanie.
Być może posypią się komentarze w stylu diety, więc chciałbym przypomnieć o swoich 26 latach wegetarianizmu. Nie mniej jednak muszę zapracować nad słynną dietą MŻ.😉

Komentarze

  1. Wegetarianizm to połowa sukcesu- drugą jest ...OK MŻ ale przede wszystkim MŻS M.Ż Słodyczy :-D
    Może zdecydujesz się na post dr Dąbrowskiej? JUż w pierwszym tyg.powinieneś zrzucić ok. 4-6 kg.to bardzo motywuje do zmiany stylu życia tak całościowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może cię zaskoczę, słodyczy w zasadzie nie jadam. Cukier używam tylko do kawy i bardzo rzadko do kawy zjem jakiegoś piernika, więc MŻS odpada ;)
      Post dr. Dąbrowskiej? Poproszę o podpowiedź.

      Usuń
    2. Kilka tygodni temu pisałam o tym poście na swoim blogu - tytuł: Schudnąć holistycznie – post dr Dąbrowskiej czyli post o poście.

      Usuń
  2. Tia... moja córka na wieść, że tym razem zabieram się za porządne odchudzanie, przewróciła oczyma i rzekła filozoficznie - I tak już od 5 lat.... Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że i mi to grozi, że skończy się na postanowieniu ;)

      Usuń
  3. T., brakuje mi informacji, jaka była prędkość wiatru, opór powietrza itp... to jest równie ważne jak odległość i prędkość rowerzysty. ;) Bli

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

Zaćmienie słońca, wierzenia, zabobony i praktyki.

T O N I      N A P I S A Ł
W związku z dzisiejszym zaćmieniem słońca, przypomniało mi się, że z tym wydarzeniem od dawna zawsze wiązały się różnego rodzaju zabobony, wierzenia.
Najprawdopodobniej tego typu przesądy czy wierzenia pochodzą i dotyczą miejsc na ziemi, gdzie bogiem jest (albo było) słońce.
Chciałbym powiedzieć, że chrześcijan i osób wierzących w prawdziwego Boga to nie dotyczy. Niestety nie było by to prawdą.