Przejdź do głównej zawartości

Polaków cudzojęzyczne rozmowy, czyli wpadka

T O N I      N A P I S A Ł

Kolejny post z tych rozpisanych jakiś czas temu.
Już dawno natknąłem się na pewien świetny wpis, który być może wiele z was zna, jeśli nie, to miłej zabawy.🙂
Oryginalny tytuł poniższego "słownika" to: "Angielskie Polaków rozmowy, które na trzeźwo nie przyszły by do głowy" ale ze względu, że mój blog znacie z tego, że często odnoszę się do języka, którym operuję na co dzień, tytuł jest jaki jest, chociażby dlatego, że poniżej dotyczy to i mnie.🙂
Można u mnie znaleźć też coś w moim rodzonym, śląskim języku, ale tym razem dotyczy to języka angielskiego.

I am from Beeftown - Jestem z Wołomina
Glasgow - Szkoło poszło
Don't turn my guitar - Nie zawracaj mi gitary
I animal to You - Zwierzę Ci się
I tower to You - Wierze Ci
Tkanks from the mountain - Z góry dziekuję
Paintings coin - Obrazy Moneta
I feel train to You - Czuje do ciebie pociąg
Without small garden - bez ogródek
I see in boat - Widzew Łódź
Coffee on tke table - Kawa na ławę
Don't boat Yourself - Nie łudź się
Garden School Band - Zespół Szkół Ogrodniczych
Kiosk of movement - Kiosk Ruchu
White without - Biały bez
Let's go horses on the beton - Poszły konie po betonie

Przepisując to (nie kopiowałem) uśmiałem się.😀
Znacie jeszcze jakieś zwroty? Albo może sami powiedzieliście coś takiego, że po czasie kiedy sobie uświadomiliście jaka to była bzdura, chcieliście się zapaść ze wstydu pod ziemię? Mi się to stało.

W październiku minęło 9 lat od powrotu z Irlandii. Po latach nie pamiętam szczegółów, ale doskonale pamiętam, że z radzeniem sobie z porozumiewaniem bywało różnie, może nie do tego stopnia jak w powyższych tłumaczeniach, ale przecież człowiek uczy się na błędach.
Z drugiej strony jak wyjaśnić "Anglikowi" zwrot typowo polski?😉

Początki chyba zawsze bywają ciężkie i to niezależnie od tego, jakiego języka zaczynamy używać, no chyba, że ktoś ewidentnie ma talent. Talent można też mieć do tego by powiedzieć słowa lub zdanie, którego się w ogóle nie chciało. Jak być może sami wiecie to nawet nie zależy od nieznajomości słów, ale od tego, że z jakiegoś powodu po prostu poplącze się język.

Gdzieś już chyba pisałem o swoich początkach w języku czeskim, nie znalazłem, ale doskonale pamiętam, że prosiłem was o pomoc w szukaniu.😉
Chodzi o to, że chciałem zaszpanować przed swoją obecną żoną przed laty, bodajże na drugiej randce, kiedy znowu, po 2 tygodniach od tej pierwszej, przyjechałem do Czech.
Całe 2 tygodnie wkuwałem czeski!
Dzięki dobrym czeskim falom (radiowym) odbierałem doskonale stacje zza granicy, więc wsłuchiwałem się w słowa prezenterów, piosenek. Być może już wtedy poszukiwałem słownika. Pamiętam, że ciężko go było zdobyć. Pierwsze co zdobyłem do rozmówki czesko-polskie.
No i przyjechałem na te randkę. Nie wiem jak długo wałkowałem zdanie: Jsi krásná dívka.
Serio była (jest😉) krasna, czyli piękna... i być może pod wpływem stresu rozmowy oko w oko wypowiedziałem:
- Jsi krasna dzivka.
Oczywiście od razu wiedziałem, że to co wyszło z moich ust to był totalny klops.
Dziewczyna w śmiech, ja poszukiwałem wzrokiem miejsca, gdzie mógłbym się zapaść pod ziemię.
Szczęście, że ma sporą rodzinkę w Polsce (jakby nie było to tuż za kopcem) skąd była od lat przyzwyczajona do takich wpadek językowych. Oczywiście pozwoliła mi trochę pomęczyć się z wyrzutami sumienia, mówiąc:
- No! Ładne masz o mnie zdanie.
Tak na serio to doceniła moje wysiłki, ponieważ doskonale wiedziała, co miałem na myśli.

Kilkakrotnie już ostrzegałem was w swoich postach przed podobnymi czy innymi wpadkami, ale jeśli jeszcze nie czytaliście, to koniecznie zerknijcie do treści otagowanej etykietami: język, czeski, słownik.

Mam nadzieję, że tym razem się trochę wysilicie😝 i odpowiecie konkretnie na mój post, czyli opowiecie mi o swoich wpadkach z językami.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.