Zaskoczył was tytuł? Być może zaskoczę was też tym co o sobie zdradzę😉.
Otóż przekroczyłem dozwoloną granicę swojej wagi!
Do niedawna chwaliłem się tym, że odkąd zmieniłem pracę utrzymuję stałą wagę - wbrew wszystkich przypuszczeniom, że siedząca praca kierowcy to i brzuch urośnie.
No ale wykrakali! Nie wiem jak się to stało😉😀 ale przestałem się mieścić w kolejnych spodniach.
O zgrozo! To już 3cie ulubione!
Nie mam wyboru, balansuję na krawędzi 92 kilogramów, a przy moim wzroście 174 cm, to już dawno zdecydowanie za dużo. Postanowiłem, że codziennie wsiądę na rower by pokonać minimalnie ten dystans, który zarejestrowała aplikacja w telefonie.
Mapy do wglądu:
Endomodo
Tym razem bez Przygody Garmin
Problem w tym, że od zawsze miałem kłopot z dotrzymaniem obietnicy. Sami widzicie jak jest chociażby z moim pisaniem, brak mi systematyczności i tak jest ze wszystkim, no... prawie wszystkim, ale nie będę się usprawiedliwiał tym, że w niektórych dziedzinach życia jak coś postanowię to dociągnę do końca. Tak czy inaczej spróbujcie chociaż trzymać kciuki, abym tym razem troszkę bardziej się postarał. Tych, którzy obserwują moje Endomodo proszę by krzyczeli na mnie, że nie widzą codziennej aktywności. Jedyną wymówką będzie dzień kiedy mam 15h zmianę od 4 do 19 ale i tu teoretycznie mógłbym. Postanowiłem nawet przed 2 zmianą (początek 12:30) ponieważ 6 km odcinek wcale nie tak ciężki do pokonania. Co więcej mam zamiar stawić czoła nawet deszczowej pogodzie.
Dzień pierwszy swojego przedsięwzięcia zacząłem wczoraj, a zaraz po tym jak dopiszę tego posta wyciągam rower. Wybrałem podjazd pod górkę, gdzie zaczynałem 2 wyjazd w tym roku, czyli w kierunku Praszywej. Pierwszy odcinek niespełna 1 km stromego podjazdu.
Sapałem prawie jak lokomotywa i nie zrobiłem przerwy za skrętem do lasu, ale aż za jeszcze ostrzejszym wzniesieniem w lesie. Tu uzupełniłem płyny i pozwoliłem na obniżenie tętna, bo bez kontroli się nie ruszam.
Kiedyś lekarz kardiolog w odpowiedzi na moje pytanie, jakie tętno sobie mogę pozwolić powiedział, że 140. Z uśmiechem powiedziałem, przecież to niemożliwe do spełnienia, ponieważ wyjadę na prostą drogę i raptem po 200 metrach mam już 140. Nie pamiętam już dokładnie co uzgodniliśmy ale skądś wziąłem max 170. Kiedy się pojawia zsiadam z roweru i odpoczywam, chyba że teren pozwoli na to bym jechał z prędkością 1km/h😉. Niestety wysiłek po pokonaniu kilometra nie pozwalał na kontynuację, ale po chwili wiedząc, że teraz to już z górki jechałem dalej. Kolejny kilometr jazdy i w zasadzie bez pedałowania. Nie jestem pewien czy to odpowiednia trasa dla mojego przedsięwzięcia, ale od czegoś trzeba zacząć. Zaraz potem kolejny podjazd ale tylko 200m więc powolutku dałem radę.
W sumie nieźle to sobie wymyśliłem, ponieważ kolejne 1,5 km znowu z górki no i dojazd do drogi Bystrzyca - Nydek. Stąd już asfaltem pozostało jakichś 2,5km znanej drogi, która chociaż wydaje się prosta, to cały czas trzeba pedałować.
1 dzień mam. Wg aplikacji w 37 minut (w tym kilka minut na spotkanego sąsiada). Wierzę, że stopniowo poprawię czas, a to by znaczyło i prędkość wspinania się pod górę, a kto wie, może za kilka dni postanowię odwrócić trasę, ponieważ jak powiedział kolega: dłużej pod górkę.
Noo... zobaczymy jak mi się uda to odchudzanie. Być może posypią się komentarze w stylu diety, więc chciałbym przypomnieć o swoich 26 latach wegetarianizmu. Nie mniej jednak muszę zapracować nad słynną dietą MŻ😉.