czwartek, 5 marca 2015

C6H5-NH-C2H5


C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.

Jak donosi internet, to pewien austriacki fizjolog odkrył ten wzór nazywając go: fenyloetyloamina.
Nie wiele w sieci znalazłem na ten temat, bo wszystkie wzmianki mają ten sam charakter i to samo brzmienie i w zasadzie trudno tu podać jakiekolwiek źródło informacji.

Z nich wynika, że tę substancję wytwarza podwzgórze, nie wiem czy mowa o mózgu czy o czym, ale dzieje się to podczas zakochania kiedy to owe podwzgórze wysyła tę substancję do gruczołów dokrewnych i innych narządów.
Brzmi strasznie naukowo, zaraz mi się od tego zakręci w głowie i chyba nie będzie temu winna fenyloetyloamina, która wywołuje reakcje w organizmie, które doprowadzają do stanu emocjonalnego odurzenia.
Mógłbym dalej próbować cytować te wszystkie naukowe stwierdzenia, ale tak naprawdę nie ma takiej potrzeby.
Nie wierzę żeby znalazła się jakaś osoba, która nigdy w życiu nie była zakochana.
Czy to chemia czy hormony? Nie wiem, ale bijące szybciej serce, brak apetytu, "motyle" w brzuchu chyba znają wszyscy.
A może to i chemia i hormony? Nie znam się na tych wszystkich: noradrenalinach, serotoninach, dopaminach, endorfinach...
Wszystko to skojarzyło mi się z narkotykami (nigdy nie używałem) więc też nic dziwnego, że jednym z komentarzy pod postem koleżanki był wymieniony jakiś: dwuetylamid kwasu lizergowego.

Masakra, co nie?
Jak już mówiłem, do chemii było mi zawsze daleko, jak ja skończyłem szkołę? Tego też nie wiem.
Dobrze, że nastała era wujka Googla i ciotki Wiki.
Sprawdziłem tę potworną nazwę i okazało się, że ma bardzo podobny wzór do tu opisywanego i nie jest niczym innym niż substancją psychodeliczną.

A nie mówiłem że te wszystkie wymienione wyżej dziwne nazwy to narkotyki?
Nie wiem, nigdy nie testowałem, ani nie mam zamiaru porównywać, ale takie odurzenie miłością jest chyba bardzo podobne, też ludzie nie panują nad swoimi emocjami, a jedno jest pewne: od miłości też można się uzależnić!
Więc jak to mówią: ostrożnie z ogniem!
...aby się nie sparzyć.

Sami powiedzcie, czy nie było by w życiu prościej i łatwiej, gdyby potencjalnych partnerów podstawić do wzoru i sprawdzić jaką (i czy) wywoła reakcję łańcuchową.
Nie potrzeba być fizjologiem czy chemikiem by próbować znajdować jakieś rozwiązania by rozwiać wątpliwości.
Pamiętam doskonale jak w dzieciństwie, albo ciut później kiedy zaczęły ruszać z nami te hormony jak "niszczyliśmy" okoliczne łąki zrywając raz po raz kwiatki i po kolei wyrywając płatki liczyliśmy:
"kocha - lubi - szanuje - nie chce - nie dba - żartuje"
Pamiętam też jak zamienialiśmy litery imion ewentualnej pary, cyframi, próbując wyliczyć czy pasują do siebie czy nie.
Pewnie było jeszcze kilka innych "sprawdzonych" sposobów, ale nie pamiętam.
Podpowiedzcie mi je pod spodem w komentarzach.

Napiszcie mi też ile z tych sposobów wam się sprawdziło?
Czym kierowaliście się przy wyborze partnera-partnerki?
Była to chemia, hormony, a może fizyka? Wiecie przyciąganie "ziemskie" i te sprawy.

Już dawno po Walentynkach, ale dedykuję ten post Miłości.


Normalnie wykorzystuję tylko swoje zdjęcia, ale tym razem skorzystałem z netu, z uwzględnieniem adresu.
Fachowe terminy zaczerpnąłem z: www.alternatywnamedycyna.pl/artykul.php?a_id=109

1 komentarz:

  1. To jest tak ..jak byłeś dzieckiem czekałeś na św.Mikołaja i było fajnie dopóki się nie zorientowałeś,że nie istnieje ale ta ekscytacja i podniecenie zostało zakodowane w głowie i chce się wierzyć i czekać ,tak samo z miłością chcesz w nią wierzyć i tyle ,cała reszta to chemia właśnie :)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.