Przejdź do głównej zawartości

13/2014 z cyklu: Ja i mój rower. Nydek-Bystřice-Loučka-Filipka

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower

Po deszczowym tygodniu przyszedł upalny weekend.
Czy można mieć więcej szczęścia?
Wiele osób mówi, żebym w upale nie jeździł, bo szkoda by mnie chyba było.😉
więc przeczekałem samo południe i tuż po (14-ta) wyruszyłem w trasę.
Ponieważ trasa organizowana przeze mnie już ma swój termin, postanowiłem sprawdzić, ostatni z niesprawdzonych, odcinek. (Ślad do wglądu ewentualnie do downloadu).
Rozgrzewka jazdą z Nydku do Bystrzycy, skręcając przy Bowlingu do Olzy tym samym omijając centrum Bystrzycy.
Kierując się przez Szkubnię jechałem do Pasiek.
Mam dwie wiadomości dla chętnych wziąć udział w planowanej trasie, dobrą i złą?
Którą chcecie najpierw?
Złą?
OK.
Ta zła wiadomość, to ciągle pod górę.
Dobra: Na końcu "góry" dodatkowy odpoczynek (dopiszę w odpowiednim miejscu) na Kofolę.

Nie było tak źle. Chociaż ciągle pod górkę, dałem radę.
Przejechałem miejsce oznaczone jako Paseky, konečna w kierunku Loučky(Łączki) i patrząc na znak drogowy informujący o 18% podjeździe po chwili zawróciłem.
Nie wierzycie?
Serio. Zawróciłem w celu odpoczynku przed czekającym mnie wysiłkiem, do restauracji o tej samej nazwie co przystanek autobusowy (Paseky, konečna).
Po Kofoli świadom tego co mnie czeka wyruszyłem.

Lata wstecz jechaliśmy na Łączkę samochodem i nawet wtedy Punto miało problem z pełnym obciążeniem, stąd moja znajomość terenu.

Lubię wyzwania i chociaż tak jak dziś wiąże się to z wieloma odpoczynkami, to i tak wysiłek zostaje nagrodzony pięknymi widokami.


W sumie to kolejna dobra wiadomość dla chętnych jechać tą trasą.
Bez obaw możecie jechać za mną🙂, bo jak nie daję rady, po prostu schodzę z roweru i odpoczywam potem w zależności od terenu prowadzę lub jadę dalej.
Jechałem " Ścieżką dydaktyczną" na Łączkę, żółtym szlakiem,


która poza stromym i bez możliwości oddechu na ewentualnych równych odcinkach, dawała radość z zacienionej lasem, drogi.


Prawda, że jak z obrazka?
Słońce dziś nieźle przypiekało, a że droga nie zawsze była zacieniona to sprzyjające chmurki czasami pomagały w ciągłym wysiłku pod górę.


Fajny aparat se kupiłem😃, po tym jak moja Nokia, która powędruje do serwisu, zaczęła mi psuć robione zdjęcia z wycieczek.
Umieściłem go sobie dziś w kieszeni tylnej koszulki, odpowiednio zabezpieczając sznurkiem do plecaka.
Musiałem tylko pamiętać by nie zrzucać go energicznie z pleców, bo aparatowi fundowałbym niekontrolowany lot.
Dzięki temu bez zbędnie długich postojów, które i tak były konieczne ze względu na podjazd, mogłem uwieczniać piękne widoki, a czym wyżej tym ładniej.


Najlepszą nagrodą po trudnym podjeździe był widok na szczycie Loučka (835m).


Poza zaparkowanym motocyklem nie było tu nikogo. Za chwilę się okazało, że przyjechały na nim 2 dziewczyny. Ostatnio coraz częściej spotykam się z tym, że kobiety wsiadają na motor.
Wykorzystałem ich obecność i poprosiłem o zrobienie zdjęcia.


Stąd na Filipkę już tylko kawałeczek i to z górki.
Zjazd kamienisty, ale dla wytrawnego rowerzysty bezproblemowy.
Jak zwykle musiałem uważnie wybierać miejsce gdzie przejechać omijając większe kamienie lub rowy wytworzone przez spływająca wodę.
Na miejscu wypiłem swój ulubiony napój i przeczekałem 10 minutowy deszcz.

Na drogę powrotną wybrałem trasę, którą zwykle wchodzą piesi turyści.
Początkowo leśna, ale szeroka droga tylko z dwoma lekkimi podjazdami, którą jechałem z maksymalną możliwą prędkością. Kilka razy udało mi się spojrzeć na licznik, raz z zadowoleniem zauważyłem 67km/h.

Zawsze lubiłem szybka jazdę, a teraz kiedy mogę wierzyć rowerowi i hamulcom to aż trudno się oprzeć, tym bardziej, że zawsze jest to nagroda za męczarnie pod górki.
Na terenowych drogach prędkość dostosowuję do tego co widzę przed sobą, czyli kamienie, zakręty albo w przypadku tej trasy częste rowy (żelazne rynny) odprowadzające płynąca wodę na bok z drogi.
Normalnie nie była by to przeszkoda, ale tu wyjątkowo są obniżone pod poziom drogi, co mogłoby spowodować, przy źle rozłożonym ciężarze i dużej prędkości niekontrolowany lot przez kierownicę.

Od skrzyżowania pod Polednou zaczyna asfaltowa droga. Tu wiem, że poza zakrętami i ewentualnie napotkanym samochodzem, nie ma żadnych przeszkód.
Będziecie na mnie krzyczeć, jak większość osób, którym o tym mówię, ale nie mogę nie pochwalić się zauważoną prędkością.
79km/h.
Na swoją obronę mam info, że gdybym nie hamował w miejscach słabiej widocznych, to prędkość znacznie by się zwiększyła.
Wiem, wiem, że ryzykuję, ale co by to była za jazda gdybym jechał 40-tką.😉

Dojechałem cały, zdrowy i zadowolony z przebytych kilometrów.

Komentarze

  1. Jedno ze zdjęć poprawione panoramicznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. witam planuje podobny trip, tylko pytanie jak wygląda podjazd przez nawsie na filipke i dalej na loucke ?orientuje się Pan?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Navsi (o ile dobrze pamiętam) drogą asfaltową i utwardzoną na szczyt Filipki, czyli Trójstyk: Navsi-Hradek-Nydek, stąd zjazd do chaty na Filipce. Podjazd z Filipki na Łączkę(Loučka) silnie kamienisty, do pokonania chyba tylko dla wyczynowców. Nigdy nie jechałem z tej strony, ale odwrotny zjazd z ostrożnością do zrobienia, więc być może i jakimś cudem uda się wjechać, ewentualnie pozostaje możliwość wprowadzenia roweru pieszo.
      Gdzieś tu w blogu powinna być opisana trasa z Filipki do Navsi, poszukam i podrzucę.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę udanej wycieczki.

      Usuń
  3. bardziej kamienisty niz podjazd pod czantorie od soszowa? (bardziej podejście)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.