Przejdź do głównej zawartości

Risotto z dynią, porem i kukurydzą

T O N I      G O T U J E

Kiedy wpadła w moje ręce dynia szkoda było taki dar zmarnować.
Wpisałem w google: "z dynią" (tak tylko tyle), a moim oczom ukazało się risotto.
Decyzja zapadła prawie w tym samym momencie ponieważ lubię ryż, ponadto nadal unikam makaronów i ziemniaków.
Dla pewności poszukałem kolejnych inspiracji co bym mógł zrobić z dynią ale jednak risotto wygrało.
Od razu na początku informuję, że słodkich dań "nie trawię" więc i taki nie będzie mój eksperyment.

Składniki:


  • 1 por
  • 1 cebula
  • 4-5 ząbków czosnku
  • 2 łyżeczki TelloFix
  • olej
  • 2 kostki bulionu warzywnego
  • 250g ryżu
  • dynia masłowa
  • 200g kukurydzy
  • 1/2 łyżeczki kurkumy



  • Zacząłem od pora. Niektórzy proponują tylko zieloną część, ale ja wykorzystałem całego. Aby sobie ułatwić krojenie przekroiłem na pół, następnie podłużnie na ćwiartki.


    Pokroiłem nie za grubo i wrzuciłem do rondla, w którym z 1 łyżeczką TelloFixu i pół szklanki wody dusiłem pod pokrywką.


    Obrałem 5 ząbków czosnku, pokroiłem na kawałeczki i wrzuciłem do pora, dalej dusząc na małym ogniu tak długo aż zmięknie.


    Zostawiając w spokoju, aczkolwiek doglądając duszący się por, pokroiłem 1 dużą cebulę, którą jak zwykle na odrobinie oleju i z 1 łyżeczką TelloFixu najpierw podusiłem następnie podsmażyłem.
    Czasowo wyrównało się duszeniu pora.


    Odstawiłem patelnię z cebulą na bok i przełożyłem do niej por z czosnkiem aby mieć pusty rondel, który będzie mi jeszcze potrzebny.
    Wstawiłem 1,5 litra wody i wrzuciłem 2 kostki bulionu. Zanim się ugotuje mam czas by zająć się dynią. Okroiłem skórkę, kilkoma podłużnymi cięciami rozkroiłem i wyciąłem środek z pestkami.
    Tak oczyszczoną dynię pokroiłem na 1-1,5 cm kosteczki.


    Pracochłonne, ale znowu zgrało się czasowo z gotującym się wywarem.
    Do tego samego rondla co wcześniej (oszczędziłem na zmywaniu) nasypałem ryżu i nalałem pół kubka (kawowego) wywaru.
    Bardzo was proszę nie róbcie wywaru z kawy, jak to zrobiła moja koleżanka, tylko użyjcie jakiegokolwiek naczynia do podlewania, ewentualnie kubka, takiego jak ja, z którego pije się kawę. Miałem go pod ręką.😉


    Już kilkakrotnie przekonałem się, że gotowanie ryżu przez podlewanie przynosi lepszy efekt niż wymieszanie ugotowanego ryżu z resztą składników. Głównym efektem jest smak.

    Kiedy ryż wchłonął pierwszą porcję płynu dorzuciłem por z czosnkiem i cebulą. Czekam chwilę, często mieszając by nie przypalić, aż ryż wchłonie płyn z pora, którego specjalnie nie dusiłem do sucha i kontynuuję gotowanie ryżu za pomocą podlewania wywarem.


    Podlewam za każdym razem, kiedy ryż wchłonie płyn, a kiedy stanie się szklisty przerywam na moment by całość przełożyć do większego gara (tego 8 litrowego, który już znacie) aby pomieścił całą zawartość i aby ułatwić mieszanie. Aby ułatwić przekładanie robię to krótko po dolaniu wywaru, zanim wsiąknie.
    Do wielkiego gara wrzucam kosteczki dyni, kukurydzę z puszki (bez wody) i wsypuję pół łyżeczki kurkumy. Dolewam kolejne pół kubka wywaru i kontynuuję gotowanie ryżu aż zmięknie.


    Kończę gotowanie zanim wchłonie się ostatnia porcja wywaru. W ten sposób risotto nie będzie suche,
    Początkowo myślałem, że dynię powinienem wrzucić do garnka wcześniej ponieważ nie była zupełnie miękka. Okazało się jednak, że znalazł się inny sposób.
    Ponieważ danie było gorące pozostawiłem pod pokrywką. Ryż ma to do siebie, że stygnie długo więc kiedy wróciłem za godzinę, danie było idealnie nadające się do spożycia a dynia zmiękła.


    Kulinarny los mi sprzyjał, więc i tym razem muszę się pochwalić, że eksperyment wyszedł smacznie.🙂

    Komentarze

    Popularne posty z tego bloga

    6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

    T O N I      N A P I S A Ł
    z cyklu: Ja i mój rower
    Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
    Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
    Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

    Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
    Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

    Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

    T O N I      N A P I S A Ł
    Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
    Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

    Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
    Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
    Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

    Zaćmienie słońca, wierzenia, zabobony i praktyki.

    T O N I      N A P I S A Ł
    W związku z dzisiejszym zaćmieniem słońca, przypomniało mi się, że z tym wydarzeniem od dawna zawsze wiązały się różnego rodzaju zabobony, wierzenia.
    Najprawdopodobniej tego typu przesądy czy wierzenia pochodzą i dotyczą miejsc na ziemi, gdzie bogiem jest (albo było) słońce.
    Chciałbym powiedzieć, że chrześcijan i osób wierzących w prawdziwego Boga to nie dotyczy. Niestety nie było by to prawdą.