Przejdź do głównej zawartości

Nieodpowiednie prezenty

T O N I      N A P I S A Ł

Z wyborem prezentu od zawsze miałem problem. Teoretycznie żadnym problemem by to nie miało być, ale kieruję się zasadą, że wybieram to co i mnie by się podobało.
Inną zasadą, którą staram się kierować, jest zasłyszana teoria, że kupowanie kosmetyków typu szampony, dezodoranty mogą zostać odebrane jako aluzja do wyglądu, albo że nie pachnie zbyt dobrze.
Prezentów typu skarpetki też unikam, chociażby z tego względu, że najczęściej są kupowane wtedy, kiedy nic innego już do głowy nie przyjdzie.
Istnieje zapewne wiele przesądów, które mówią o tym, jakich prezentów nie powinno się dawać. Ja przesądny nie jestem, ale kupiłem kiedyś daaawno temu pewnej miłej dziewczynie zegarek.
Podobno zegarek jest dlatego nieodpowiednim prezentem, ponieważ odmierza czas do rozstania.
Wiecie co się stało?
Zgubiła go!
Patrząc na kwestię zegarka, będzie podobnym zabobonem jak pożyczanie soli czy nóż, który spadł na podłogę. Dlaczego?
Ponieważ kilka ładnych lat temu kupiłem żonie zegarek i nadal jesteśmy razem.😀

Do napisania tego posta skłoniła mnie reakcja koleżanki na mój prezent dla żony.


Dlaczego but?
Wychodzę z założenia, że kwiaty są oklepane, i chociaż kobiety podobno uwielbiają je dostawać, to moja żona z tym się zgadza. Postanowiłem kupić coś ładnego i praktycznego, a przede wszystkim, aby można owym prezentem cieszyć się dłużej niż do momentu kiedy zwiędnie.

Tylko, że nasza koleżanka widząc go stwierdziła, mówiąc do żony:
- Czy on ci przypadkiem nie daje do zrozumienia, że chce ci kopnąć do dupy?😀

Chyba wszyscy rozumieją to określenie. Chodziło jej o to, czy przypadkiem nie mam zamiaru jej zostawić.
Zastanawiając się nad tym chwilkę, można by znaleźć w tym bucie jakiś sygnał.

Nie, nie! Ja nie wysyłałem żadnych sygnałów.🙂
Ale w myśl starego powiedzenia: Komu w drogę temu buty.
Podejrzewam, że żona też nie ma żadnych wątpliwości, a prezent okazał się trafiony, chociaż wielkim plusem na pewno była ta dodana sowa.
Mam znajomą, która uwielbiała słonie, nie że takie żywe (chociaż kto wie).😀
ale wszystko od wisiorków, porcelanę itp. itd.
Moja żona ma manię sów.
Czy wiecie, że sowa podobnie jak słoń również „przynosi szczęście”?
Chyba każdy z nas ma jakiś taki amulet. Wiecie, które zwierzątko jest tym moim?
Spróbujcie zgadnąć😉 nie powiem.😜

Ale wracając do nieodpowiednich prezentów...
Przy wyborze prezentu trzeba porządnie ruszyć głową (przynajmniej ja muszę). Żonie mogę w zasadzie kupić cokolwiek, bez ryzyka, że będzie obciach. Można by powiedzieć, że jak jest już moja to nie muszę się nadmiernie starać o jej względy.
No dobra, ale co z resztą ludzi, na których mi zależy i zależy mi na tym, abym swym prezentem nie zrujnował np wielu lat "pracy"?
Stąd te dylematy.
Zawsze powtarzam, że chciałbym potrafić czytać w ludzkich myślach.
O! Jakie by wtedy było wszystko proste!
Z drugiej strony po co czytać w myślach, kiedy można zapytać wprost?
Problem w tym, że najczęściej w odpowiedzi słyszę: "Nic".
Pewnie nie dlatego, że nic nie chce, ale albo ta osoba sama nie wie co by chciała, albo lubi być zaskakiwana.
Nie znam się, ale z symboliką prezentów jest podobnie jak z kwiatami i kolorami.
Niektórzy wręcz żyją tym, aby wysyłali te odpowiednie sygnały, a ja akurat pamiętam, że czerwony kwiat, najlepiej róża zazwyczaj oznacza miłość, a biały kolor oznacza niewinność. Więcej nie pamiętam, bo nie chcę, ponieważ w zasadzie nie kieruję się tymi zasadami.
Są oczywiście wyjątki.😉

Również daaawno temu miałem koleżankę (jeśli to przypadkiem przeczytasz serdecznie cię pozdrawiam🙂), która uwielbiała piwonie. Pech chciał, że urodziny miała ciut po tym jak piwonie przekwitały i nie nadawały się do wręczania.
Pamiętam, kiedy zaprosiła mnie na swoje urodziny ileż to ja się musiałem nachodzić abym je zdobył!

Jakie są wasze doświadczenia z nieodpowiednimi prezentami?
Jakimi zasadami się kierujecie przy wyborze prezentu?
Kierujecie się w ogóle?
Co więcej: Kupujecie w ogóle prezenty?

Gdzieś wspomniałem, że szukam możliwości aby wrócić do pisania, chociaż sporo czasu zabiera mi "siedzenie" w pracy.
No i znalazłem sposób. Kupiłem sobie taki mały zgrabny 14'' notesik (czytaj: notebook) o nazwie VisionBook.🙂
To potwierdza jedno z moich podejść do prezentu:
Najlepiej zrób sobie prezent sam/sama.
To najlepszy sposób aby uniknąć rozczarowania, chyba, że jak wspomniałem wcześniej powiecie komuś wprost, co chcecie dostać.

Wiecie... jednym z takich nieodpowiednich prezentów dla mnie jest bomboniera.
Pomijając fakt, że tego typu prezent jest "powszechnie uznawany" za tani prezent bez próby zaangażowania się w zrobienie przyjemności obdarowanemu, to ja po prostu słodkości nie jadam.
Maksymalnie zjem coś słodkiego do kawy, którą uwielbiam...
...a widzicie, tym sposobem odkryłem o sobie fakt, jaki prezent mógłby mi ktoś kupić.😀

Ogólnie rzecz biorąc, jestem bardzo skromnym człowiekiem.😜
Nie potrzebuję wielkich prezentów, a w tej chwili przyszło mi do głowy, że takim idealnym prezentem dla mnie byłby wasz komentarz.
Spróbujcie więc odpowiedzieć na wyżej zadane pytania, albo po prostu zostawcie po sobie ślad.

Komentarze

  1. Ja z kolei nie kupuję tego co mnie się podoba, ale co się podoba osobie, której to coś daję :) Tutaj zapominam o sobie, usuwam się w cień i jestem w stanie dać komuś nawet fioletowe zasłony (nie znoszę ani fioletu ani zasłon) jeśli wiem, ze ten ktoś tego pragnie.
    Mam wyjątkowy zmysł do wybierania prezentów; obserwuję ludzi i zwykle po kilku minutach nie mam problemu z ewentualnym prezentem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara, ja tego zmysłu nie posiadam.
      W kwestii tego, że kupuję coś co mi samemu by się podobało nie zrozumieliśmy się:
      Chodzi o to, że nie kupuję byle czego. Oczywiście jeśli wiem, że komuś podobają się "fioletowe zasłony" kupię je. :)
      Dziękuję bardzo za komentarz :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.