poniedziałek, 19 stycznia 2015

O Czantorii historycznie, naukowo i w kolejnych legendach.


Kontynuacja posta: "Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy".
Usiadłem po raz kolejny i po wielu godzinach wyszukiwania wybrałem najbardziej interesujące informacje, które poza historycznymi zawierają kolejne mniej lub więcej wiarygodne wydarzenia.

O terenie i podłożu
Masyw Wielkiej (995 m) i Małej Czantorii (866 m) jest najbardziej wysuniętym na północ, a zarazem najwyższym, fragmentem Beskidu Śląskiego.
Główny grzbiet tego masywu tworzy wielki łuk, wygięty na północny zachód, ograniczony na południu Przełęczą Beskidek (684 m), na północnym zachodzie siodłem pomiędzy Małą Czantorią a Tułem (621 m).
Zarówno zachodnie, jak i wschodnie stoki masywu mają urozmaiconą rzeźbę, wymodelowaną przez liczne potoki.
Po zachodniej stronie znajduje się lej źródłowy dopływów Głuchowej (Hluchové), zbierających się w Nydku.

Wschodnie stoki przecięte są krótkimi, ale bardzo głęboko osadzonymi dolinami, ułożonymi ukośnie w kierunku północno - wschodnim.
Są to doliny: Jawornika z jego dopływami, Gahury, Suchego Potoku, największej - Poniwca, w górnej partii rozgałęziającej się, wszystkie z wylotem do doliny Wisły.

Od głównego grzbietu, będącego wododziałem pomiędzy zlewiskiem rzeki Wisły i Odry odgałęziają cztery odnogi: Krzywego (646 m) z niewielkiej platformy Krzysztówki, najbardziej masywna odnoga z polaną Stokłosicą, następnie Baranowej (630 m), Gronika (720 m), wreszcie Małej Czantorii.

Od tej ostatniej, rozwija się w kierunku zachodnim odnoga Ostrego (709 m), rozdzielona od głównego grzbietu opadającego w stronę Tułu doliną Lesznianki, dopływu Olzy.
Od strony północnej Mała Czantoria prezentuje się jako wyniosły garb, poprzedzony plejadą 300 m niższych szczytów, łączących się w kilka krótkich odnóg, a rozdzielonych dolinami dopływów Bładnicy.
Najwyższą kulminacją górotworu jest Wielka Czantoria (995 m), oraz oddzielona szerokim siodłem dwuwierzchołkowa Mała Czantoria.
Masyw Czantorii zbudowany jest z kilku nasuniętych na siebie z południa warstw, podnoszących się w kierunku północno - wschodnim.
Południowe stoki mają nieco mniejsze pochylenie, północne tworzą spadziste progi.

Podłoże masywu Czantorii.
Chociaż dla mnie temat mało zrozumiany, mimo wszystko daje jakieś wyobrażenie o okolicy.

Szczytową, synklinalną pokrywę Wielkiej Czantorii tworzą środkowe warstwy godulskie. Ich podstawowym składnikiem jest piaskowiec godulski, glaukonitowy, o zabarwieniu zielonkawym, przewarstwiony ilastym łupkiem zielonym.
Piaskowiec tej odmiany cechuje znaczna porowatość i nasiąkliwość i nieco mniejsza wytrzymałość na ściskanie (ok.70 MPa). Dzięki występowaniu w grubych ławicach oraz łatwej obrabialności, chętnie jest wykorzystywany przez kamieniarzy na kamień ciosowy, okładziny, a nawet rzeźby.
Na tej wysokości nie jest jednak eksploatowany.

Duża nasiąkliwość piaskowca tłumaczy występowanie bardzo wielu źródeł, znajdujących się w podszczytowych warstwach, a dających początek dość bogatej sieci potoków.
W osi doliny Poniwca i siodła oddzielającego szczyty Małej i Wielkiej Czantorii odsłania się dolny poziom warstw godulskich, wypiętrzających Małą Czantorię.

Głównym tworzywem tego piętra jest także gruboławicowy piaskowiec godulski, jasnoszary, przeważnie krzemienisty, średnio lub gruboziarnisty, przegradzany najczęściej czarnymi łupkami ilastymi i licznymi wtrąceniami grubych zlepieńców.
Wśród własności tej odmiany piaskowca wymienimy dobrą wytrzymałość na ściskanie (ok. 96 MPa), małą ścieralność, małą porowatość i nasiąkliwość.

Wydobycie.
Przez szereg lat piaskowiec był pozyskiwany w kamieniołomie w Ustroniu Poniwcu, a także w Wiśle Obłaźcu, jako podstawowy surowiec dla drogownictwa.
Podstawę garbu Małej Czantorii tworzą warstwy Igockie i łuska łupków wierzowskich, Pod tymi warstwami zalegają górne łupki cieszyńskie z licznymi wtrąceniami syderytów ilastych, występujących w formie buł lub cienkich ławic. Syderyty występują także w warstwach wierzowskich.
Ruda, zawierająca nie więcej niż 20% żelaza, była wydobywana dla potrzeb huty w Ustroniu do końca XIX w.

Fakty na podstawie zachowanych dokumentów.
Już na początku XIVw. u stóp Czantorii rozwijały się wioski: Ustroń, Cisownica, Leszna oraz Wędrynia, Półtora wieku później w dolinie Głuchowej pojawiła się wioska Bystrzyca i Nydek, a dopiero na początku XVII w. Górny Ustroń (dzisiejsze centrum) i Polana.
W 1615 r. właścicielem Górnego Ustronia był Marcin Kloch. Otrzymał on od księcia cieszyńskiego Adama Wacława zezwolenie na oznaczanie granic swoich posiadłości kopcami oraz przywilej wypasu bydła w lasach na Wielkiej Czantorii.
Ta ostatnia wiadomość jest zgoła zaskakująca nie tylko dlatego, że pierwszy raz wymienia górę z nazwy, ale w dodatku rozróżnia jej dwa odrębne szczyty.

Przywilej księcia z 1615 r. sugeruje zatem, iż wówczas także od strony doliny Wisły musiały być wydeptane jakieś ścieżki, prowadzące z upływem lat coraz wyżej, aż na szczyt.
Bezpośrednio po wojnie 30 -letniej, ewangelicy zostali pozbawieni kościołów.
Gromadzili się oni przeto przez ponad pół wieku w leśnych świątyniach, ukrytych wgłębi górskich dolin. Jednym z takich miejsc był tzw. Zakamień pod Czantorią (dziś Nydek, ČR).
W 400 -lecie urodzin ks. Jerzego Trzanowskiego (1592 - 1637), wielkiego pieśniarza ewangelickiego rodem z Cieszyna, na Zakamieniu odsłonięta została tablica pamiątkowa.

Innym miejscem odprawiania nabożeństw było tzw. Spowiedzisko pod Małą Czamtorią.
Inny dokument z 1722 r. wymienia Mathesa Tiesslara.
Mateusz Cieślar, mieszkaniec Bystrzycy, miał na Czantorii sałasz. Istnienie zagrody owczarskiej udokumentował także na swojej mapie Jonasz Nigeriniusz.

W drugiej połowie XVIII w. pojawili się w Beskidzie Śląskim poszukiwacze kruszców Fuggera.
U podnóża Małej Czantorii, w Ustroniu, Cisownicy, Lesznej, Nydku i Wędryni odkryto warstwy syderytów o miąższości od 3 - 16 cm i zawartości żelaza od 16-20 %.
Dzięki temu odkryciu podjęto decyzję budowy huty żelaza w Ustroniu.
W 1772 r. nastąpił pierwszy próbny wytop surówki.

Najwyższe wydobycie rzędu 8000 ton rudy odnotowano w latach 1850 - 1870.
Eksploatację beskidzkich syderytów zaprzestano w 1895 r. Zabudowania przemysłowe huty z biegiem lat rozciągnęły się od Hermanie po Polanę. Z dziesiątków sztolni wydobywano rudę, stoki Czantorii ogołocono z wiekowej buczyny, w dolinie Wisły kurzył wielki piec i mielerze, przerabiające drewno na węgiel drzewny.

Podbeskidzcy górale i chłopi przekształcili się w hawierzy, wozaków, szmelcerzy i najzręczniejszych hamerników. Inni jeszcze pracowali przy ścince drzewa i jego spławianiu specjalnymi kanałami do Ustronia.
Przy okazji odkryto, że szlaka wielkopiecowa wrzucona do wody nie tylko ją ogrzewa, ale nadaje jej właściwości łagodzenia bólów reumatycznych. Po zbadaniu sprawy, arcyksiążę Albert sasko - cieszyński nakazał w 1804 r. wybudować w Ustroniu łaźnię z kąpielami „gierzynowymi".
Zażywała ich coraz liczniejsza grupa kuracjuszy, ściągająca do „gorących wód", aż do wygaszenia wielkiego pieca w 1897 r. Oczekującym na swoją kolejkę do łaźni innym kuracjuszom serwowano także mulkę - serwatkę owczą, codziennie dostarczaną z sałaszów na Czantorii.

Mimo, iż w 1853 r. górale utracili prawa wypasu na górskich łąkach, pasterstwo na Czantorii utrzymało się  jeszcze do końca XIX w.
Pod koniec 1888 r. przyjechał do Ustronia pierwszy pociąg. Ale był to już czas, gdy rozwój huty w Ustroniu był przesądzony, gdyż od 1838 r. rozbudowywano nową hutę na zachodnim przedpolu Czantorii w dolinie Olzy, w Trzyńcu.
Ta największa huta żelaza w Beskidach z biegiem lat stała się źródłem ekologicznego zagrożenia odnawianych lasów nie tylko na Czantorii.

Kto pierwszy na szczycie.
Kto wspiął się na Czantorię pierwszy, jako turysta - tego chyba nie wie nikt.
Ja stanąłem na szczycie bodajże w 1987 roku.

Najstarsze informacje pochodzą z końca XVIII w.
Leopold Szersznik (1747 - 1814), nauczyciel gimnazjum katolickiego w Cieszynie był organizatorem wycieczek dla młodzieży szlacheckiej m.in. na Czantorię.

Karol Kotschy (1780 - 1856) z Ustronia, propagator sadownictwa, parający się także ziołolecznictwem. Zapewne i on odbył kilka wycieczek botanicznych z podopieczną dziatwą z ustrońskiej szkoły.
O wycieczkach na Czantorię wspominają w swoich pamiętnikach zasłużony pedagog i poeta Jan Kubisz (1848 - 1929) oraz jeden z przednich polskich chirurgów, prof. dr Kornel Michejda (1887 -1960).

W 1903 r. dr Jan Michejda (1853 -1927), stryj Kornela Michejdy, wówczas już znany działacz narodowy i poseł na sejm i do parlamentu wiedeńskiego - wykupił  na Czantorii parcelę, którą przeznaczył na budowę polskiego schroniska.
Zamiar budowy udaremniła niemiecka organizacja Beskidenverein, która już w następnym roku nieopodal szczytu wy budowała swoje kolejne, siódme w Beskidach schronisko, noszące dumne imię arcyksiężniczki Izabeli.
Uroczystość otwarcia schroniska miała miejsce w 1904 r.
Po wybudowaniu schroniska nie udzielano w nim gościny turystom mówiącym po polsku.

W 1920 r. w Paryżu, na konferencji Rady Ambasadorów niespodziewanie zapadła decyzja o podziale Śląska Cieszyńskiego. Granicę wytyczone wzdłuż grzbietu górskiego od Kiczory do siodła pod Wielką Czantorią. Schronisko znalazło się po czeskiej stronie, parę metrów od granicy.

Partyzanci spod Czantorii.
Oddział partyzancki „Czantoria” powstał wiosną 1941 r. pod dowództwem Karola Schreibera - „Jastrzębia".
W 1942 r. został włączony do Armii Krajowej jako pluton „Ustroń” i podlegał Inspektoratowi Rybnickiemu.
W połowie 1943 r. liczył 23 żołnierzy pod dowództwem Klemensa Starzyka pseudonim „Szpak”. Działał głównie na terenie pasma Stożka i Czantorii oraz okolicznych miejscowości: Ustronia, Cisownicy, Trzyńca, Wędryni i Nydku, rozbrajając niemieckich żołnierzy i policjantów, likwidując konfidentów i szerząc popłoch wśród niemieckich osadników, członków NSDAP.

Partyzanci osaczyli na stokach Wielkiej Czantorii znanego z brutalności komendanta policji w Ustroniu, sprawili mu lanie i zagrozili, że jeżeli nie ustaną szykany Polaków, zostanie zlikwidowany.
Wprawdzie komendant spotulniał, ale doznana zniewaga przyśpieszyła rozpoczęcie akcji odwetowych, skierowanych wprost na członków podziemia.
W tym celu posterunek policji został wzmocniony, wzmożono także inwigilację i rozpoczęto aresztowania osób podejrzanych o sprzyjanie partyzantom.
Tymczasem jednak niedaleko schroniska udało się pochwycić szpiega z listą przyszłych ofiar.

15 lipca 1943 r. przeprowadzona przez okupanta obława, nie przyniosła efektu.
Następna, poprzedzona szeroką propagandą i przyrzeczeniem nagrody 20.000 marek za głowę partyzanta, akcja ograniczająca się do samej Czantorii, także zawiodła.
Partyzanci na czas ostrzeżeni, zdołali się ukryć w okolicznych wioskach. Po czasie partyzanci wrócili do swojego bunkra pod Małą Czantorią nie wiedząc, że jego lokalizacja została zdradzona.

30 listopada 1943 r. hitlerowcy osaczyli 10 partyzantów z oddziału.
Czterem partyzantom udało się przebić przez pierścień obławy. Pozostali, wraz z dowódcą oddziału, komendantem Szpakiem, zginęli po krótkiej walce. Ich ciała pochowano później na cmentarzu ewangelickim w Nydku.

Na miejscu bunkra, już po wyzwoleniu wystawiono skromny pomnik. Ocalałych członków grupy usiłował na nowo zorganizować oddział Batalionów Chłopskich Karol Faruga.
Wzmocniona czujność niemieckich organów ścigania, liczne posterunki w terenie, wzmożone akcje represyjne w ramach stosowania zasady zbiorowej odpowiedzialności, a zwłaszcza uwięzienie aż trzech ofiarnych łączników, zmusiło Farugę do czasowego zawieszenia działalności i stopniowej rekonstrukcji oddziału Czantoria, który do chwili wyzwolenia współdziałał z grupami partyzanckimi na Zaolziu.

Schronisko po wojnie.
W 1945 r. schronisko ponownie znalazło się w Czechosłowacji. Przez wiele lat schronisko stało na granicy opustoszałe, a wygodna ścieżka turystyczna została zamieniona na otoczony drutem kolczastym pas ziemi, uzbrojonej petardami. Odsunięty od granicy szlak, o ile był otwarty, przypominał terenowy tor przeszkód.
W 1948 r. zostało upaństwowione, a następnie przekazane przedsiębiorstwu "Beskidzkie Hotele i Restauracje" z Frydlantu nad Ostrawicą, które do 1953 r. przeprowadziło w nim generalny remont.

Do lat 50. XX w. obok schroniska stał w niewielkim ogrodzeniu drewniany krzyż. Upamiętniał on śmierć 12-letniego pasterza nazwiskiem Słowiok, który zamarzł na Czantorii w kwietniową noc 1913 r., poszukując w zadymce śnieżnej zaginionej owcy.

W 1967 r. wybudowano z Ustronia Polany na Polanę Stokłosicę wyciąg krzesełkowy na trasie o długości 1,64 km i różnicy wzniesień 462 m.
Także w latach sześćdziesiątych odremontowane zostało czeskie schronisko, od 1994 r. dostępne również dla polskich turystów.

Rozbudowane w I połowie lat 70. XX w., posiadało 54 miejsca noclegowe z pełną działalnością gastronomiczną. W latach 90. zostało sprywatyzowane. Ze względu na przepisy sanitarne wyłączono działalność noclegową.

Roślinność.
Całe grzbietowisko obu Czantorii zajmują polany, natomiast stoki obsadzone są świerczyną. Tylko na Baranowej zachowała się bardziej zwarta buczyna karpacka.
Polanę na stoku Małej Czantorii urozmaicały poletka tysiącznika, odcinające się na tle zieleni kwitnącym w okresie lata różowym kwiatem.
Wpływ ludowej nazwy "czantoryjka" na pochodzenie nazwy góry opisałem w w/w poście.

Zainteresowanie nazwą.
Nie jestem pierwszą i zapewne nie ostatnią osobą, która próbuje znaleźć wyjaśnienie, ale Czantoria ma bogatą, jak żaden inny szczyt beskidzki, pełną tajemnic legendarną przeszłość.

Aleksander Brückner (1856 - 1939) w swoim słowniku objaśnia, iż właściwą jest nazwa Czartoryja, góra zryta nie przez czarty, ale krety. Znakomity etymolog nie wiedział zapewne, iż na zachodnim zboczu Małej Czantorii, na najwyższym piętrze doliny Lesznianki znajduje się sporej wielkości płat skalnego gruzowiska, niczym pole zryte może jednak przez czarty!?
Ale „czart" - wg. Brucknera oznacza także dziewięćsił, a te jeszcze dziś można spotkać na polanach Czantorii.
Roślinka ta, mająca „dziewięć sił", przez pasterzy była używana do okadzania bydła, gdyż odpędzała złe siły. Pilnie też obserwowali pasterze zachowanie się dziewięćsiłów, wróżąc pogodę.

Bogumił Hoff (1829 - 1894) opowiada o  Beskidzie, Boranie i ich córkach oraz o Czantorze
i o falach Wisły, które po dziś dzień spływają do dalekiego Bałtyku.

Władysław Orkan (1876 - 1930) rozpoczął swoją pasterską epopeję na Czantorii. Niestety nie zdołał dokończyć nawet pierwszego tomu zamierzonego dzieła, noszącego tytuł „Czantoria".

Legenda o Wiśle i Czantorii.
W dawnych czasach żył potężny król Beskid.
Jego żona, Borana, była władczynią lasów.
Niestety, Beskid zmarł, a wdowa zamieszkała na najwyższej górze i wychowywała samotnie trójkę dzieci.
Jej córki, Czarnocha i Białka opiekowały się wodami, a syn Lan zajmował się łąkami i polami.
Kiedy Borana była już stara, przedstawiła dzieciom swoją ostatnią wolę.
Córkom poleciła, aby rozprowadziły wody po całym świecie, a synowi kazała założyć pola uprawne i użyźnić glebę.
Po śmierci matki posłusznie wypełniły jej wolę.
Czarnocha ze łzami w oczach schodziła po południowym stoku góry, a Białka zbiegała północną stroną.
Jednak siostry bardzo się kochały i nie mogły bez siebie żyć. Spotkały się w dolinie i postanowiły dalej iść razem.
W tym momencie na drodze stanął im Czantor z braćmi. Poprosił, aby zostały w dolinie, a oni będą je bronić.
Siostry osiedliły się tam na dłużej, a stoki gór pokryły się świeżą roślinnością.
Pewnego dnia matka – ziemia kazała rozstąpić się górom (Czantorowi i braciom) i wypuścić siostry.
Jednak one obawiały się, czy w świecie będą bezpieczne. Postanowiły więc posłać falę na próbę.
Siostry uplotły wianki i pożegnały pierwszą falę, nadając jej imię Wyszła, czyli Wisła.
Popłynęła odważnie w stronę Krakowa, potem Sandomierza, Warszawy i dalej aż do morza.
Siostry do dziś wysyłają kolejne fale, a raz w roku dziewczyny puszczają na fale Wisły wianki ze świeżych kwiatów.
Czarnochę nazwano Czarną Wisłą, Białkę – Białą, a rodzinną górę – Baranią. Siedziba Czantora to Czantoria.
Wszyscy, którzy zamieszkali pośród gór, przybrali miano górali.
W dolinach Lan nauczył ludzi uprawy pola, a oni od jego imienia nazwali się Lanami lub Polanami.

Jeszcze raz, obszerniej o kowalu i rycerzach.
W Nydku, u podnóża Czantorii mieszkał kowal.
Kuźnię i rzemiosło odziedziczył po swoim ojcu. Ciężko pracował od rana do nocy. Miał dużą rodzinę i nie było w tym nic dziwnego, że to nie wystarczyło, aby się wyżywić, i że często mieli głód i biedę.

Koło kuźni przebiegała trasa handlowa z Cieszyna do Węgier. Dlatego przez większość roku kowal miał wystarczająco dużo pracy. Temu podkuwał konie, temu naprawił koło wozu, cały dzień kowal trudził się ale na utrzymanie jego rodziny to nie starczyło.
Jednego roku była bardzo ciężka zima. Droga była nieprzejezdna, a kupcy czekali na wiosnę.
Wtedy to było dla kuźni naprawdę złe. Nie było pracy, nie było pieniędzy, nie było chleba, nie było nic do jedzenia. Głód głuszyli bobem, chleba nie widzieli dawno temu.
Ale kiedy skończył się bób, kowala z kowalową z obawy byli zdesperowani. Smutnymi oczami spojrzał na wychudzone małe ciała swoich dzieci.

Po zmierzchu do domu kowala ktoś zapukał i zawołał: -"Otwórz kowalu, przynoszę ci pracę."
Kowal pobiegł otworzyć, a w zdumieniu zapomniał zamknąć usta.
Przed nim na białym koniu siedział rycerz w złotej zbroi. Uprzejmie uśmiechnął się do kowala i zapytał: -"Potrzebujesz dużo pracy, prawda? Oto ona." 
Do tygodnia ukuj tyle podków, ile koń uniesie na grzbiecie. Oto twoje pieniądze na żelazo ", powiedział rycerz i odjechał.
Oszołomionemu kowalowi trwało nim ochłonął. Wpatrywał się ciągle w trzy złote, które dał mu rycerz. Potem pobiegł do swojej żony i dzieci z radosną wiadomością, że znowu będą mieć dostatek pachnącego chleba.
Następnego dnia, wcześnie rano, udał się do Cieszyna kupić żelazo. Kupcy dziwili się, po co kowal potrzebuje tyle żelaza w zimie, ale kowal milczał.
W domu od razu wziął się do pracy, praca mu szła, że aż miło było patrzeć. Kuł podkowy, wybijał w nich otwory na gwoździe, nucąc przy tym swoją ulubioną "ovjynzok".
W jego oczach było widać radość, że ma pracy na cały tydzień. Pot to się z niego lał, ręce mdlały, ale nie poddawał się.
Tak za tydzień wieczorem, miał pracę wykonaną. W kuźni na ziemi leżała kupka gotowych podków i nie trwało długo kiedy kowal usłyszał, że ktoś się zbliża do kuźni. Domyślił się, kto więc szybko otworzył kuźnię. To był ten rycerz, od razu zwrócił się do kowala, czy gotów.
Po twierdzącej odpowiedzi, rycerz nakazał kowalowi by umieścił podkowy w workach i załadował je na konia. Po chwili można było zobaczyć jak wyruszyli od kuźni. Pierwszy jechał Rycerz na koniu, za nim koń załadowany workami, a na końcu szedł kowal.
To była długa droga, ale w końcu wyszli z lasu i stanęli przed dużą skałą. Rycerz mieczem uderzył w skałę a w tym momencie w skale wytworzyła się szczelina tak szeroka, że mogli ciasno przejść.

Powoli szli wąskim korytarzem, aż znaleźli się w przestronnej sali. Na ścianach wisiały złote i srebrne zbroje a wzdłuż jednej całej ściany stały kamienne koryta. Przy nich stały obok siebie piękne konie. Wzdłuż drugiej ściany stały mocne dębowe stoły i szerokie ławki. Na nich siedzieli rycerze z głowami opartymi w rękach, spokojnie spali.
Kowal się cicho zdziwił: -"Takie czary w naszej górze."
Nie raz słyszał dziadka jak opowiadał, że raz na sto lat, jeden z rycerzy się obudzi. A kiedy się dowie, że to jeszcze nie jest właściwy czas, postara się o to, czego potrzebują, a potem zaśnie na następne sto lat.
Z tej zadumy wyrwało go polecenie rycerza, aby czym prędzej wziął się do pracy i podkuł wszystkie konie. Kowal bez wahania zabrał się do pracy. Konie stały spokojnie przy kamiennych korytach i jedząc owies. W tym czasie kowal usuwał stare i przybijał nowe podkowy z taką zręcznością, że była radość to oglądać.
Po pracy, rycerz powiedział, aby trzymał worek i wypełnił go starymi podkowami.
-"To jest twoja zapłata", powiedział, -"Teraz chodź."
Kowal posmutniał, ścisnęło go w gardle, ale rzucił worek na plecy i poszedł.
Chciało mu się płakać, że w domu będzie znowu głód i bieda, ale milczał i nie szemrał.
Na zewnątrz skały rycerz pożegnał się z nim słowami: -"Tu drogę juz znasz, Idź z Bogiem."
-"Z Bogiem." odpowiedział kowal i z nogi na nogę poszedł do domu.

Zastanawiał się, co powie w domu, że zamiast pieniędzy, przyniósł stare żelazo.
Żona i dzieci powitały go radośnie. Kowal usiadł smutny na ławce, rozwiązał worek, a jego zawartość wysypał na ziemię.
Jakie było jego zdziwienie, kiedy na ziemi zobaczył stos złota.
Nagle było po zmartwieniach, po biedzie, po głodzie.

Sądzisz, że wzbogacaniem kowal stał się nadęty lub leniwy?
Nie. Wybudował nową kuźnię, dokupił pola, krowę i ciężko pracuje z rodziną jeszcze przez wiele lat.

Ta obszerna wersja legendy jest w całości przetłumaczona i zredagowana z czeskiego języka.


Moje posty tego typu nie zupełnie są zapisane moimi palcami, ale za to pieczołowicie zgromadzonymi informacjami, które mam nadzieję dobrze się czyta.
Czekam na wasze reakcje, które poza opinią do treści niech zawierają informacje, które mi umknęły a są bardzo ważne lub co najmniej interesujące.
Będzie mi bardzo miło przeczytać wasze komentarze.

Źródła moich informacji: cs.wikipedia.org, jablunkovsko.cz, 
pl.wikipedia.org, majovyhonzik.wordpress.com, 
lesznagorna.fora.pl, , http://budowlanka.tbg.net.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.